Informacje

Koronawirus / autor: EPA/PAP
Koronawirus / autor: EPA/PAP

Jak mało wiemy o pandemii COVID-19

---

  • Opublikowano · 28 kwietnia 2020, 21:20

  • 1
  • Tagi: COVID-19 epidemia infekcje koronawirus pandemia wirus zakażenia
  • Powiększ tekst

Naukowcy z Instytutu Zdrowia madryckiego Uniwersytetu Carlosa III przebadali, w poszukiwaniu „pacjenta zero” genomy 1600 pierwszych przypadków infekcji Covid-19 w Hiszpanii. Na podstawie analizy wyników nie udało się znaleźć pierwszego chorego, ale stwierdzili, że było co najmniej 15 różnych dróg, którymi wirus dotarł za Pireneje.

Odkryto trzy podstawowe mutacje wirusa, oznaczone przez badaczy literami S, G i V, co jest o tyle dobrą wiadomością, że wcześniejsze badania przeprowadzone w Kalifornii wskazywały, że obecnie mamy do czynienia z ośmioma mutacjami Covid-19. Naukowcy na tej podstawie sformułowali tezę, że Covid-19 nie jest wirusem szybko mutującym co ma kluczowe znaczenie dla perspektywy szybkiego przygotowania szczepionki.

Hiszpanie na tropie „pacjenta zero”

Wyniki badań hiszpańskich potwierdzają jeszcze jedną, dość oczywistą już dziś prawdę, ale chyba nie przed wszystkich jeszcze uznawaną, że pandemia zaczęła się rozprzestrzeniać w Europie znacznie szybciej niźli do tej pory sądziliśmy, co szybką i zdecydowaną reakcję władz czyniło jeszcze istotniejszą.

Pierwsze trzy zidentyfikowane próbki z wirusem Covid-19 typu S pochodziły z Walencji i pobrane zostały 26 i 27 lutego. Tydzień wcześniej 2,5 tysiące sympatyków tamtejszego klubu piłkarskiego pojechało do Mediolanu kibicować swojej drużynie. Wyniki badań potwierdzają też, że kiedy 23 lutego Fernando Simon, kierujący centrum kryzysowym w hiszpańskim Ministerstwie Zdrowia mówił publicznie, że „wirus nie dotarł jeszcze do Hiszpanii” to najłagodniej sprawę ujmując, był w błędzie. Naukowcy stwierdzili bowiem, że wirus pojawił się w Walencji około 14 lutego, a w Madrycie 18 lutego. „W Hiszpanii nie było pacjenta zero” – powiedział dziennikowi El Pais wirusolog Jose Alcami. W jego opinii wirus dotarł do kraju z tak wielu źródeł i zaczął się niesłychanie szybko rozprzestrzeniać, że mówienie o osobie od której zaczęła się epidemia nie ma sensu.

Fernando González Candelas, inny z naukowców biorących udział w badaniu wskazuje na to, jak mało jeszcze wiemy o mechanizmach rozprzestrzeniania się pandemii. Obecnie na świecie zostało w różnych laboratoriach wyodrębnionych 11 tys. kompletnych genomów wirusa, co jak na 2,4 mln przypadków potwierdzonych testami nie wydaje się imponującą liczbą. „Nie mamy odpowiednich sekwencji z Włoch aby pokusić się o konkluzję” jeśli idzie o drogi transmisji – argumentuje.

Ile osób naprawdę zmarło?

Osobnym problemem, z którym zmierzyć będzie się musiała społeczność naukowa jest kwestia liczby ofiar śmiertelnych pandemii. Jest to o tyle istotne, że dotychczasowe systemy profilaktyki, rozmaitego rodzaju polityki dystansowania społecznego i wychodzenia z ograniczeń oparte są o modele statystyczne dla prawidłowości których liczba dziennych zgonów spowodowanych Covid-19 ma fundamentalne znaczenie. Jeśli w przyjętym czasie wykazuje ona tendencje spadkową, to przyjmuje się, że dana społeczność (kraj, województwo, miasto) ma jej szczyt już za sobą i można luzować rygory.

Co prawda Światowa Organizacja Zdrowia przestrzegała kilka dni temu przed zbyt pochopnym wychodzeniem z lock down, bo zdaniem jej ekspertów nie ma żadnej przesłanki, że ktoś kto wyzdrowiał nie może zarazić się ponownie, ale społeczeństwa zmęczone aresztem domowym i przerażone perspektywą głębokiego kryzysu gospodarczego wywierają presję aby luzować ograniczenia. Teraz jednak napływają z całego świata informacje, które wskazują, że być może liczba pacjentów, którzy zmarli w wyniku Covid-19 jest znacznie, ale to znacznie większa niźli ujmowano to w statystykach. To by świadczyło, że pandemia jest znacznie groźniejsza niż „zwykła grypa” jak niektórzy politycy twierdzili publicznie na jej początku, a po drugie, że nasze statystyki są, delikatnie to nazywając, wadliwe.

Dziennikarze „The New York Times”, ale podobne analizy prowadziła prasa i w innych krajach dochodząc do zbliżonych wyników, porównali liczbą zgonów zanotowaną w 19 krajach w ostatnim miesiącu ze średnią w tym samym czasie z poprzednich lat. Różnica wyniosła 40 tys. więcej zgonów niźli średnia w latach poprzednich. Oczywiście tez wzrost nie musiał być wywołany jedynie Covid-19, ale zbieżność trendów w tak dużej liczbie krajów jest uderzająca. Na podstawie zebranych danych dziennik szacuje liczbę „niedoszacowania” ofiar Covid-19. I tak w Hiszpanii jest to 9 100, we Francji 7200, w Ekwadorze 7100, w Anglii i Walii 6400, w Nowym Jorku 4 200, w Holandii 3000.

Najlepiej na tym tle wypada Belgia, gdzie ta różnica między oficjalnie podaną liczbą osób, które zmarły w wyniku Covid-19 a wyliczoną przez dziennikarzy wynosi 73. Belgia, która przyjęła chyba najbardziej rygorystyczne zasady informowania i włącza do oficjalnych statystyk wszystkich o których można sądzić że zmarli w wyniku pandemii okazuje się być w świetle tych zestawień nie krajem najbardziej nią dotkniętym, ale najuczciwiej raportującym.

Te badania mogą prowadzić do wniosku, że Covid-19 jest znacznie bardziej śmiertelny niż do tej pory przypuszczaliśmy, mało tego, rozprzestrzenia się szybciej, choć mutuje wolniej, niż do tej pory sądzono. To skłania nie tylko do dość pesymistycznego wniosku, iż jeszcze niezwykle mało wiemy o trwającej pandemii, instytucje państw nią dotkniętych nie były przygotowane, czas reakcji rządów dla jej tłumienia jest kluczowy, a wychodzenie z ograniczeń winno być ostrożne.

Czytaj też: WHO ostrzega przed problemami z dostawą szczepionek

Marek Budzisz, wPolityce.pl

Czytaj też: Ostatnie analizy pandemii Covid-19 ukazują jak jeszcze mało wiemy na jej temat

Komentarze