Opinie

Kolory tęczy / autor: Pixabay
Kolory tęczy / autor: Pixabay

Wydało się! Tak reklamiarze czyszczą firmy z klientów

Maksymilian Wysocki

Maksymilian Wysocki

Dziennikarz, publicysta, ekspert w dziedzinie wizerunku i marketingu internetowego, redaktor zarządzający portalu wGospodarce.pl

  • Opublikowano · 17 lipca 2020, 19:00

    Aktualizacja · 17 lipca 2020, 19:44

  • 9
  • Powiększ tekst

Kiedyś reklama była po to, żeby sprzedawać. Dziś jest po to, by zmieniać świat… i jak się okazuje, przy okazji by czyścić firmy z ich klientów. W końcu ktoś w Polsce to przyznał. Co prawda raczej nieopatrznie, w dyskusji na portalu biznesowym, ale przyznał. Jak bardzo poglądy marketerów mogą być niebezpieczne dla firm oraz ich wizerunku i czy szefowie firm zdają sobie sprawę, że mogą płacić marketerom nie za pozyskanie nowych klientów, ale za odpływ obecnych? Świat staje na głowie

Ostatnimi czasy na portalu wGospodarce.pl dużo można znaleźć artykułów o tym jak ideologia z butami wchodzi w sfery zupełnie od niej dotąd wolne, jak choćby w komunikację biznesową.

Zjawisko to nasiliło się wprost proporcjonalnie do wzrostu liczby medialnych przekazów o ruchu Black Lives Matter, którego medialna popularność dosłownie rozlała się na cały świat. Teoretycznie ruch ten jest pokojowy, choć wypowiedzi i czyny jego uczestników temu głęboko zaprzeczają. Zdradzają one tak naprawdę oznaki ruchu rewolucyjnego, totalnej rewolucji kulturowej, łącznie z obalaniem wszelkich pomników i paleniem kościołów. Stary, zły świat ma płonąć i już. Czas na koniec historii, odnowę moralną i nowy, wspaniały świat.

Nie jest to pierwsza rewolucja w swojej istocie bolszewicka, ani ostatnia, ale jest wystarczająco popularna, by tzw. hype próbowały wykorzystać też i jego popularność podpiąć się również inne, pomniejsze ruchy. Na tej zasadzie znowu aktywizowały się firmy wywieszając tęczowe flagi.

Owczy pęd, do którego skora jest większość społeczeństwa, rzadko zadaje sobie pytanie „po co to wszystko?”, o prawdziwe motywacje oraz o konsekwencje działań, w tym w obszarze komunikacji. Wiele firm może rozważać teraz, czy warto, wzorem kierowców z Formuły 1. wziąć w tym udział, klęcząc na znak solidarności z „ofiarami” lub zmieniając swoje logo na tęczowe. Moją uwagę zwróciła pewna dyskusja w obszarze polskiej sieci biznesowo-społecznościowej, ku przestrodze dla menedżerów.

Ze względu na sytuację w Polsce, wypowiedzi polityków i ataki na osoby nieheteroseksualne postanowiliśmy zatrzymać flagę LGBT+ w naszym logo na cały rok – napisał NOIZZ na swoim profilu na LinkedIn. - Tęcza nie obraża, tęcza nie jest agresją, tęcza nie jest prowokacją. To symbol równości oraz solidarności z osobami, które codziennie muszą walczyć o równe prawa i które codziennie stykają się z agresją i niezrozumieniem. A o tą równość trzeba walczyć nie tylko w czerwcu. - O społeczności LGBT+ piszemy cały rok, angażujemy się w tematy edukacyjne, współpracujemy z organizacjami i opisujemy przypadki agresji. Zostawienie tęczowego logo na cały rok jest dla nas naturalną decyzją. Tęcza nie obraża, tęcza nie jest agresją, tęcza nie jest prowokacją.

Nie wchodźmy już w ocenę, czy jeśli są ataki, to dotyczą one osób jak to ładnie nazwano „nie-heteroseksualnych”, czy raczej osób wojujących politycznie w ich imieniu w szkołach średnich, podstawowych, albo przedszkolach – dobrze znamy modele docelowych praktyk w tym zakresie choćby w Szwecji, czy w Niemczech. Zresztą, na to też niektórzy zwrócili tam uwagę, ale nie o tym. Przyjrzyjmy się niektórym głosom branży reklamowej.

https://www.linkedin.com/posts/noizz-pl_lgbt-pride-noizz-activity-6686543476391251968-lyeh

Właśnie dlatego uważam, że marki powinny się angażować społecznie. Jest szansa, że uda się odrzucić tych konsumentów, którzy nie podzielają wartości za marką stojących. Uważam, że to rewelacyjny sposób na czyszczenie społeczności. Zwłaszcza, że jakoś w ostatnim czasie padają tylko kategoryczne stwierdzenia - jak ktoś czytać nie chce, niech nie czyta. Mam nadzieję, że również nie zagrają w cyberpunka, nie pójdą na fajne koncerty i ogólnie znikną w swoim sosie. Bo wszelkie akty publicznej agresji powinny być tępione, nieważne jakie mają powody – pisze pracownik jednej z bardziej znanych agencji na rynku. Wtórują mu inni pracownicy innych, nawet bardziej znanych agencji na rynku.

screen LinkedIn / autor: screen Fratria
screen LinkedIn / autor: screen Fratria

Powtórzmy: „Jest szansa, że uda się odrzucić tych konsumentów, którzy nie podzielają wartości za marką stojących. Uważam, że to rewelacyjny sposób na czyszczenie społeczności”. Szczerze przyznam, że wbiło mnie to w fotel.

Nie mówię już nawet, że w dobie pandemii i jeszcze większej walki o sprzedaż i portfele jeszcze mniej skorych do wydawania klientów firma „czyszcząca” się ze swoich klientów jest działaniem co najmniej kuriozalnym. Nawet w przypadku komunikacji proszku do prania sądzę, że chciałby on komunikować, że czyści wszystko, poza tym, ze czyści swoich klientów.

Może umknąć w tym zgiełku naszej uwadze, że klientów firmy mają różnych. Jestem wychowankiem starej szkoły PR, która zwracała dużą uwagę na to, by szanować wszystkich klientów, by nie angażować marki w politykę i kwestie ideowe, bo inaczej się tylko traci. Brand manager powinien sobie przynajmniej zadać pytanie jak wielu wśród klientów ma głośnej mniejszości, a jak wiele osób jest z milczącej większości (milczącej, co nie znaczy, że bez własnych przekonań). No, ale żeby dowiedzieć się jak jest, zadanie musi zlecieć marketerowi… Kwadratura koła.

Oddawanie firmowych pieniędzy i budżetów ludziom, którzy chcą czyścić nas z klientów jest co najmniej kuriozalne. Wiem też, że w dzisiejszych czasach „matura to bzdura”, ale pewną bazową znajomość historii jednak powinno się mieć i wiedzieć, że zapędy do „czystek” nasuwają tylko złe, a nawet fatalne skojarzenia. A komunikacja to przede wszystkim skojarzenia.

Marketerzy mogą sobie zmieniać świat, w prywatnym czasie mogą zapisać się do ruchów, wywieszać na balkonie swojego mieszkania transparenty z wyrazami wsparcia dla dowolnej idei i ruchu, chodzić w marszach, pikietować, protestować – ich sprawa. Za swoje pieniądze i za swój czas mogą wszystko. Czego nie powinni robić, to nie powinni zmieniać świata na modłę swoich przekonań za czas i pieniądze swoich klientów. A już na pewno nie powinni czyścić swoich klientów z klientów.

Chyba, że zmienimy paradygmat biznesu i stwierdzimy, że sprzedajemy tylko klientom „tolerancyjnym”, ale to „tylko” znów robi się niebezpieczne. Podobnie jak kiedyś tramwaje były „tylko” dla Niemców, autobusy „tylko” dla „białych”, nazwiemy to „zrównoważonym rozwojem” i spokojnie zaczniemy… liczyć straty. Wiemy też z historii, dokąd to dalej prowadzi, do przegięcia w drugą stronę, na wzór Antify, która jest tak postępowa i antyfaszystowska, że jest zupełnie faszystowska.

Istne szaleństwo, a najlepsze, że za własne – no! nie własne… najlepsze, bo firmowe! - pieniądze. Najuczciwiej byłoby chyba postawić sprawę tak: Chcesz zmieniać świat? Zmieniaj go za swoje pieniądze.

CZYTAJ TEŻ: Tak skończy się obecny atak radykalnej lewicy. Lewicowy terroryzm to żaden postęp

CZYTAJ TEŻ: Terror neo-marksizmu w biznesie? To szaleństwo musi się skończyć!

CZYTAJ TEŻ: Lewicowa agenda z butami wchodzi w biznes

CZYTAJ TEŻ: BMW zmienia znaczek na tęczowy. To samo zrobią właściciele?

CZYTAJ TEŻ: CD Project RED pod ostrzałem przez LGBT

Czytaj też: F1: Kazali im klęczeć przeciw rasizmowi. Kierowcy Alfa Romeo Racing Orlen odmówili

Powiązane tematy

Komentarze