Opinie

UE / autor: Pixabay
UE / autor: Pixabay

Wyrok TK to ostrzeżenie: Ta lina zaraz pęknie

Maksymilian Wysocki

Maksymilian Wysocki

Dziennikarz, publicysta, ekspert w dziedzinie wizerunku i marketingu internetowego, redaktor zarządzający portalu wGospodarce.pl

  • Opublikowano: 7 października 2021, 19:16

  • Powiększ tekst

Niesamowicie mocny przekaz popłynął dziś z polskiego Trybunału Konstytucyjnego do organów unijnych. W skrócie: „Nie macie prawa! Źle się bawicie i lepiej przestańcie, bo włączymy się do gry i wtedy będzie nieciekawie”. To ważne, by mieć tego świadomość, że „polska droga” nie oznacza wstecznictwa wobec postępowych norm dzisiejszego Zachodu, czy niegdyś postępowych norm ZSRR/Wschodu. Jesteśmy krajem suwerennym, samorządnym i praworządnym. Poza tym, równie dobrze, to polski TK mógłby rozstrzygać o praworządności Brukseli

W zasadzie mógłbym dziś podziękować tym wykładowcom, którzy uczyli mnie kiedyś prawa, w tym hierarchii prawa traktatowego i unijnego wobec polskiego porządku prawnego, a przynajmniej tym, którzy z nauczanej wtedy wykładni ostatnimi czasy się nie wycofali, gdyż ostatnio świat coraz częściej staje na głowie, w tym świat akademicki. Twierdzenia, że prawo unijne, podobnie jak inne ratyfikowane umowy międzynarodowe, miałoby mieć wyższość nad polską konstytucją były dla mnie czymś absurdalnym. Hierarchia zawsze była tu jasna, przynajmniej do momentu, gdy polityczna gorycz wendety nie zaczęła wylewać się z europejskich dzbanów.

Przypomnijmy po krótce: TSUE nie podobał się wybór sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa (KRS). TSUE stwierdził, że przez to sędziowie nie są niezawiśli, a w Polsce nie ma zatem praworządności. A Skoro w Polsce nie ma praworządności, to i nie będzie dla Polski pieniędzy (dlatego unijnych pieniędzy „pomocowych” do dzisiaj nie widzimy). Teraz polski Trybunał Konstytucyjny przyznał rację premierowi Mateuszowi Morawieckiemu, który zgłosił wątpliwości, czy zasada wyższości prawa unijnego nad krajowym, zapisana w Traktacie o Unii Europejskiej, jest zgodna z Konstytucją RP. Wniosek premiera poparli przedstawiciele: prezydenta, Ministerstwa Spraw Zagranicznych, prokuratury i Sejmu.

Przekładając uzasadnienie z pięknej i kwiecistej mowy prawnej na pospolity język polski, Trybunał Konstytucyjny jasno stwierdził, a tym samym orzekł, że:

Za daleko w UE się posuwacie w próbach podporządkowywania sobie Polski oraz stanowczo dobudowujecie sobie uprawnienia, których zwyczajnie nie macie. Sądownictwo w Polsce to sprawa wyłącznie polska. Konstytucja w Polsce jest i będzie prawem nadrzędnym wobec umów i traktatów, a w szczególności traktatów unijnych, w których o takich rzeczach nie było mowy. Nie uzurpujcie sobie dodatkowo prawa do oceny zgodności, bądź nie, czegokolwiek z naszą konstytucją, bo to nasza konstytucja i nasza kompetencja oceniania. Źle się państwo w TSUE bawicie w politbiuro. Nie macie też prawa podważać niezawisłości polskich sędziów z racji metody ich wyboru, bo ich niezawisłość, jak i pozostałych sędziów w Polsce, jest nadal faktem. Unia Europejska nie ma też prawa wpływać i zmieniać prawa na takie, które byłoby sprzeczne z polską konstytucją.

Do tego dochodzi bardzo silny, dodatkowy przekaz, jeszcze raz, do TSUE:

Jeśli nie przestaniecie uzurpować sobie prawa większego niż wasze kompetencje i dalej mieszać poza obszarem swoich kompetencji, czym zaczniecie w rezultacie poważnie zakłócać nasz porządek prawny, wyłączymy wasze orzeczenia z polskiego porządku prawnego. Czy Trybunał Konstytucyjny może to zrobić? Z poważnymi konsekwencjami, ale może - dla obrony suwerenności i tego, na co się w UE umawialiśmy. Jeśli UE stwierdzi, że Polska złamie w ten sposób umowę, TK już dzisiaj zaznacza, że „wy zaczęliście”. Na pewno wywoła to też silne kontreakcje. Czy KE i TSUE posłuchają polskiego TK? To zależy już od stopnia choroby, jaka postępuje obecnie w Brukseli i Luksemburgu.

Unia oraz jej organy powinna się jednak opamiętać. Ani demokracja nie jest tylko wtedy, gdy wygrywają ci nasi, ani solidaryzm nie jest tylko wtedy, gdy pomagamy tym, których lubimy. Zwłaszcza, że w Polsce rząd wybrano w wyborach demokratycznych, czego nie można powiedzieć o unijnych komisarzach, którzy nie tylko nie chcą teraz solidarnie pomóc, lecz próbują rozdawać karty niczym – o ironio - dyktatorzy. Stąd prosty wniosek, że prawdziwy kryzys praworządności przeżywa dziś sama Unia Europejska. Tylko jaki wyrok w tej sprawie wyda TSUE? Idąc torem myślenia i postępowania TSUE, o praworządności samej Unii Europejskiej powinien zdecydować teraz polski Trybunał Konstytucyjny.

A wracając do początku, rozumiem wiele rzeczy, w tym to, że są nadal w Polsce ludzie, którzy będą za wszelką cenę starali się oddać władztwo nad Polską w ręce Brukseli, bo wynieśli to z domu - takiego, w którym ich rodzice oddawali władztwo nad Polską Moskwie. Tacy ludzie stawiają dziś sprawę prosto: albo-albo: „Przecież nie ma alternatywy, Jeśli nie z Zachodem, to ze Wschodem!”. Poddaństwo wyssane z mlekiem matki i dziedziczona, najwidoczniej, mentalność chłopa pańszczyźnianego sprawia, że nie są w stanie przyjąć do świadomości, że Polska nigdzie, naprawdę, nie musi się ruszać - ani na Wschód, ani na Zachód. Najcenniejsze dla Polski i najlepsze miejsce zawsze było tu, gdzie jest obecnie - pomiędzy. To nasi raz-partnerzy, raz-zaborcy, próbowali Polskę przeciągać raz w lewo, raz w prawo. Bycie tu gdzie jesteśmy i „polska droga” nie oznacza wstecznictwa wobec postępowych norm dzisiejszego Zachodu, czy niegdyś postępowych norm ZSRR/Wschodu. Dziś jesteśmy tu, gdzie jesteśmy, jesteśmy świadomi szans i zagrożeń swojego położenia i… po prostu nie chcemy dać się dłużej przeciągać z lewej do prawej. Tu nam dobrze. A dzisiejszy wyrok TK, dodatkowo, oznacza tylko i aż tyle, że znamy też swoje prawa i dalej mamy prawo do suwerenności i samostanowienia. Właśnie to, z całą mocą, oznacza dzisiejszy wyrok Trybunału Konstytucyjnego.

Maksymilian Wysocki

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych