Informacje

Fot.Archiwum
Fot.Archiwum

"Gazeta Bankowa": Chiny obiecane

zz zz

  • Opublikowano · 18 września 2014, 10:47

    Aktualizacja · 24 września 2014, 11:24

  • 1
  • Powiększ tekst

Chińska Republika Ludowa istnieje od 65 lat. Od kiedy kraj ten w 1978 r. otworzył się po epoce komunizmu w wersji Mao, stał się ziemią obiecaną dla światowego biznesu. Ale nie dla firm z Polski. Czy teraz uda się nam przeskoczyć Wielki Mur?

Owszem, w Chinach działają takie polskie firmy jak Selena, Rafako, Kopex i Fasing. Według danych Ministerstwa Gospodarki łącznie polskie BIZ w Chinach na koniec 2012 r. osiągnęły wartość 131 mln 300 tys. euro. Dużo? Zestawmy to z obecnością chińskiego kapitału nad Wisłą. Chińczycy zainwestowali u nas w branżę elektroniczną (produkcja telewizorów i monitorów LCD – TCL Corporation w Żyrardowie, TPV w Gorzowie Wlkp., Digital View w Koszalinie), przemysł elektromaszynowy (Nuctech w Kobyłce), dystrybucję produktów (GD Poland w Wólce Kosowskiej) oraz w sektorze IT (ZTE, Huawei). Ich inwestycją w Polsce o największej jak dotąd wartości był zakup Huty Stalowa Wola na początku 2012 r. za w sumie 300 mln zł przez firmę Liugong. Znamienne jest to, że zarazem była to pierwsza w Polsce prywatyzacja z wyłącznym udziałem kapitału chińskiego. W 2013 r. chińska firma Tri Ring zakupiła Fabrykę Łożysk Tocznych w Kraśniku – nie ujawniono kwoty przejęcia 89,15 proc. udziałów FŁT, ale dziennik „Rzeczpospolita” szacował ją na 150 mln zł. W październiku 2013 r. na GPW zadebiutowała pierwsza chińska spółka Peixin Int. Group. W tym roku na warszawskim parkiecie ruszył obrót papierami JJ Auto, a do wejścia szykuje się kolejna firma z Chin. W sumie wartość inwestycji chińskich w Polsce stanowi mniej niż 1 proc. ogółu inwestycji zagranicznych.

Kilka wielomilionowych transakcji nie przesłania mizerii polsko-chińskiej współpracy gospodarczej. Jest jeszcze gorzej, gdy przyjrzymy się danym dotyczącym naszej wymiany handlowej, zwłaszcza od strony importowej. Chiny są trzecim krajem po Niemczech i Rosji, z którego sprowadzamy najwięcej towarów. Według GUS-u od stycznia do czerwca tego roku sprowadziliśmy z Państwa Środka towary na kwotę 32 mld 637 mln zł (7 mld 791 mln euro), co daje w całym krajowym imporcie 9,7-proc. udział. W ubiegłym roku było to 8,9 proc. Jak widać import rośnie. Z kolei eksport do Chin jest po za pierwszą dziesiątką krajów i w ubiegłym roku zamknął się kwotą 6 mld 395 mln zł (1 mld 595 mln euro).

Jeszcze dosadniej stan wymiany handlowej ilustrują dane dotyczące liczby eksporterów i importerów. Według danych Ministerstwa Gospodarki z Polski do Chin towary wysyła ponad 2100 firm, podczas gdy z tego kraju na nasz rynek importuje ponad 22 tys. przedsiębiorstw. Horror ekonomiczny. Ale czy na pewno? Powyższe dane są z pewnością niepokojące dla bilansu handlowego i statystyki. Jednak problemu nie widać na poziomie konkretnych przedsiębiorstw. Dlaczego? Umyka uwadze to, że te 22 tys. firm w Polsce daje pracę 22 tysiącom ludzi. W rzeczywistości wiele z nich zatrudnia 5 lub więcej osób. Wcale więc nie będzie przesadą stwierdzenie, że przy obsłudze importu z Chin pracuje w Polsce 100 tys. osób, jeśli nie więcej.

Poza oficjalną statystyką jest też mikroimport, dokonywany przez pojedyncze osoby fizyczne, które korzystając z chińskich platform handlowych kupują towary i je sprowadzają, a następnie sprzedają za pośrednictwem polskich platform transakcyjnych. Wartość tych operacji można jedynie z grubsza szacować; prześledzenie w Internecie ruchu na wybranych platformach daje obraz wolumenu obrotów, który może wynosić rocznie nawet kilkaset milionów złotych.

Dalekowschodni łącznik – Polska przespała swoją okazję w Chinach – podkreśla Antoni Roszczuk, dyrektor Rynków Europejskich w Europa Corporation Ltd, polsko-hongkońskiej firmy, zajmującej się wprowadzeniem przedsiębiorstw na rynek azjatycki. – Polska integrując się z Unią Europejską całkowicie zapomniała o utrzymaniu i rozwijaniu zdobytych rynków oraz wchodzeniu na nowe. Dywersyfikacja w handlu zagranicznym nie była strategią żadnego polskiego rządu, choć posługiwano się tym pojęciem nieraz, ale bez realnych działań. Zaś katastrofą dla współpracy ekonomicznej było zmarginalizowanie dyplomacji gospodarczej – tłumaczy ekspert.

Jak podkreślił, z punktu widzenia ekonomii zupełnie niezrozumiałe było w tamtym czasie zaniechanie przez polski rząd wskazania przynajmniej priorytetowych rynków eksportowych poza strefą Unii Europejskiej. – W efekcie zamiast rozwoju naszego przemysłu miała miejsce jego likwidacja i wykupywanie przez zagraniczny kapitał. Obecnie drepczemy w miejscu, bo podejmowane dziś działania są bardzo spóźnione i wymagają większego wysiłku oraz pieniędzy – podsumowuje Roszczuk.

Zupełnie inaczej wygląda to z chińskiego punktu widzenia. Polska dla kapitału z Chin stała się krajem pierwszego wyboru rozpoznania w środkowo-wschodniej części Europy. Tylko od stycznia tego roku do końca sierpnia Polskę odwiedziło ponad 100 delegacji chińskiego biznesu rozmaitego szczebla oraz branż.

O ważności Polski ma świadczyć podpisane 1 września porozumienie o współpracy między Polską Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIiIZ) a China Exim Bank. Jak podkreśla Andrzej Szewczyk, zastępca dyrektora Departamentu Promocji Gospodarczej PAIiIZ, trudno ocenić skutki ekonomiczne podpisanego porozumienia dla całej gospodarki, ale niewątpliwie wiele polskich firm na nim skorzysta i ma ono pomóc w przyciągnięciu do Polski większej liczby chińskich inwestorów.

Jacek Strzelecki

Pełna wersja artykułu w najnowszym wydaniu „Gazety Bankowej". Zapraszamy do lektury.

Szukaj "Gazety Bankowej" w salonach prasowych Relay oraz Inmedio.

Powiązane tematy

Komentarze