Opinie

fot. Pixabay / autor: fot. Pixabay
fot. Pixabay / autor: fot. Pixabay

Banki niedobre, bo nie dość zielone

Jan Rokita

Jan Rokita

Publicysta

  • Opublikowano: 30 kwietnia 2021, 08:00

    Aktualizacja: 30 kwietnia 2021, 08:06

  • 2
  • Powiększ tekst

Okazuje się, że to nie tylko kopalnie, elektrownie, samoloty i silniki Diesla winne są ocieplenia klimatu i topnienia arktycznych lodowców. Oskarżonymi mogą łatwo zostać także… banki, nie dość żarliwie wpisujące się w zaordynowany w Europie, a ostatnio także w Ameryce „Nowy Zielony Ład”.

Na czym polegać może tutaj wina banków? W ostatnich dniach obiektem zorganizowanej kampanii ruchów ekologicznych stał się właśnie największy (pod względem kapitalizacji) bank włoski – turyńska Intesa Sanpaolo, skądinąd także jeden z największych banków w Unii Europejskiej. Intesa została zdefiniowana przez ekologów jako „nieprzyjacielski bank klimatyczny numer jeden”, którego cechą szczególną mają być „niedopuszczalne podwójne standardy”, gdy idzie o tzw. zieloną gospodarkę. Szalbierstwo jakiego dopuszcza się bank ma polegać na tym, iż z jednej strony wspomaga on  finansowo społeczności dotknięte rozmaitymi kataklizmami pogodowymi, licznymi ostatnimi laty także w Italii, z drugiej zaś kredytuje przemysł wydobywczy ropy naftowej i gazu, a nawet sam dokonuje sporych inwestycji kapitałowych w tę branżę gospodarki.

Z tego powodu aktywiści międzynarodówki Greenpeace, wraz z włoskim stowarzyszeniem ReCommon, zmusili w ubiegły wtorek – 27 kwietnia do zamknięcia jedenaście placówek banku w Piemoncie, oklejając wejścia taśmą i zakrywając bankowe witryny wielkimi biało-czerwonymi plakatami, głoszącymi, iż Intesa Sanpaolo to „wróg klimatu”. Akcja przeciw bankowi została zorganizowana w dniu poprzedzającym walne zgromadzenie akcjonariuszy. Z włoskich mediów można się dowiedzieć, że w roku 2020 Intesa faktycznie zainwestowała niemal trzy miliardy euro w przemysł wydobywczy, a niemal drugie tyle wyłożyła na kredyty dla tej branży. Co z europejskiej perspektywy interesujące – te operacje finansowe banku dotyczą przede wszystkim przemysłu amerykańskiego. Krótko mówiąc – Intesa (jak można się domyślać) działa zgodnie ze zwykłą racjonalnością biznesową. Na użytek Unii Europejskiej, gdzie biznes aby istnieć, musi manifestować ideologiczną obediencję wobec doktryny „walki o klimat”, bank we własnym interesie jest deklaratywnie absolutnie postępowo-zielony i uczestniczy nawet w  inicjowanych przez Brukselę zielonych inicjatywach. Ale w Ameryce, gdzie – jak widać – mimo nastania zielonej ery Bidena, na rozwijaniu gazu i ropy robi się jeszcze ciągle dobre interesy, postępuje tak, aby przynieść satysfakcję swoim włoskim akcjonariuszom.

Historyjka sama w sobie wygląda na błahą, gdyby nie to, iż trzeba ją traktować jako ciekawy zwiastun przyszłości. Presja na blokowanie dopływu pieniądza do tych gałęzi gospodarki, które kontestuje współczesna zielona poprawność, jest zapewne jednym z najbardziej skutecznych sposobów na przyspieszanie postępu zielonej rewolucji. Skuteczniejszym od wszystkich wskaźników redukcji gazów narzucanych przez międzynarodowe porozumienia, od sprytnej unijnej metody sztucznego podwyższania cen na tzw. „pozwolenia emisyjne”, a nawet od  planowanej przez Unię emisji gigantycznej ilości „zielonych obligacji” na poczet precedensowego wspólnego europejskiego długu. Nie jest to zresztą metoda całkiem nowa. Nie tak dawno Polska bezskutecznie protestowała przeciw wymuszeniu przez Komisję Europejską wycofania się Europejskiego Banku Inwestycyjnego z finansowania inwestycji w rozwój sieci gazowej (m.in. w gazoporty), ważnej dla Polski ze względów politycznych.

Premier Morawiecki z niejaką irytacją zauważył wtedy, iż „najpierw była mowa o zakazie węgla, teraz mówią, że chodzi także o gaz”. Ma to związek z nową unijną „taksonomią”, która na sposób kazuistyczny enumeruje teraz inwestycje „zielono-poprawne”, w które należy wkładać pieniądze, oddzielając je od „zielono-niesłusznych”, od których poprawni inwestorzy winni trzymać się z daleka. Ale EBI – to bank w jakimś sensie „państwowy”. Ciekawe natomiast jest pytanie, jak szybko i z jak wielką gorliwością banki prywatne posłusznie dostosują się do żądania podporządkowania swych interesów wymogom totalnej zielonej rewolucji? Reuters niedawno informował, że w roku 2020 sześćdziesiąt największych banków świata pożyczyło 750 mld dolarów przemysłowi wydobywczemu. Czy zatem banki będą się nadal „po cichu” bronić przed naciskiem klimatycznej poprawności i raczej wlec się w ariergardzie zielonej rewolucji? Czy też przeciwnie, rosnąca z dnia na dzień kulturowa i polityczna presja zmusi je rychło do zmiany frontu i stanięcia w równym szyku w awangardzie zielonego postępu?

Jan Rokita

Powiązane tematy

Komentarze