Opinie

Prezydent Joseph Biden przeprowadza iście rooseveltowski plan inwestycji publicznych w Ameryce, kosztem drastycznego wzrostu podatków od firm / autor: PAP/EPA/Samuel Corum
Prezydent Joseph Biden przeprowadza iście rooseveltowski plan inwestycji publicznych w Ameryce, kosztem drastycznego wzrostu podatków od firm / autor: PAP/EPA/Samuel Corum

TYLKO U NAS

Amerykański zwrot przez rufę

Jan Rokita

Jan Rokita

Publicysta

  • Opublikowano: 5 czerwca 2021, 21:00

    Aktualizacja: 9 czerwca 2021, 13:46

  • 6
  • Powiększ tekst

Lewicowy rząd Bidena ostro zmienia globalny kurs w kwestiach, które przez lata uważano za „świętości” amerykańskiego podejścia do gospodarki – pisze Jan Rokita, analityk, były szef URM i poseł, dziś nowy stały felietonista „Gazety Bankowej”.

Prezydent Joseph Biden nie tylko przeprowadza iście rooseveltowski plan inwestycji publicznych w Ameryce, kosztem drastycznego wzrostu podatków od firm. Lewicowy rząd Bidena ostro zmienia także globalny kurs w kwestiach, które przez lata uważano za „świętości” amerykańskiego podejścia do gospodarki. I nietrudno przy tym spostrzec, jak przemożnym wpływem na świat nadal dysponuje Ameryka, na przekór obiegowemu przekonaniu o jej postępującej bezsilności. W ostatnich dniach mieliśmy wręcz teatralny pokaz tego wpływu na decyzje UE. Wystarczył nagły zwrot przez rufę Białego Domu co do bezwarunkowości ochrony własności intelektualnej, aby Europa na szczycie w Porto, sarkając co prawda z niezadowoleniem, zrobiła taki sam zwrot i wyrównała szyki z Ameryką.

Rzecz w patentach szczepionkowych, które w imię idei humanitarnych na żądanie Bidena mają teraz zostać zniesione. Skądinąd ten sam Biden przez pierwsze miesiące władzy bez skrupułów kontynuował twardo nacjonalistyczną linię Trumpa, czyli szczepionkową „Operation Warp Speed”, będącą narodowym paktem amerykańskiej polityki z wojskiem i Big Pharmą. Lewicowym humanitarystą zaś stał się dopiero wówczas, gdy ujawniła się rosnąca w USA przewaga podaży szczepionek nad ich popytem. W Porto najgłośniej sarkała odchodząca na emeryturę Angela Merkel, podnosząc nie tylko znaczenie patentów dla „innowacyjności i kreatywności firm”, lecz odwołując się też (co nietypowe dla Niemców) do argumentacji geopolitycznej. „Jeśli patenty zostaną zniesione – przekonywała – to wiedza na temat nowatorskich szczepionek mRNA może się dostać do Chin, które dużo łatwiej wykorzystają ów know- -how niźli kraje rozwijające się”. Tym razem jednak Merkel musiała się poddać.

Za chwilę będzie zapewne podobnie z 21-procentowym globalnym podatkiem dochodowym od największych firm świata. Już widać, że samo zgłoszenie przez Waszyngton takiego projektu w OECD natychmiast spacyfikowało wszelki opór. Z niejakim rozbawieniem można poczytać sobie teraz pochwały tego planu ze strony niderlandzkiego resortu finansów, który dotąd w imię świętych wartości rynkowych walczył z takimi „socjalistycznymi” projektami, wysuwanymi wcześniej choćby przez Francuzów. Albo też zapewnienia o „konstruktywnym dialogu” ze strony Irlandii, która jest jednym z największych beneficjentów minipodatków dla megakorporacji inwestujących w tym kraju. Wyraźną zmianę widać także po rządzie Morawieckiego, który nie tak dawno po cichu wyhamował plan polskiej ustawy o podatku cyfrowym, skoro tylko usłyszał z Waszyngtonu pomruki niezadowolenia. A teraz znów opowiada o trwających nad nią pracach, jakby chodziło o rzecz, której nic nigdy nie stało na przeszkodzie.

Ostry amerykański skręt w lewo wymusza taki sam skręt w skali globu. Gdy idzie jednak o polski w tym interes, to sprawy nie mają się identycznie w przypadku patentów i podatków. Polska nigdy nie miała interesu w doktrynalnym pojmowaniu ochrony własności intelektualnej i raczej ulegała tu przez lata presji dyplomacji USA, tłumaczącej, że bez kultu owego doktrynerstwa nie można w ogóle być przyjacielem Ameryki. Nie dziwota, że Morawiecki w Porto poparł żądania Bidena, a nie utyskiwania Merkel. Bardziej wątpliwy jest jednak entuzjazm polskiego premiera dla globalnego podatku dochodowego. Co prawda na pierwszy rzut oka może on wyglądać na miecz sprawiedliwości, jaki ma słusznie spaść na coraz bogatsze i coraz bardziej aroganckie globalne koncerny (co dobitnie pokazała niedawna wojna Facebooka z Australią), ale to tylko jedna strona medalu. Druga – ta ze wszech miar niekorzystna dla Polski – to ryzyko otwarcia presji na podnoszenie podatków od biznesu, by zlikwidować przewagę konkurencyjną krajów o niższych daninach i bardziej elastycznym rynku pracy. Jeśli globalny podatek od gigantów okaże się również globalnym zaproszeniem ze strony Bidena do takiego lewicowego podatkowego tańca, to kto jak kto, ale polskie firmy nic na tym nie zyskają, a nawet z pewnością mogą sporo stracić.

Jan Rokita

Więcej informacji i komentarzy ze świata finansów i gospodarki czytaj w bieżącym wydaniu „Gazety Bankowej” (nr 06/2021), dostępnym także jako e-wydanie, także na iOS i Android

Szczegóły, jak zamówić e-wydanie „Gazety Bankowej”, kliknij tutaj

Okładka Gazety Bankowej / autor: Fratria
Okładka Gazety Bankowej / autor: Fratria

Powiązane tematy

Komentarze