Opinie

Gaddafi International Prize for Human Rights stamps, 1994. Libya 16 x 95 dirham miniature sheet of stamps, the familiar style of art, liberation themes, with Nelson Mandela and Muammar Gaddhafi. Fot. Felix O/Wikipedia
Gaddafi International Prize for Human Rights stamps, 1994. Libya 16 x 95 dirham miniature sheet of stamps, the familiar style of art, liberation themes, with Nelson Mandela and Muammar Gaddhafi. Fot. Felix O/Wikipedia

O zmarłych dobrze, albo wcale, czyli Nelson Mandela

Krystyna Szurowska

Krystyna Szurowska

ekonomistka i publicystka

  • Opublikowano: 10 grudnia 2013, 15:10

    Aktualizacja: 11 grudnia 2013, 10:33

  • 10
  • Powiększ tekst

Obserwując medialne zaszłości po śmierci Nelsona Mandeli można odnieść wrażenie, że za życia ocierał się o świętość. Próżno szukać w pieśniach pochwalnych krytyki, a raczej prawdy o jego „innowacyjnych” rządach. W rzeczywistości symbol “walki o prawa człowieka” był zwykłym skorumpowanym rasistą, dbającym o interes swój i kolegów ANC (African National Congress – rodzima partia Nelsona Mandeli). Z pewnością dobrze dogadałby się z Vincentem R., ponieważ jego reformy gospodarcze służyły głównie hamowaniu rozwoju, no chyba, że mówimy o rozwoju grupy uprzywilejowanej.

Morderstwa białych i wywłaszczanie ich z majątku to wstęp do księgi „Rządy ANC w Południowej Afryce”. Co starsi mieszkańcy RPA przypominają sobie, jak wyglądały wybory w 1994, roku w którym Mandela i ANC w końcu dorwali się do władzy. Biali zaopatrywali się w tony cukru, byli bowiem przekonani o nadchodzącej rzezi, a około milion obywateli przezornie wyemigrowało z tego rodzącego się „raju na ziemi” (kolejna analogia do rządów Tuska). Kampania wyborcza w 1994 to była zupełna dzicz. Kraj był podzielony na 80 regionów, w których żadna partia poza lokalną nie mogła prowadzić kampanii wyborczej, ponieważ kończyło się to masakrami wśród ludność - „politycy” nie wybijali siebie nawzajem, tylko Bogu ducha winnych „wyborców” niezależnie od ich rasy, czy przynależności etnicznej – jak leci. Po dojściu do władzy Mandela i jego rząd wymyślili, że będą oddawać czarnym wywłaszczone ziemie. Jedyny problem był taki, że owe ziemie były w rękach czarnych najpóźniej prawie 100 lat wcześniej, a od tego czasu należały do białych farmerów. Czarni w zdecydowanej większości nie mieli pojęcia, kiedy, czy i jaka ziemia należała do ich rodziny, toteż „przywracanie majątku prawowitym właścicielom” odbywało się na zasadzie, kto bardziej zaprzyjaźniony z ANC temu wybijano wybranych białych farmerów i oddawano „osieroconą” przez nich posiadłość. Mordy białych w celach rabunkowych były zgodne z literą prawa. Gwałty na białych kobietach też nie były brane pod rozwagę władzy, a więc w praktyce legalne. Ot, prawa człowieka według Nelsona Mandeli.

Mandela i jego rząd swoją żądzą zemsty i chęcią napchania kieszeni doprowadzili do tego, że imponujące i prężnie działające farmy trafiły do nowych, czarnych właścicieli, którzy w mgnieniu oka zrobili z nich ruinę. Cała infrastruktura, która została wybudowana przed 1994 w zasadzie od tego czasu się nie zmieniła, jedynie nagryzł ją ząb czasu. Poziom edukacji wśród ludności spadł – w 1995 roku 2.9 miliona (11%) młodych powyżej 15 roku nie miało żadnego wykształcenia – w 2001 było to już 4.7 miliona (16%). Bezrobocie z ok. 30% w 1995 wskoczyło na 37% w 1997 i 43% w 2002. Na początku rządów „nieodżałowanego” Nelsona dorosłych nosicieli wirusa HIV było 10%, w 2007 roku już 18%. Nie jest to specjalnym zdziwieniem, jeśli Jacob Zuma (obecny prezydent Południowej Afryki i przy okazji „zwykły przestępca” i „prymitywny komunista”, jak określa go Philip Dexter) w czasach kiedy pełnił funkcję szefa Krajowej Rady Przeciwdziałania AIDS zgwałcił zarażoną HIV córkę partyjnego kolegi, po czym stwierdził, że z racji wziętego po akcie prysznicu nie zarazi się. Wirtschaftswunder nie ma co!

W kwestii moralności członków ANC warto zauważyć, że Jacob Zumba ma na koncie ponad 700 zarzutów o korupcje i składanie fałszywych zeznań. Rzecznik ANC, Carl Niehaus kilka dni po tym, jak udzielił wywiadu Dariuszowi Rosiakowi w 2009 roku został oskarżony o fałszowanie podpisów na państwowych dokumentach oraz przywłaszczenie 4.5 miliona randów (ok 1.4 miliona złotych). Komentator Daniel Greenfield przyrównał rządy Mandeli i ANC do mafijnego bossa Vito Roberto Palazzolo i jego Cosa Nostra, co w obliczu ich zupełnej samowoli i zasadzie „ręka rękę myje” wydaje się być dosyć trafnym. Z tą różnicą, że Cosa Nostra miała jeszcze jakiś kodeks, jakieś zasady.

Warto zwrócić uwagę na fakt, iż Mandela, podobnie jak jego partyjny kolega Jacob był pospolitym komunistą.

„Pod rządami Komunistycznej Partii Południowa Afryka będzie krajem mlekiem i miodem płynącym. Polityczne, ekonomiczne i społeczne prawa przestaną być uciechą tylko białych. Będą podzielone równo na białych i nie białych. Będzie wystarczająco dużo ziemi i domów dla wszystkich. Nie będzie bezrobocia, głodu i chorób”

pisał nasz bohater. Pomylił się znacząco. Jeszcze nie było tak w historii, aby za rządów jakiejkolwiek komunistycznej partii jakikolwiek kraj popłynął mlekiem i miodem, prędzej rynsztokiem. Podobnie stało się z RPA, które z kraju względnie dobrze rozwijającego się po objęciu władzy przez Nelsona i jego partyjnych druhów stało się najzwyklejszym krajem trzeciego świata, gdzie aż 77% gospodarstw domowych boryka się z „niepewnością żywnościową”. I to wszystko pomimo rok rocznego zwiększania wydatków na welfare.

Słynący z walki o prawa człowieka okazuje się być ich wrogiem. Słynący z przyniesienia lepszego życia czarnym obywatelom RPA okazuje się być sprawcą ich niedoli. Dobry, czarny dziadek Mandela uchodzący za czystego jak łza okazuje się przywódcą jednej z najbardziej skorumpowanych i zdemoralizowanych formacji we współczesnym świecie. Jeśli więc mamy się stosować do tytułowej zasady nie mówmy o nim wcale.

 

 

--------------------------------------------------------------------------

--------------------------------------------------------------------------

Polecamy wSklepiku.pl!

"Rpa Kraj Niespodzianek"

Rpa Kraj Niespodzianek

Powiązane tematy

Komentarze