Opinie

www.sxc.hu
www.sxc.hu

Kręte drogi kanara

Krystyna Szurowska

Krystyna Szurowska

ekonomistka i publicystka

  • Opublikowano: 17 lipca 2014, 14:26

  • 1
  • Powiększ tekst

Wrocławskie MPK zwariowało! Chcą informować, na których trasach i w jakich godzinach będą odbywać się kontrole biletów, tak aby każdy mógł uprzednio skasować kartonik i ustrzec się mandatu. Czy to aby na pewno szaleństwo?

Kontrola biletów ma marne uzasadnienie ekonomiczne. W Polsce być może ma to jeszcze jakiś sens, ale na zachodzie... Deutsche Bahn, kiedy podejrzewa, że w S Bahnie więcej gapowiczów niż opłaconych, najpierw zatrudnia studentów do liczenia pasażerów. Dopiero, kiedy liczenie wykaże dużą dysproporcję ergo duże straty, „puszcza się” kanarów.

Kanarzy z DB to są goście. W mundurach, z niezłym sprzętem, chronieni przez Sicherheitsdienst. Poza podstawową pensją, która jest niemała (praca ta wymaga konkretnych umiejętności i kwalifikacji oraz jest fizycznie uciążliwa – cały dzień na nogach) dostają oczywiście procent od gapowicza. Procent też niczego sobie, bo z gapowiczem trzeba się narobić. A więc jeśli bezbiletny nawet zapłaci te 40 euro za Schwarzfahren, to o ile nie będzie Schwarzfahrerów większego natłoku, rachunek ekonomiczny się nie spina. A no i właśnie – o ile zapłaci, bo niemała część nie płaci. Nie ma się co dziwić, że DB trzy razy się zastanowi zanim kanara do np. monachijskiego Sbahnu wpuści.

W Polsce też nie jest kolorowo. Kanarska pensja podstawowa nie jest powalająca, ale procent od mandatu już tak. W dodatku często kontrolerów nie zatrudnia bezpośrednio dana spółka (np. MZA, czy Metro) tylko ogłaszany jest przetarg na firmę zewnętrzną, która obsłuży dany rewir. Firma zewnętrzna musi zarobić, a więc dla miasta to już zostaje zupełny ochłap.

Nic więc dziwnego, że Wrocław publikuje na swojej stronie na których liniach i w jakich godzinach będą pojawiać się kontrolerzy (z zastrzeżeniem, że to tylko część informacji, w innych liniach też mogą się zdarzyć kontrole), bo wtedy więcej ludzi skasuje bilet, który jest dla MPK bardziej opłacalny niż mandat. Nie muszą wypłacać prowizji, nie muszą ciągać się po sądach i wykłócać w pismach (gros ludzi nie jest chętna do płacenia od razu – część się wykłóca, część nie płaci w ogóle...). Chodzenie kanara wtedy ma sens, bowiem połazi chłop jako „straszak” za tysiąc polskich nowych, pasażerowie dostali wcześniej cynk, więc bilety kupione i skasowane – nie ma gapowiczów, nie ma kosztów, nie ma problemów.

W tym szaleństwie, jest dużo rozsądku. Tylko trochę mi wrocławskich kanarów szkoda. Nachodzą się więcej, a prowizji mniej...

Powiązane tematy

Komentarze