Informacje
Local Content ma być jednym z narzędzi wzmacniania polskich firm i budowania ich kompetencji / autor: Fratria / Andrzej Wiktor
Local Content ma być jednym z narzędzi wzmacniania polskich firm i budowania ich kompetencji / autor: Fratria / Andrzej Wiktor

Patriotyzm gospodarczy Tuska bez polskich firm

Joanna Buczyńska

Joanna Buczyńska

Dziennikarka ekonomiczna i publicystka portalu wGospodarce.pl, wcześniej redaktor prowadząca „BiznesInfo” oraz redaktor Telewizji Comparic24.pl

  • Opublikowano: 20 września 2026, 14:00

    Aktualizacja: 20 września 2026, 21:40

  • Powiększ tekst

Local Content miał być jednym z narzędzi wzmacniania polskich firm i budowania ich kompetencji. Miał być, ponieważ w rzeczywistości krajowe przedsiębiorstwa nie mają możliwości ubiegania się o realizację dużych inwestycji, z powodu celowo utworzonych zbyt wysokich wymagań do złożenia oferty w trakcie postępowań przetargowych.

Inaugurując program „Local Content. Z korzyścią dla Polski” w kwietniu 2026 r., premier Donald Tusk podkreślał znaczenie udziału krajowych firm w realizowanych inwestycjach: „Wybieranie krajowych firm, priorytetowe traktowanie rodzimego przemysłu i stawianie Polski na pierwszym miejscu – zawsze, kiedy to możliwe – to kwestia naszej suwerenności”.

Premier przekonywał, że to on stoi za realizacją programu: „Z ministrem Wojciechem Balczunem pracowaliśmy nad dobrymi praktykami Local Content, które mają zwiększyć udział rodzimych firm w realizowanych inwestycjach”.

Kolejne kłamstwo Tuska?

W praktyce program kojarzony jest z betonowym murem wobec polskich firm, które nie są w stanie przebrnąć postępowań przetargowych, spychając ich do roli podwykonawców i budzi zastrzeżenia polskich firm budowlanych: Doraco, Adamietz, Mirbud i NDI.

Jak zauważa Angelika Cieślowska, prezes zarządu Doraco, najważniejszą kwestią jest w ogóle dopuszczenie polskich firm do udziału w przetargach. Coraz częściej pojawiają się postępowania, w których wymagania dotyczące wykonawców są skonstruowane w taki sposób, że polskie firmy nie mają możliwości spełnienia wymogów referencyjnych. Wymaga się od nich doświadczenia przy realizacji inwestycji, których wcześniej w Polsce po prostu nie było. W efekcie nie mają nawet szansy złożyć oferty.

Pierwszy z życia wzięty przykład:

PIT-RADWAR, spółka należąca do Polskiej Grupy Zbrojeniowej, otrzyma od rządu 1,7 mld zł na rozbudowę zakładu, której celem jest zwiększenie produkcji sprzętu dla polskiej obrony powietrznej. Brzmi optymistycznie, dopóki nie pojawią się wymogi, którym polskie firmy nie są w stanie sprostać. Jak choćby ten: „Firma, która będzie rozbudowywać zakład, musi przedstawić referencje potwierdzające, że w ciągu ostatnich 7 lat ma doświadczenie w realizacji inwestycji i wybudowała obiekt za co najmniej 500 mln zł netto”.

Jeżeli wymagane jest doświadczenie przy realizacji inwestycji o wartości kilkuset milionów złotych, a podobnych przedsięwzięć wcześniej w Polsce nie realizowano przez większość krajowych firm, przedsiębiorstwa te nie mają możliwości zdobycia wymaganych referencji – zauważa Angelika Cieślowska, prezes zarządu DORACO.

W jaki sposób te polskie firmy mają wzrastać? Są w ogóle bez szans. Firmy z Polski będą szóstym podwykonawcą, dziesiątym podwykonawcą – dodaje Angelika Cieślowska.

Podwykonawca? Polacy stracą najwięcej

Zdaniem Angeliki Cieślowskiej problem nie sprowadza się wyłącznie do marży uzyskiwanej przez przedsiębiorstwo. Jak słusznie zauważa, rola podwykonawcy, pomijając efektywność marżową, to jest przede wszystkim budowanie kompetencji. Jeżeli polskie przedsiębiorstwa mają w przyszłości skutecznie konkurować na rynkach zagranicznych, muszą mieć możliwość zdobywania doświadczenia przy dużych projektach realizowanych w kraju.

Proszę Państwa, żeby polski biznes wyszedł za granicę, to tylko dajcie nam wzrosnąć najpierw w Polsce – mówi Angelika Cieślowska.

Problem ma więc charakter długofalowy. Jeżeli krajowe przedsiębiorstwa będą występować przy największych inwestycjach przede wszystkim jako kolejni podwykonawcy, mogą mieć ograniczone możliwości samodzielnego budowania referencji i kompetencji potrzebnych do realizacji jeszcze większych projektów. A wtedy wracamy do punktu wyjścia.

Kto formułuje tak szkodliwe dla polskich firm kryteria?

Straty takich eliminacji są ogromne: to nie tylko marża i zysk, które mogłyby zostać w polskich firmach, lecz także możliwość zdobycia doświadczenia menedżerskiego, zarządzania dużym projektem, zatrudnienia Polaków za godziwe wynagrodzenia, budowania kompetencji i pozycji wśród największych wykonawców. Zamiast tego polskie firmy mogą zostać jedynie podwykonawcami, tracąc możliwość rozwoju i budowania własnych referencji. Dlatego w przestrzeni publicznej pojawiają się zasadnicze pytania o sposób ustalania warunków postępowań i kryteriów dotyczących wymaganych referencji:

Chciałabym wiedzieć, kto ustala te kryteria. Jeżeli Local Content ma być skutecznie wdrażany w Polsce, to on powinien być w sferze odpowiedzialności osób, które rozpisują te przetargi – zwraca uwagę Angelika Cieślowska, jednocześnie zaznaczając: – Nie chodzi o to, żeby państwo z góry wskazywało, która polska firma ma wygrać. Chodzi o to, żeby polska firma miała w ogóle możliwość wystartowania.

Joanna Buczyńska

»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje

»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:

Rating Polski obniżony! To ich robota

Pylony grozy: za chwilę pękną te bariery!

Dlaczego energia jest tak droga w Polsce i UE

»»O greckim sprzeciwie wobec superpaństwa UE mówi Emmanouil Fragkos – oglądaj „RH+ Rozmowy Czarneckiego” w telewizji wPolsce24

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych