Opinie

Mario Draghi, szef Europejskiego Banku Centralnego przemawia na spotkaniu bankowców we Frankfurcie nad Menem, 2 maja 2016, fot. PAP-EPA/ARNE DEDERT
Mario Draghi, szef Europejskiego Banku Centralnego przemawia na spotkaniu bankowców we Frankfurcie nad Menem, 2 maja 2016, fot. PAP-EPA/ARNE DEDERT

Mario Draghi kontra Berlin?

Jerzy Bielewicz

Jerzy Bielewicz

Finansista, były prezes stowarzyszenia "Przejrzysty Rynek". Absolwent IP Business School na Uniwersytecie Western Ontario, były doradca Goldman Sachs i Royal Bank of Kanada, specjalista w dziedzinie negocjacji z bankami w imieniu przedsiębiorstw.

  • Opublikowano: 5 maja 2016, 11:28

  • 3
  • Powiększ tekst

Na rynkach finansowych znowu wrze. Finansiści zadają niewygodne pytania o stan i sytuację europejskich banków kładąc nacisk na ostatnie wydarzenie we Włoszech. Ale jednak to właśnie Włoch, Mario Draghi, szef Europejskiego Banku Centralnego (EBC) kradnie newsa i odwraca kota ogonem.

Jak relacjonuje „Wall Street Journal”, szef EBCw przemówieniu na konferencji zorganizowanej we Frankfurcie nad Menem dla przedstawicieli rządów i biznesu z Azji wskazał z imienia winowajcę w Unii Europejskiej, który poprzez swą ekspansywną politykę gospodarczą powoduje, że ECB nie ma innej drogi, jak obniżać stopy procentowe i zwiększać skalę luzowania monetarnego czyli dodruku pieniądza. Ten winowajca, to… Niemcy(!), które według Draghiego „od prawie dziesięciu lat utrzymują nadwyżkę na swoim rachunku bieżącym sięgającą ponad pięciu procent GDP tego kraju”.

Czyżby prezes EBC chciał powiedzieć, że jeśli nie dodruk pieniądza, to członków Unii nie stać byłoby na zakup niemieckich towarów? Wtedy przecież Niemcy mogłyby tylko marzyć o nadwyżce handlowej i bezprecedesowej akumulacji kapitału, podczas gdy ich partnerzy popadają w długi… Cóż, za europejska niepoprawność polityczna w ustach szefa Europejskiego Banku Centralnego z siedzibą… we Frankfucie nad Menem.

Ów brak „political correctness” ma swoje głębokie przyczyny. Włochy, rodzimy kraj szefa EBC, trzecia co do wielkości (po Francji i Niemczech) gospodarka UE, tkwi po uszy w długach. Tylko dług sektora publicznego (rządu i samorządów lokalnych) sięgał na koniec 2015 roku aż 133 proc. PKB. Na dodatek Republika Włoska zmaga się z potężnym kryzysem w sektorze bankowym, w którego centrum znalazł się największy bank tego kraju - Unicredit, właściciel na polskim rynku Banku Pekao SA. Giovanni Legorano w artykule na łamach „Wall Street Journal” „Nieznany beneficjent pomocy dla włoskiego banku” opisuje jak Unicredit uwikłany pod naciskiem miejscowego etabliszmentu, w ratowanie innego banku sam popadł w sytuacje bez wyjścia. Wyłożył miliard euro na szczytny cel, by pozostawiono go samemu sobie na placu boju, na co wskazuje przecena od połowy zeszłego tygodnia akcji Unicredit - ich wartość z prawie 3,6 euro spadła do 3 euro wczoraj - niemal o 20 proc. Co to obchodzi Niemcy? Otóż, te w żaden sposób nie biorą pod uwagę jakiejkolwiek odpowiedzialności za włoskie długi i system bankowy. Nein!

Kto więc jest beneficjentem pomocy dla włoskiego banku poszukiwanym na łamach amerykańskiego dziennika? Kto chce utrzymania jak najdłużej status quo w UE? Czyż tym ściganym sprawcą,zdaje się mówić szef EBC, nie są aby - no właśnie! - Niemcy?

Oczywiście, cała sprawa dotyka bezpieczeństwa i stabilności finansowej Polski jako członka Unii Europejskiej. Rząd, Narodowy Bank Polski i Komisja Nadzoru Finansowego winny wziąć pod uwagę scenariusz kryzysu finansowego we Włoszech i w konsekwencji silnych perturbacji i wstrząsów w strefie euro. Szczególnie, należy wzmóc nadzór nad sektorem bankowym, w tym Bankiem Pekao SA należącym do Grupy Unicredit. Skala problemu zdaje się bowiem bez precedensu w historii UE, gdyż gospodarka Włoch jest, bagatela, 16 razy większa od gospodarki Grecji. Podobnie długi i ewentualna pomoc, od której odżegnują się Niemcy.

Źródło: wPolityce.pl

Wiadomości Google

Kliknij Obserwuj i bądź na bieżąco!

Powiązane tematy

Komentarze