Opinie

www.sxc.hu
www.sxc.hu

Kierunki zamawiane – gorzej niż zbrodnia, błąd

Mikołaj Ryszard Hojko

Mikołaj Ryszard Hojko

Absolwent Politechniki Wrocławskiej, chemik, harcerz

  • Opublikowano: 18 czerwca 2013, 09:40

  • 6
  • Powiększ tekst

Idea stojąca za kierunkami zamawianymi – jak zwykle – była szczytna. Ministerstwo chciało skierować absolwentów szkół średnich na te kierunki, które dałyby im pracę, a gospodarce niezbędnych specjalistów. Oferowały one zajęcia wyrównawcze z dziedzin ścisłych i wysokie stypendia dla studentów, a także organizację staży i praktyk. Raport Bilans Kapitału Ludzkiego, o którym pisał Dziennik Gazeta Prawna, wskazuje, że dobór kierunków był, delikatnie rzecz ujmując, nietrafiony. Absolwenci niektórych kierunków zamawianych mają się gorzej, niż przeciętni absolwenci; po chemii pracy nie ma co dziesiąty magister.

Ale to nie jedyny problem z kierunkami zamawianymi. Pierwszym, i podstawowym, kłopotem jest to, że zostały one dobrane w sposób całkowicie absurdalny. Część z nich (jak chemia, ochrona środowiska, czy inżynieria środowiska) okazała się zupełnie nietrafiona; o tym jednak pisze się sporo, nie będę więc tutaj się nad tym rozwodził. Jednak te kierunki, które rzeczywiście dają pracę, jak mechanika, mechatronika czy informatyka... I tak były pełne znakomitych studentów przed rozpoczęciem programu kierunków zamawianych. Pompowano więc setki tysięcy, albo i miliony, złotych w przyciągnięcie studentów na kierunki, na których ilość chętnych dochodziła do dziesięciu na miejsce. Na Politechnice Wrocławskiej, której jestem dumnym absolwentem, studia z zakresu automatyki i robotyki prowadzą trzy różne wydziały, i na każdym z nich kierunek ten jest oblegany. To samo dotyczy informatyki. Szczególnym przypadkiem jest tu biotechnologia, która choć zapewnia pracę swoim absolwentom – często znakomitym umysłom, bowiem oni też musieli przejść przez gęsto sito rekrutacji – to jest to praca zupełnie poniżej ich oczekiwań i możliwości. Gros ofert pracy dla biotechnologów to przedstawiciele handlowi koncernów farmaceutycznych oraz analitycy chemiczni, wykonujący proste, powtarzalne czynności. I mimo że w Polsce zapotrzebowanie jest możne na setkę biotechnologów rocznie, w samym Wrocławiu, na trzech różnych uczelniach, kończy ten kierunek co najmniej pięć razy tylu ludzi.

Drugim problemem jest to, dokąd pieniądze rzeczywiście trafiały. Bywało, że pieniądze trafiały do niecieszących się dobrą opinią prywatnych uczelni. Czy był to wynik dobrze ułożonych wniosków do ministerstwa, czy innych czynników, ciężko powiedzieć, jednak trudno oczekiwać że szkoła kształcąca do tej pory byle jak masową ilość studentów nagle stanie się krynicą wiedzy dlatego, że zorganizuje dla nich zajęcia wyrównawcze.

Trzecim problemem jest to, że lista uczelni które będą organizowały dany kierunek jako zamawiany, regularnie ogłaszana była zbyt późno – często tuż przed rozpoczęciem rekrutacji. Wtedy większość maturzystów, zwłaszcza tych lepszych, dawno już wie, co chce studiować i gdzie. I trudno oczekiwać, żeby zmieniali kompletnie te plany, bo ministerstwu odwidziało się dofinansowanie ich wymarzonego kierunku.

Jednocześnie są w Polsce kierunki studiów, które kończy zdecydowanie za mało osób – i sytuacja ta utrzymuje się od lat. Przykładem jest pielęgniarstwo. We Wrocławiu na sto miejsc z trudem zbiera się chętnych, z których spora część wykrusza się później; jednocześnie już teraz na większości szpitalnych oddziałów jest o połowę mniej pielęgniarek, niż być powinno. Nie trzeba geniusza, żeby zorientować się, że sytuacja w której pielęgniarstwo kończy o połowę mniej studentów, niż medycynę, szybko doprowadzi do braku pielęgniarek na oddziałach. Żeby jednak znaleźć takie zależności, trzeba zamiast inwestować miliony w bzdurne badania prowadzone przez zięcia (to znaczy, chciałem napisać, profesjonalną firmę consultingową wybraną w drodze przetargu, oczywiście), zainteresować się rzeczywistą sytuacją.

Program kierunków zamawianych zaś przywodzi na myśl najgorsze tradycje socjalizmu: centralne planowanie, plany pięcioletnie, projekty tyleż ogromne, co bezsensowne, oraz inwestowanie w zupełnie zbędne gałęzie przemysłu.

Powiązane tematy

Komentarze