Informacje

fot. Pixabay / autor: fot. Pixabay
fot. Pixabay / autor: fot. Pixabay

Francja także delegalizuje prawicę!

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano: 4 marca 2021, 07:55

  • 6
  • Powiększ tekst

Ogłoszona w środę decyzja rządu Francji o zdelegalizowaniu skrajnie prawicowej organizacji Generation Identitaire (GI) wywołała wśród polityków i w mediach w kraju zarówno głosy protestu, jak i zadowolenia.

Plan zakazania działalności GI przedstawił kilka tygodni temu minister spraw wewnętrznych Gerald Darmanin, wywołując liczne kontrowersje.

Obrońcy GI powtarzają, że organizacja ta nigdy nie dopuściła się użycia przemocy, a organizowane przez nią manifestacje dwukrotnie uznane zostały przez sądy za pozbawione cech wykroczenia.

Pierwszym głośnym występem GI było usadowienie się jej członków w październiku 2012 r. na dachu powstającego meczetu w Poitiers i wywieszenie tam transparentu z nazwą organizacji. W 732 r. w Poitiers Karol Młot pobił armię Umajjadów Abd ar-Rahmana, na wieki powstrzymując arabską ekspansję na Francję i Europę.

Kolejnym spektakularnym wyczynem GI było zajęcie alpejskiego szczytu Pointe de L’Echelle, przez który prowadzi droga od granicy włoskiej. Setka członków organizacji, z których część wznosiła flagi z hasłem „Bronimy Europy”, postanowiła „zagrodzić drogę nielegalnym migrantom”.

Decyzję o delegalizacji GI szef MSW powziął po styczniowej manifestacji w pobliżu granicy hiszpańskiej w Pirenejach, gdzie aktywiści ruchu ułożyli na zaśnieżonym zboczu ogromną płachtę z napisem po angielsku: „Granica zamknięta, Europa nie będzie waszym domem, nie ma mowy”.

Według służb MSW ruch promuje „ideologię nakłaniającą do dyskryminacji osób za względu na to, że nie należą do narodu francuskiego, lub wzywa do nienawiści i przemocy wobec cudzoziemców”.

Innym powodem zawieszenia działalności GI jest uznanie przez MSW charakteru prywatnej milicji, jaki przybrała GI. Jej członkowie noszą na manifestacjach bluzy z napisem i godłem organizacji, co ministerstwo uznało za mundury. Na pojazdach wymalowali hasło „Defend Europe” (broń Europy).

Jeden z obrońców ugrupowania natychmiast zapowiedział odwołanie się od decyzji MSW do Rady Stanu, najwyższego francuskiego sądu administracyjnego, zarzucając rządowi „nadużycie władzy”.

Politolog Jean-Yves Camus, specjalista od skrajnej prawicy w lewicowym Instytucie Stosunków Międzynarodowych i Strategicznych (IRIS), jako „słabe” ocenił argumenty Darmanina. W rozmowie z dziennikiem „Le Monde” przekonywał, że „GI nie jest zbrojną milicją i nie ma w planie obalenia republikańskiej formy obecnego rządu”.

Jeszcze w styczniu Christophe Castaner, były minister spraw wewnętrznych, a obecnie szef grupy parlamentarnej prezydenckiej partii LREM, w wywiadzie dla radia France Inter „z żalem” konstatował, że GI „nigdy nie popełniła prawnych błędów, które mogłyby wytłumaczyć jej rozwiązanie”.

Socjalistyczna mer Lille, była minister pracy Martine Aubry, wydała w środę wieczorem komunikat, w którym wyraża „radość z tej decyzji (o delegalizacji GI - PAP) i wzywa, by „wyciągnięto z niej konsekwencje w Lille”. Jak wyjaśniła, chodzi o to, by „po rozwiązaniu GI położono kres ruchom tożsamościowym na naszym terytorium”, a konkretnie o zamknięcie lokalu, w którym zbierają się członkowie i sympatycy tej ideologii.

Na stronie internetowej dziennika „Le Monde” pojawił się artykuł Adriena Senecata, mający zbić argumenty obrońców GI. Autor przyznaje, że „jak dotąd wobec ruchu nie zapadł wyrok skazujący”, jednak „nie mogą tego powiedzieć o sobie niektórzy jej członkowie”. Podaje przykłady ukarania grzywną działaczy uczestniczących w manifestacjach na dachach budynków, m.in. siedziby Partii Socjalistycznej.

Wraca też do historii mężczyzny w bluzie GI, który groził policjantom bronią i został przez nich zastrzelony. Jak się później okazało, nie miał powiązań z ruchem, ale - jak czytamy w „Le Monde” - „ministerstwo (spraw wewnętrznych) dostrzega tu znak, że retoryka GI może zachęcić do zbrodniczego czynu”.

W „Le Monde”, jak i w uzasadnieniu decyzji o delegalizacji, podkreśla się, że GI otrzymał 1000 euro darowizny od Brentona Tarranta, który w ataku terrorystycznym na meczety w Christchurch w Nowej Zelandii zabił 51 osób. „Nie oznacza to przecież, że był członkiem GI” - kontrują inni komentatorzy, wśród nich Guillaume Drago, profesor prawa publicznego Uniwersytetu Pantheon-Assas.

Jeden z obrońców GI, prawnik Gilles-William Goldnadel, uznał dekret o delegalizacji ugrupowania za „prawną i moralną aborcję”. W telewizji C-News przypomniał, jak deputowany skrajnie lewicowej Francji Nieujarzmionej Eric Coquerel okupował wraz z 80 nielegalnymi imigrantami bazylikę w Saint-Denis pod Paryżem, miejsce symboliczne, gdyż pochowano tam prawie wszystkich królów Francji.

Inny adwokat, znany i szanowany członek palestry Jean-Pierre Versini-Campinchi, wypowiadając się w środę w telewizji, uznał delegalizację GI za „kontrproduktywną”. Dodał, że należało się jednak spodziewać po delegalizacji kilku islamistycznych ugrupowań i organizacji, jakie otrzymały zakaz działalności po zamordowaniu w październiku przez dżihadystę profesora podparyskiego gimnazjum.

PAP/ as/

Wiadomości Google

Kliknij Obserwuj i bądź na bieżąco!

Powiązane tematy

Komentarze