TYLKO U NAS
Lekarzy będą pilnować... lekarze. Czy tak wygląda wielka reforma NFZ?
Kontrole bez zapowiedzi, limity czasu pracy lekarzy, zlikwidowanie tzw. „kominów płacowych”, a do tego większe uprawnienia dla Narodowego Funduszu Zdrowia i armia nowych kontrolerów. Brzmi jak zapowiedź wielkiej ofensywy przeciw nadużyciom w systemie ochrony zdrowia. Wszystko pięknie, jest jednak jeden zasadniczy feler – w roli strażników mają być obsadzeni przede wszystkim… sami lekarze.
Szpitale, przychodnie czy poradnie nie będą już zawiadamiane przez NFZ o planowanych kontrolach. Taki zapis znalazł się w rządowym projekcie nowelizacji ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych. Dokument datowany na lipiec br. trafił właśnie do konsultacji publicznych. Zakłada on, że NFZ będzie mógł rozpocząć działania sprawdzające bez wcześniejszego zawiadomienia, informując placówkę dopiero w chwili wejścia inspektorów.
Bez pukania
Legislatorzy wychodzą z założenia, że wcześniejsze ostrzeganie daje czas na porządki, poprawianie dokumentacji i przygotowanie idealnego obrazu rzeczywistości. Niezapowiedziane wizyty mają pokazać, jak placówka funkcjonuje naprawdę. Brzmi rozsądnie. W końcu od lat pojawia się pytanie czy prywatne wizyty nie stają się dla części pacjentów przepustką do szybszego leczenia w publicznym systemie?
Prywatne też pod lupą
Nie powinno więc dziwić, że nowe uprawnienia kontrolerów Narodowego Funduszu Zdrowia mają obejmować także placówki, które jednocześnie leczą pacjentów w ramach NFZ i prowadzą wizyty komercyjne. Fundusz chce sprawdzać, czy pacjent nie trafiał poza kolejnością na świadczenie finansowane z publicznych pieniędzy po wcześniejszej prywatnej konsultacji u tego samego lekarza. Kontrola ma objąć również przepływ pacjentów między sektorem prywatnym a publicznym. Nie oznacza to jednak pełnej kontroli prywatnej medycyny. Nowelizacja koncentruje się na miejscach, gdzie działalność komercyjna styka się z kontraktami finansowanymi przez NFZ. I tutaj zaczyna się kolejny rozdział całej układanki. Bo nawet najlepsze przepisy niewiele znaczą, jeżeli lekarz jednego dnia teoretycznie pracuje w kilku miejscach jednocześnie.
Koniec lekarskiej „bilokacji”?
Projekt przewiduje, że maksymalny czas pracy lekarza miałby odpowiadać dwóm etatom, czyli około 320 godzinom miesięcznie. Placówki, które złamałyby nowe przepisy, mogłyby zapłacić nawet 30 tys. zł grzywny. Jednocześnie lekarz zatrudniony w szpitalu miałby pracować w podstawowym miejscu zatrudnienia co najmniej na pół etatu. Podjęcie pracy w kolejnym szpitalu również wymagałoby minimum pół etatu oraz zgody pierwszego pracodawcy. Projekt pozostawia wyjątki dla nagłych przypadków i sytuacji, gdy brakuje specjalistów.
Lekarz sprawdzi lekarza
Najbardziej zaskakuje pomysł dotyczący samych kontroli. Obecnie korpus kontrolerski NFZ liczy zaledwie 115 osób. Fundusz uznaje, że to zdecydowanie za mało jak na system dysponujący budżetem przekraczającym 200 mld zł. W perspektywie 10 lat liczba inspektorów ma więc wzrosnąć nawet dwukrotnie. Największy nacisk zostanie położony na zatrudnianie lekarzy i innych przedstawicieli zawodów medycznych. To oni mają oceniać zasadność procedur, analizować dokumentację i wykrywać nieprawidłowości.
Chachmęcą przy wycenach
Jednym z głównych celów zmian jest walka z tzw. upcodingiem. To mechanizm polegający na takim opisywaniu świadczeń, aby można było rozliczyć je jako bardziej skomplikowane i znacznie droższe, niż były w rzeczywistości. W praktyce oznacza to większe pieniądze z NFZ za leczenie, które nie zawsze odpowiada zadeklarowanej wycenie. Fundusz uważa, że wykrywanie takich praktyk wymaga wiedzy medycznej, dlatego chce oprzeć kontrole na lekarzach.
RODO też może namieszać
Nowe przepisy wywołują także pytania o zakres dostępu do danych pacjentów i dokumentacji dotyczącej prywatnych wizyt, które trafią na biurka inspektorów. Placówki będą musiały bowiem udostępniać znacznie więcej informacji niż dotychczas, dlatego kluczowe stanie się pogodzenie skutecznych kontroli z ochroną danych osobowych, tajemnicą lekarską i przepisami RODO.
Reforma czy teatrzyk?
Zaostrzenie kontroli? Tak. Walka z wyłudzeniami? Oczywiście. Uszczelnianie systemu? Jasne. Rozliczanie patologii? Tym bardziej. Ale jeśli fundamentem całej reformy ma być przekonanie, że najlepszym kontrolerem lekarza jest jego kolega po fachu, to trudno oczekiwać powszechnego entuzjazmu. Pacjenci czekają bowiem na taką reformę, która daje pewność, że nikt nie będzie przymykał oka na nadużycia. Bo zaufanie buduje się niezależnością, a nie zawodową solidarnością. Bo pacjenci nie potrzebują kolejnej perfekcyjnie opakowanej iluzji. Potrzebują pewności, że ich życie i zdrowie chronią mechanizmy kontrolne, którym będą w stanie zaufać.
Grzegorz Szafraniec
na podst.: gov.pl, NFZ, Ministerstwo Zdrowia, rynekzdrowia.pl
»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje
»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:
Katastrofa w podatkach! Domański wszędzie pod kreską
Polacy wkurzeni na Tuska w sprawie cen paliw
»»Nadzieje na pokój i tańszą ropę - oglądaj „Piątkę wGospodarce” w telewizji wPolsce24
Links:
[1] https://poczta.nazwa.pl/?_task=mail&_action=compose&_id=14879434186a70cfa61aaed&_extwin=1#
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.