Opinie

Z Elonem Musk do Tokio w 30 minut za 2900 dolarów

Jerzy Bielewicz

Jerzy Bielewicz

Finansista, były prezes stowarzyszenia "Przejrzysty Rynek". Absolwent IP Business School na Uniwersytecie Western Ontario, były doradca Goldman Sachs i Royal Bank of Kanada, specjalista w dziedzinie negocjacji z bankami w imieniu przedsiębiorstw.

  • Opublikowano: 30 września 2017, 16:29

  • 0
  • Powiększ tekst

W ciągu kilku ostatnich dni, niczym grzyby po jesiennym deszczu, nastąpił prawdziwy wysyp oświadczeń firm z przemysłu kosmicznego. Między innymi Lockheed Martin, Boeing, Spacex, Airbus, ale też rządowe agencje jak amerykańska NASA i rosyjski Roscosmos wyznaczyły sobie niezwykle ambitne cele. Chcą w najbliższych latach podbić najbliższą przestrzeń kosmiczną budując bazy orbitujące wokół Księżyca i Marsa. Pełniłyby funkcję między innymi swoistych „stacji benzynowych” na drodze do Marsa i z powrotem, a także w przyszłości dalej w przestrzeń międzyplanetarną układu słonecznego. Fantastyka?! Wcale nie, gdy do dzieła zabiera się Elon Musk, twórca i właściciel Spacex, Tesli, Pay Pal i Solar City, którego postać już stała się pierwowzorem dla filmowego Ironmena.

BFR”, czyli wg Muska „Big Fucking Rocket” (pardon me), to dwustopniowa rakieta o największej w historii mocy i długości ponad 100 metrów, która na pokład mogłaby zabrać 100 pasażerów lub/i cargo. Prototyp ma powstać w ciągu najbliższych pięciu lat.

Musk twierdzi, że BFR będzie mogła posłużyć zarówno do wypraw na Marsa jak i podróży przykładowo z Warszawy do Tokio, a ponieważ rozwijałaby prędkość 27 tysięcy kilometrów na godzinę, to taki lot zająłby zaledwie 30 minut. Zatem nic dziwnego, że  Lockheed Martin i Boeing, które przegrały wcześniej ze Spacex rządowe zamówienie za 4 miliardy dolarów na wynoszenie amerykańskich satelitów, muszą czuć się bardzo, ale to bardzo zagrożone. Spacex mógłby przecież wypchnąć w przyszłości producentów samolotów z rynku… Podobnie zresztą i linie lotnicze!

Jak Musk kalkuluje cenę biletów? Zakłada, że oba człony rakiety tj. nośny i pasażerski/cargo byłyby wielokrotnego użytku. Przeprowadził już nawet 16 pionowych lądowań pojazdów wracających z podróży w przestrzeni kosmicznej. Człon pasażerskich miałby też układ skrzydeł delta, co zapewne miałby umożliwić alternatywne lądowania na pasie lotniska. Oczywiście, zanim przeniesiemy się z podróżami między kontynentami i miastami w kosmos Muska czeka ogrom pracy i prób. Jeśli osiągnie sukces to w międzyczasie musi nastąpić w wielu dziedzinach olbrzymi postęp. Między innymi: w inżynierii materiałowej, budowie silników rakietowych, paliw stałych itd. A co może najbardziej czasochłonne, musi nas i regulatorów przekonać, że podróże kosmiczne są równie bezpieczne jak lot samolotem.

Nie rekomenduję zaprzestania prac nad Centralnym Portem Lotniczym z powodu planów Spacex… Lądowiska rakiet muszą pozostać oddalone od aglomeracji miejskich z tych samych powodów jak lotniska. Baranów między Łodzią a Warszawą będzie zatem jak znalazł! I mówię to, wierzcie bądź nie, z pełną powagą. A swoją drogą należy podziwiać Amerykanów jak dobrze potrafią zareklamować swoje przedsięwzięcia, firmy i plany biznesowe.

Powiązane tematy

Komentarze