Informacje

Czy Joe Biden (P) pójdzie w ślady Baracka Obamy (L) i obejmie urząd prezydenta USA / autor: Pixabay
Czy Joe Biden (P) pójdzie w ślady Baracka Obamy (L) i obejmie urząd prezydenta USA / autor: Pixabay

TYLKO U NAS

Biden za, a nawet przeciw Polsce

Jerzy Bielewicz

Jerzy Bielewicz

Finansista, były prezes stowarzyszenia "Przejrzysty Rynek". Absolwent IP Business School na Uniwersytecie Western Ontario, były doradca Goldman Sachs i Royal Bank of Kanada, specjalista w dziedzinie negocjacji z bankami w imieniu przedsiębiorstw.

  • Opublikowano: 7 listopada 2020, 09:30

  • 2
  • Powiększ tekst

Joe Biden, kandydat Demokratów na fotel prezydenta USA popełnił kardynalny błąd, który stawia pod znakiem zapytania jego umiejętności jako polityka. Ciężko obraził wyborców, którzy przez pokolenia zwykli głosować na jego partię. Chodzi o 10 mln wyborców polskiego pochodzenia – rozpoczyna Jerzy Bielewicz tekst w „Gazecie Bankowej”, napisany tuż przed głosowaniem prezydenckim w USA

Zrobił tak wszem i wobec, bezceremonialnie w trakcie wywiadu udzielonego progresywnemu dziennikowi „The New York Times”, wskazując na błędy poprzedniej administracji, której przecież był integralną częścią jako wiceprezydent. Stwierdził w bezpośredniej rozmowie z gronem dziennikarzy tej gazety (nagranie jest dostępne w internecie), że „my, politycy Partii Demokratycznej, przestaliśmy pokazywać się w »polskich klubach«”, a zamiast tego „zaczęliśmy budować sojusz z ludźmi jak wy (dziennikarze) tzn. z ludźmi inteligentnymi (ang.: really smart people)” („We stopped showing up at the Polish American club. We stopped showing up, and we all went to you, the really smart people. We had a new kind of coalition we were putting together. College-educated women and college men and boom, boom, boom and so on.”) Joe Biden zaserwował swoim zwolennikom tzw. Polish joke, jak relacjonuje konserwatywny dziennik „The Chronicles”. Jednak w ten sposób obraził nie tylko Amerykanów polskiego pochodzenie, lecz również przedstawicieli wielu innych grup etnicznych, którzy przybyli do USA z Europy Środkowej i Wschodniej.

(…) To nie jedyna wpadka demokratycznego kandydata do prezydentury. W innym wystąpieniu przestrzegł przed „strefami bez LGBT” w Polsce powielając oczywisty fake news, a podczas debaty, w której odpowiadał na pytanie wyborców, jednym tchem wymienił Węgry, Polskę i Białoruś jako przykład… reżimów totalitarnych w naszym regionie świata! Czy ta powierzchowność w opiniach nie niszczy w istocie rzeczy dokonań wypracowanych przez obecną administrację prezydenta Donalda Trumpa w relacjach z Polską? Chyba nie, gdyż… Joe Biden i jego sztab wyborczy wydał oświadczenie dotyczące naszego kraju. W odpowiedzi na głosy dezaprobaty ze strony Polonii amerykańskiej zapewnił w nim, że „artykuł 5. Traktatu Północnoatlantyckiego tj. atak na jakiegokolwiek członka NATO jest atakiem na wszystkim członków NATO – stanowi niezachwianą więź między Stanami Zjednoczonymi i Polską”. Potwierdził także sprzeciw USA wobec projektu Nord Stream 2 tj. gazociągu po dnie Bałtyku łączącego bezpośrednio Rosję i Niemcy z pominięciem terytorium Polski i innych państw Europy Środkowej. Zabrakło jednak odniesienia do inicjatywy Trójmorza i przyszłości tego projektu, który jak dotąd wspierała administracja obecnego prezydenta Donalda Trumpa.

(…) W mojej ocenie wypowiedzi Joe Bidena nie są przypadkowe, a sam kandydat zdaje się przedwcześnie odcinać kupony od przyszłego zwycięstwa. Uznał, że skoro posiada 10 punktów procentowych przewagi nad swym konkurentem w sondażach, to może pozwolić sobie na zlekceważenie znacznej liczby wyborców, których z góry uznał za straconych, gdyż tak czy inaczej zagłosują na Trumpa. Co w ten sposób może osiągnąć? Przede wszystkim, Joe Biden chciałby mimo wszystko, by wyborcy postrzegali go jako kandydata centrum… wolnego od wpływu skrajnej lewicy? Wyniesienie tematów LGBT poza USA i wskazanie w tym kontekście Polski zdaje się stosunkowo bezpiecznym zagraniem i ukłonem w kierunku skrajnie lewicowego elektoratu w samych Stanach Zjednoczonych. Z kolei zrównanie Polski i Węgier z Białorusią podważa dorobek administracji Donalda Trumpa w relacjach USA z krajami naszego regionu, a także pomniejsza polityczne znaczenie Inicjatywy Trójmorza.

A jednak kampania Joe Bidena i taktyka Partii Demokratycznej nosi widoczny znak wpływu Georga Sorosa i progresywnych mediów, które mu sprzyjają. Przede wszystkim przeciw obecnemu prezydentowi Donaldowi Trumpowi wywołano totalną wojnę informacyjną w mediach mainstreamu od pierwszego dnia urzędowania, a… nawet jeszcze przed zaprzysiężeniem. I trwa ona po dziś dzień. Kolejne próby „impeachmentu” pod różnymi pretekstami miały na celu skrócenie kadencji republikańskiego polityka i przejęcie władzy. Podobna taktyka cechowała totalną opozycję w Polsce. Ta starała się skrócić kadencje rządów Zjednoczonej Prawicy na wszelkie sposoby, przebijając dno pod hasłem „ulica i zagranica”. W obu przypadkach tak radykalny sposób prowadzenia polityki prowadzi do podważania wiarygodności instytucji państwa, podziałów społecznych, a w konsekwencji do zastąpienia rządów demokratycznych przez dyktaturę mniejszości. Przy czym nie „tej” mniejszości, bowiem ideologia LGBT stanowi dla polityków tylko przydatne narzędzie, nie zaś cel sam w sobie.

Co jeśli wygra demokrata?

Podobne pytanie zadaje na swoich wiecach wyborczych urzędujący prezydent Donald Trump, gdyż trudno nie docenić stawki, o którą tym razem idzie gra. W przeciwieństwie do innych kampanii prezydenckich kandydaci na finiszu postawili na mobilizację własnych elektoratów, mniej wagi przywiązując do wyborców z centrum i tych niezdecydowanych. Ta próba sił będzie trwała do 3 listopada, czyli do dnia wyborów prezydenckich. O wyniku zadecydują wydarzenia, których jeszcze nie znamy, a obecne sondaże przychylne pretendentowi do urzędu prezydenta mogą okazać się równie zwodnicze jak przed czterema laty, gdy zwycięzcą miała się okazać Hilary Clinton.

(…)

A jeśli wygra Joe Biden, to i ten wynik nie zmieni w sposób znaczący sytuacji międzynarodowej oraz znaczenia Polski i regionu Europy Środkowej w nowym rozdaniu geopolitycznym, w którym do gry wszedł stosunkowo nowy gracz: Chińska Republika Ludowa. I choć z dzisiejszej perspektywy może to zabrzmi wbrew utartym kanonom politycznej poprawności, to jednak USA niezależnie od wyniku wyborów prezydenckim nie wróci pokornie do Traktatu Paryskiego ws. Klimatu, nie reaktywuje porozumienia z Iranem, nie wycofa się z wsparcia Inicjatywy Trójmorza, gdyż utraciłyby w ten sposób sprawozdawczość i inicjatywę w polityce zagranicznej. Bo taka właśnie przewrotna jest i była polityka, w której liczą się przede wszystkim interesy, nie zaś ideologia, która przez polityków jest traktowana wyłącznie jak instrument.

Jerzy Bielewicz

Cały tekst o wyborach w USA oraz więcej informacji i komentarzy o światowej i polskiej gospodarce i sektorze finansowym znajdziesz w bieżącym wydaniu „Gazety Bankowej” - do kupienia w kioskach i salonach prasowych

„Gazeta Bankowa” dostępna jest także jako e-wydanie, także na iOS i Android

Szczegóły, jak zamówić e-wydanie „Gazety Bankowej”, kliknij tutaj

Okładka Gazety Bankowej / autor: Fratria
Okładka Gazety Bankowej / autor: Fratria

Wiadomości Google

Kliknij Obserwuj i bądź na bieżąco!

Powiązane tematy

Komentarze