Informacje
Premier Donald Tusk / autor: GOV/Pixabay
Premier Donald Tusk / autor: GOV/Pixabay

SAFE. "Pod nadzorem Niemiec"

Konrad Kołodziejski

Konrad Kołodziejski

publicysta tygodnika "Sieci" i portalu wPolityce.pl, redaktor telewizji wPolsce.pl

  • Opublikowano: 24 lutego 2026, 08:35

  • Powiększ tekst

Niemcom bardzo zależy na programie SAFE. Dzięki temu dostaną do ręki smycz, na której przez długie lata będą trzymać Polskę i pół Europy. Trudno się zatem dziwić, że ambasador Berger przyszedł do Sejmu, aby przyglądać się obradom. Co to jednak ma wspólnego z polskim interesem narodowym, na który powołuje się Donald Tusk?

Blisko 44 mld euro – taką pożyczkę ma zaciągnąć Polska na zakupy uzbrojenia w Europie w ramach programu SAFE. To najwięcej ze wszystkich państw Unii. Będziemy ją spłacać do 2070 r. Wokół tak wielkiego wydatku mnożą się pytania i wątpliwości. Kto na tym zarobi? Czy na inwestycjach w obronność skorzysta polska gospodarka? I wreszcie najważniejsze: na ile pozostaniemy suwerennym państwem? Czy wpisany w pożyczkę mechanizm warunkowości nie sprawi, że demokracja w Polsce stanie się fikcją, bo Unia będzie mogła uzależnić wypłaty funduszy i dostawy broni od tego, kto akurat sprawuje rządy w Polsce? Na te pytania nie ma uspokajających odpowiedzi, nic więc dziwnego, że stronnictwa szeroko rozumianej prawicy zagłosowały w Sejmie przeciwko programowi SAFE, a prezydent Karol Nawrocki – jak się oczekuje – zapewne zawetuje ustawę.

Forsująca pożyczkę koalicja rządowa nie daje jednak za wygraną. Jej przedstawiciele – w tym sam Tusk – mówią już, że i tak ominą weto prezydenta. Ich upór jest tak silny, że można odnieść wrażenie, iż od powodzenia tego programu zależą losy rządu. Niewykluczone zresztą, że tak jest, a udział w programie SAFE stanowi rodzaj politycznej kotwicy, która zapewni obecnemu reżimowi długoletnie rządy w Polsce.

W czyim interesie?

Argumenty Tuska jak zawsze są przewrotne. Twierdzi on, że głosowanie przeciwko SAFE jest niemal zdradą stanu i działaniem wbrew bezpieczeństwu państwa. To oczywiście odwracanie kota ogonem, ale bałamutny przekaz premiera może się okazać dość skuteczny propagandowo.

Zaraz po sejmowym głosowaniu Tusk ruszył do ataku. Zwracając się do prezydenta oraz do polityków PiS i Konfederacji, których partie sprzeciwiły się pożyczce, zaczął bić w patriotyczne werble.

Zastanówcie się, czy naprawdę chcecie uderzyć w samo serce Polski w sytuacji, kiedy za granicą jest tak okrutna wojna? – zapytał przed posiedzeniem rządu w ubiegły wtorek.

Nikt wam tego nie wybaczy i naprawdę nikomu łaski nie robicie, pomagając rządowi w realizacji tego programu.

A na koniec wprost zarzucił swoim oponentom zaprzaństwo.

Takiej zdrady interesów narodowych nikt wam nigdy nie wybaczy, jeśli rzeczywiście będziecie atakowali te polskie interesy w sposób tak cyniczny i tak szeroki– podsumował.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Bo oczywiście jest prawdą, że opozycja działa w innym interesie niż Tusk i jego kompania. Ale w tym miejscu prawda się kończy i zaczyna się kłamstwo. Bo trzeba jeszcze ustalić, gdzie tak naprawdę leży polski interes i czy rzeczywiście Donald Tusk jest jego obrońcą.

Wróćmy zatem do sejmowego głosowania nad programem SAFE. W jego trakcie doszło do rzeczy niebywałej – debacie posłów przyglądał się z loży ambasador Niemiec Miguel Berger. Wyglądało to jak zewnętrzny nadzór nad głosowaniem w polskim parlamencie. Skojarzenia z najgorszymi kartami polskiej historii nasuwały się same. To w epoce poprzedzającej rozbiory i upadek Rzeczypospolitej ambasadorowie obcych dworów pilnowali polskiego Sejmu, aby uchwalane przezeń ustawy nie naruszały interesów przyszłych zaborców. W tym – również historycznym kontekście – można więc zadać pytanie, dlaczego ambasador Niemiec, zupełnie niepomny złych skojarzeń z przeszłością, wybrał się do Sejmu, aby ostentacyjnie przyglądać się głosowaniu w sprawie SAFE.

Odpowiedź może być tylko jedna. Niemcom bardzo zależy na tym programie i kredytowaniu polskich zakupów w niemieckich koncernach zbrojeniowych. Dzięki temu dostaną do ręki smycz, na której przez długie lata będą trzymać Polskę i pół Europy. A ich gospodarka dostanie m.in. z naszych portfeli solidny zastrzyk gotówki.

Trudno się zatem dziwić, że w tak ważnej dla Niemiec sprawie ambasador Berger musiał trzymać rękę na pulsie. Co to jednak ma wspólnego z polskim interesem narodowym, na który powołuje się Donald Tusk? I czy rzeczywiście ci, którzy głosowali w Sejmie przeciwko programowi SAFE (a więc wbrew intencjom Tuska i ambasadora Bergera) sprzeniewierzyli się naszej racji stanu? Dla ludzi myślących odpowiedź na te pytania nie będzie chyba zbyt trudna.

Sejm pod nadzorem. „SAFE jest niemal zdradą stanu”. Debacie posłów przyglądał się z loży ambasador Niemiec Miguel Berger

Konrad Kołodziejski, tygodnik „Sieci”

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych