Opinie

www.sxc.hu
www.sxc.hu

Wiarygodność Ukrainy bazuje na pomocy z Rosji

Krystyna Szurowska

Krystyna Szurowska

ekonomistka i publicystka

  • Opublikowano · 21 lutego 2014, 14:14

    Aktualizacja · 21 lutego 2014, 14:16

  • 4
  • Tagi: finanse gospodarka pieniądze rating Standard & Poor's Ukraina
  • Powiększ tekst

Agencja ratingowa Standard & Poor's obniżyła długoterminowy wskaźnik wiarygodności z “CCC+” na “CCC” ze względu na trwający kryzys polityczny oraz wynikającą z tego postawioną pod znakiem zapytania pomoc z Rosji.

Przedstawiciele agencji tłumaczą:

“Obniżenie wskaźnika obrazuje nasz pogląd, że sytuacja na Ukrainie znacznie się pogorszyła. Uważamy, że to zwiększa niepewność odnośnie kontynuowania rosyjskiego wsparcia finansowego w ciągu roku 2014, a to z kolei zwiększa ryzyko możliwości spłaty rządowych zobowiązań.”

Wychodzi więc na to, że wiarygodność Ukrainy bazuje głównie na pomocy z Rosji. Znamienne. Muszę przyznać, że taka postawa Standard & Poor's mnie bardzo dziwi. Rosja z obiecanych 15 miliardów dolców bailoutu wypłaciła pod koniec stycznia 3 miliardową transzę, a następną obiecują przesłać w przyszłym tygodniu. Chyba, że tak obiecywali do wczoraj, bowiem sytuacja w Kijowie jest tak dynamiczna, że jeszcze wczoraj Janukowycz nie chciał gadać z opozycją, a dzisiaj już chce wracać do konstytucji z 2004 roku. Być może Rosja nie będzie finansować Ukrainy z przeterminowaną konstytucją.

Teoretycznie konflikt siłowy na Ukrainie powinien skończyć się na dniach. Majdan przystał na warunki Janukowycza, ale sytuacji daleko jeszcze do stabilności. Za chwilę posypią się informacje o spadających wskaźnikach ekonomicznych i pogorszeniu prognoz. Kraj już trzeci miesiąc nie funkcjonuje normalnie, a w przypadku niskiego poziomu rozwoju jest to ogromna strata. Nie wiadomo też jak skończy się ukraiński kryzys polityczny, wszak nawet jeśli dziś osiągnęli względny kompromis, pozostaje jeszcze wiele kwestii, które Ukraińcy muszą jakoś rozwiązać. Co za tym idzie, nie wiemy jak długo i w jakich warunkach będą wracać do normalności. Jeśli uda się otworzyć rynek, przez co ukrócić lub zmniejszyć dyktaturę grup uprzywilejowanych możemy spodziewać się dynamicznego rozkwitu, niższych cen, zwiększenia ilości miejsc pracy – ogólnego polepszenia sytuacji bytowej Ukraińców. To, jak sami wiemy nie jest takie proste.

Byłym republikom sowieckim oraz państwom satelitarnym bardzo trudno wyrwać się spod jarzma korupcji i układów mafijnych. Do pewnego stopnia udało się to zrobić w Gruzji i odrobinę w Czechach, jednak ani w jednym, ani w drugim kraju nie powiodła się misja zupełnego oczyszczenia przestrzeni gospodarczej z układów, układzików. Bez tego niemożliwy jest zrównoważony rozwój, bowiem nie działają mechanizmy rynkowe. W takich warunkach możemy mówić o tym kapitalizmie, o którym pisał Marx – pewne grupy bogacą się kosztem (!) reszty społeczeństwa. To oczywiście z normlanym kapitalizmem nie ma nic wspólnego i w skrajnych przypadkach może okazać się równie krzywdzące i nieefektywne jak komunizm.

Na podstawie doświadczenia w „uwalnianiu się” gospodarek od wpływów rosyjskich, możemy spekulować, że kryzys ukraiński skończy się ustępstwami politycznymi ze strony władzy, jednak nie dojdzie do naruszenia interesów grup uprzywilejowanych, dlatego po „wyjściu na prostą” nie ma co się spodziewać zwiększonej dynamiki rozwoju. Ukraina pozostanie w fatalnej kondycji gospodarczej, zniszczona kilkumiesięcznym przestojem, bez zwiększonych perspektyw na poprawę sytuacji.

Zagraniczny kapitał nie napływa do Ukrainy. Prawo jest zupełnie niestabilne, niezrozumiałe, infrastruktura drogowa w jeszcze gorszym stanie niż w Polsce. Jedynym ratunkiem przed bankructwem państwa są rosyjskie bailouty, te jednak wpływają tylko na rządowe finanse, których nie odczuwają przeciętni Ukraińcy. Wielu znawców rynku wschodniego uważa, że sytuacja na Ukrainie odpowiada naszej sprzed 30-50 lat.

Na chwilę obecną, jedyną nadzieję Ukraina może pokładać w turystyce. Jest ona bowiem na 8 miejscu najchętniej wybieranych celów podróży turystycznych, wyprzedza Grecję o 7,5 miliona turystów rocznie i to pomimo braku przynależności do strefy Szengen. Z drugiej strony ciężko o jej szybszy rozwój bez rewolucji w jakości infrastruktury drogowej.

Podsumowując – Majdan wygrał politycznie, ale w ukraińskich kieszeniach nie przybędzie.

Komentarze