Informacje

Fot.freeimages.com
Fot.freeimages.com

Posłowie nie poprą 6-dniowego tygodnia pracy. Tymczasem politycy PO zapewniają, że pracownicy nic nie stracą

Polska Agencja Prasowa

  • Opublikowano: 22 października 2014, 19:33

  • 1
  • Powiększ tekst

Większość klubów jest przeciw zmianom w Kodeksie pracy autorstwa PO. Argumentują, że to próba wprowadzenia sześciodniowego tygodnia pracy i powołują się na krytyczne opinie Sądu Najwyższego i Inspekcji Pracy. PO zapewnia, że zmiany nie oznaczają odebrania wolnych sobót.

PiS chce odrzucenia projektu. Głosowanie nad jego wnioskiem o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu ma odbyć się w bloku głosowań przewidzianym na czwartek.

Przedstawicielka wnioskodawców Izabela Mrzygłocka (PO) mówiła w środę podczas pierwszego czytania projektu w Sejmie, że w obecnym stanie prawnym osoba wykonująca pracę w niedziele i święta ma prawo do uzyskania dnia wolnego, a jeśli to jest niemożliwe - dodatku do wynagrodzenia w wysokości 100 proc.

"Kodeks pracy zapewnia wszystkim pięciodniowy tydzień pracy. W przypadku wykonywania pracy w dniu wolnym, którym zwykle jest sobota, pracownikowi przysługuje w zamian inny dzień wolny. (...) obowiązujące przepisy nie przysługują innej formy rekompensowania pracy" -

mówiła.

Mrzygłocka podkreślała, że proponowane zmiany nie mają na celu zlikwidowania sobót, jako dni wolnych. Ponadto zostaną zachowane wszystkie normy ochronne dotyczące dobowego i tygodniowego odpoczynku, a także rocznego limitu nadgodzin.

Projekt nie zyskał jednak uznania pozostałych klubów. Jak mówił Janusz Śniadek z PiS, proponowana zmiana idzie w tym samym kierunku co wydłużenie wieku emerytalnego.

"Ten projekt jest pułapką na ludzi niemogących normalnie zarobić na chleb, by próbowali zwiększać swoje zarobki, wydłużając swój czas pracy. Większość będzie chciała z tego skorzystać i podnieść swoje głodowe zarobki" -

mówił.

Dodał, że w efekcie sześciodniowy tydzień stanie się normą. Poseł PiS złożył wniosek o odrzucenie tego projektu w pierwszym czytaniu.

Józef Zych (PSL) zwracał uwagę, że jeśli chodzi o zmiany w Kodeksie pracy, to rząd powinien wychodzić z inicjatywą, a nie posłowie.

"Wierzę w dobrą intencję posłów wnioskodawców, ale tutaj okazuje się, że mamy do czynienia z bardzo poważnym zagadnieniem" -

mówił.

"Nie można stwarzać sytuacji, które mogłyby prowadzić do patologii" -

dodał.

Poinformował też, że jego klub nie może poprzeć projektu w obecnej formie.

Ryszard Zbrzyzny z SLD również negatywnie odniósł się do projektu.

"To kolejny projekt wpisujący się w strategię PO dotyczącą ogołacania z praw pracowników. Najpierw wydłużono wiek emerytalny, później wydłużono okres rozliczeniowy czasu pracy do 12 miesięcy, w kolejnym ruchu rozszerzono katalog przypadków dopuszczalności zatrudnienia w niedzielę i święta (...). To wszystko idzie w kierunku osłabienia pozycji pracobiorcy w stosunkach pracy" -

podkreślał.

"Z taką filozofią nigdy się nie zgadzaliśmy i nigdy się nie zgodzimy"-

dodał.

Wskazał, że jego klub poprze wniosek o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu.

Podobne zdanie wyraziła Zofia Popiołek z Twojego Ruchu. "To wydaje się być zmianą jednego artykułu, ale jest zmianą sposobu myślenia" - mówiła. Jej zdaniem wbrew twierdzeniom z uzasadnienia do projektu, pogarsza on sytuację pracowników i może stworzyć dla nich "ogromne perturbacje".

"My tego projektu nie możemy poprzeć. Uważamy, że nie tędy droga" -

zadeklarowała.

Również Tadeusz Woźniak z KPSP określił proponowane zmiany jako zagrożenie dla pracowników. "Sformułowanie +na jego (pracownika - PAP) wniosek+ jest obłudne i pokrętne" - mówił, przekonując, że na polskim rynku pracy pracodawcy będą bezlitośnie wykorzystywać pracowników.

"Wracamy do drapieżnego kapitalizmu. (...) Powinniście Państwo (z PO) się wstydzić. (...) To jest atak w tego, który jest słaby i nie potrafi się bronić" -

oskarżał Woźniak, którego zdaniem wprowadzenie proponowanych zmian uderzyłoby także w rodzinę.

"Klub Parlamentarny Sprawiedliwej Polski będzie głosował za odrzuceniem tego projektu" -

stwierdził.

Paweł Sajak z koła BiG również nie oszczędził projektu.

"Dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. (...) Rozumiem intencję projektodawcy, też chciałbym, żeby obywatele zarabiali więcej, ale to nie jest sposób" -

mówił.

Przewidywał, że proponowane rozwiązania pozbawią pracowników prawa do wypoczynku i będą miały negatywny wpływ na rynek pracy.

"Zamiast tworzyć nowe miejsca pracy, pracodawcy będą woleli wykorzystać doświadczonego pracownika" -

mówił.

Dodał, że jego BiG będzie głosowało za odrzuceniem projektu.

Podczas sejmowej debaty głos zabrał wiceminister pracy Radosław Mleczko. Jak powiedział, że nie ma jeszcze oficjalnego stanowiska rządu wobec propozycji posłów PO.

"Wydaje się, że z jednej strony można powiedzieć, że istnieje potrzeba ujednolicenia tych rozwiązań w odniesieniu do niedzieli, świąt i dni wynikających z przeciętnie pięciodniowego tygodnia pracy. Z drugiej zaś strony nie można nie dostrzec tych uwag, które zostały sformułowane wobec projektu zarówno w odniesieniu do uwag inspektora pracy, ale też innych m.in. Sądu Najwyższego" -

mówił.

W opinii Sądu Najwyższego opublikowanej na stronach internetowych Sejmu, czytamy:

"Należy jednak zwrócić uwagę, że umożliwienie kompensowania dodatkowym wynagrodzeniem pracy w dniu wolnym od pracy na wniosek pracownika prowadziłoby w praktyce do wypaczenia konstrukcji przeciętnie pięciodniowego tygodnia pracy i prawa pracownika do odpoczynku tygodniowego. Regulacja, zgodnie z którą praca w dni wolne, w niedziele i święta ma być kompensowana w zasadzie udzieleniem innego dnia wolnego, jest konstrukcją mającą aksjologiczne uzasadnienie w prawie pracownika do odpoczynku. To prawo pracownika nie może zostać zamienione na ekwiwalent pieniężny".

SN zwrócił też uwagę, że "dopuszczenie kompensaty pieniężnej za pracę w dniu wolnym na wniosek pracownika oznaczałoby w istocie uznanie dopuszczalności sprzedaży przez pracownika prawa do wypoczynku. Pracodawcom otwierałoby drogę do szerokiego korzystania z nadliczbowej pracy pracowników w dni wolne".

"W świetle powyższego opiniowany projekt ustawy nie powinien stać się przedmiotem prac legislacyjnych, a przynajmniej powinna zostać odrzucona ta część projektowanej zmiany, zgodnie z którą praca nadliczbowa w dniu wolnym mogłaby być kompensowana dodatkowym wynagrodzeniem na wniosek pracownika. Wskazana część proponowanej zmiany poważnie zagraża spójności przepisów o pracy w godzinach nadliczbowych i może wywołać istotne problemy przy wykładni i stosowaniu tych przepisów" -

głosi konkluzja SN.

Opinię szefowej Państwowej Inspekcji Pracy Iwony Hickiewicz cytowała w debacie Anna Grodzka (niez.):

"Możliwość wypłaty dodatku na wniosek pracownika może doprowadzić do przyjęcia powszechnej praktyki rekompensowania pracy w dniu wolnym w ten sposób, a tym samym naruszania przeciętnego pięciodniowego tygodnia pracy".

Projekt PO zakłada zmianę w art. 151.3 Kodeksu pracy. W obecnym kształcie przepis ten mówi, że pracownikowi, który wykonywał pracę w dniu wolnym od pracy wynikającym z rozkładu czasu pracy w przeciętnie pięciodniowym tygodniu pracy, przysługuje w zamian inny dzień wolny od pracy udzielony pracownikowi do końca okresu rozliczeniowego, w terminie z nim uzgodnionym.

Platforma chce do art. 151.3 dodać podpunkt, zgodnie z którym "na wniosek pracownika lub w razie braku możliwości udzielenia dnia wolnego od pracy w zamian za pracę w dniu wolnym od pracy, pracownikowi przysługuje dodatek do wynagrodzenia (...) za każdą godzinę pracy w dniu wolnym od pracy". Identyczne rozwiązanie przewidziano już w Kodeksie pracy w przypadku pracy w niedziele i w święta (art. 151.11).

(PAP)

Wiadomości Google

Kliknij Obserwuj i bądź na bieżąco!

Powiązane tematy

Komentarze