Informacje

www.sxc.hu
www.sxc.hu

"Mój mąż podpalił się z biedy"

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano: 13 czerwca 2013, 10:02

  • 8
  • Powiększ tekst

Mężczyzna, który podpalił się wczoraj pod Kancelarią Premiera uczynił to z powodu swojej beznadziejnej sytuacji finansowej. Żona mężczyzny mówi, że nie mieli z czego żyć.

Mężczyzna ocalał tylko dzięki błyskawicznej interwencji pikietujących pod KPRM związkowców - to oni ugasili płonącego mężczyznę.

56-letni Andrzej Filipiak w stanie ciężkim trafił do szpitala. – Zrobił to z biedy, nie miał pracy! Nie mamy z czego żyć. Mąż mówił, że to wina polskiego rządu – wyznała Faktowi żona desperata Wiesława Filipiak.

Mężczyzna pochodzi z Kielc.

Andrzej Filipiak wyruszył do stolicy z Kielc wczoraj w nocy. – Poprosił mnie o 30 zł na bilet. Powiedział tylko, że jedzie do Warszawy. Ogolił się i wyszedł z domu – opowiada nam jego żona. W stolicy pan Andrzej udał się od razu przed Kancelarię Premiera. Trwała tam pikieta związkowców, którzy od kilku dni protestują przed siedzibą premiera. Mężczyzna nie miał ze sobą żadnych transparentów ani listów. Najpierw spacerował, potem usiadł na ławce od strony Ogrodu Botanicznego. – Przysiadł się, nic nie mówił. Nagle zaczął oblewać się jakimś płynem z butelki – relacjonują związkowcy. Protestujący myśleli najpierw, że oblewa się wodą. Nagle zapłonął. – Palił się jak żywa pochodnia – relacjonują świadkowie. Natychmiast rzucili się na pomoc. Nakryli desperata kocem i ugasili.

Dlaczego zdecydował się na tak desperacki krok?

Jego żona mówi wprost: – On to zrobił, bo już był załamany i zrozpaczony naszą sytuacją. Nie miał pracy a MOPR nam odmawia pomocy większej, nie mamy z czego żyć – mówi nam Wiesława Filipiak. – Mąż mówił, że to wszystko co się złego u nas w rodzinie dzieje to wina polskiego rządu, który tak rządzi, że ludzie nie mają pracy i środków do życia – dodaje. Andrzej Filipiak mieszka z żoną w Kielcach. Małżeństwem są od 35 lat. Mają dwoje dorosłych już dzieci. Pan Andrzej był budowlańcem, ale zachorował na kręgosłup i od 5 lat nie może znaleźć innej pracy. Utrzymują się z 570 złotych zasiłku. Dom Filipiaków stoi na peryferiach Kielc. Dopiero od niedawna jest tam woda, ale tylko zimna. Jest schludnie, choć bieda aż piszczy.

To już drugi tak desperacki akt przed Kancelarią Premiera. Czy tym razem będzie to dzwonek, który przebudzi klasę polityczną i zmusi ją do działania?

Fakt/ wp/ as/

Wiadomości Google

Kliknij Obserwuj i bądź na bieżąco!

Powiązane tematy

Komentarze