Opinie

Klimat / autor: Pixabay
Klimat / autor: Pixabay

Zapomnijcie o Fit for 55. Naukowcy wolą o tym nie mówić

Maksymilian Wysocki

Maksymilian Wysocki

Dziennikarz, publicysta, ekspert w dziedzinie wizerunku i marketingu internetowego, redaktor zarządzający portalu wGospodarce.pl

  • Opublikowano: 13 stycznia 2022, 14:57

    Aktualizacja: 13 stycznia 2022, 22:11

  • Powiększ tekst

Oto jak rozwiązałem problem globalnego ocieplenia tym, co miałem kiedyś w domu, tylko ekolodzy kazali mi to wyrzucić… W kontekście zabójczych kosztów jak i tego, że ten heroizm i tak nie ma prawa się udać nagle okazuje się, że jest zupełnie tanie rozwiązanie problemu globalnego ocieplenia. Jednak coś, na co naukowcy pośrednio wpadli przy okazji ostatniego, słynnego, katastroficznego raportu o stanie klimatu, teraz zgodnie próbują przemilczeć. Doczytałem, przeanalizowałem, i do końca sam nie wiem, czy jest to tak proste i tanie, że aż genialne, czy tak szalone, że aż niebezpieczne. Dlatego, zanim wystawicie mi pomnik, przeczytajcie do końca

Zupełnie nie rozumiem dlaczego o tym odkryciu ekologów – badaczy ocieplenia klimatu – się nie mówi. Tzn. rozumiem doskonale, bo otwiera to drogę do zaprzestania gospodarczego harakiri w postaci zielonej transformacji gospodarek, która by tylko w stu procentach zamieniła produkcję na energię wyłącznie ze źródeł odnawialnych, kosztować ma 73 bln dolarów. Tymczasem badacze przypadkowo odkryli praktycznie bezkosztowy, w porównaniu z tymi kosztami, sposób powstrzymania globalnego ocieplenia. Bezkosztowy, choć ryzykowny, być może dlatego na ten temat wszyscy milczą.

Nie lubię dogmatów. Bardzo lubię naukę m.in. za to, że nie ma w niej miejsca na dogmaty. Nauka, podobnie jak biznes, jeśli chce się „mieć rację”, czyli dokonywać postępów w nauce tak jak ekspansji w biznesie, wymaga ciągłego podważania status quo. Kto w biznesie osiada na laurach, ten w ostatecznie przegrywa. Dlatego najlepsze i największe firmy nie ustają w szukaniu nowych pomysłów na rozwój. Nieustanne podważanie status quo to jedyny sposób na bycie najbliżej prawdy jak się da i osiąganie najlepszych rezultatów. To prawdziwe znaczenie słowa „postępowy”. Jednak współczesna ideologia lewicowa, podobnie jak chwilami ekologia, postępowa nie jest i nosi więcej znamion religii niż nauki – objawionych prawd, których za wszelką cenę należy kurczowo się trzymać. Czy- zatem rzeczywiście w dzisiejszej nauce nie ma miejsca na dogmaty? Sprawdźmy.

Przygotowując artykuł do najnowszej „Gazety Bankowej” wczytałem się bardziej w ekstrakt dla decydentów słynnego raportu „Zmiana Klimatu 2021, Podstawy fizyczne - Podsumowanie dla Decydentów” - autorstwa Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu (IPCC) – ONZ-owskiego ciała doradczego zajmującego się analizą danych naukowych opisujących przebieg kryzysu klimatycznego. Jego niekontrolowany, rzekomo, wyciek zawartych w nim głównych tez w zeszłym roku postawił na nogi media na całym świecie – w skrócie: jest już za późno na powstrzymanie globalnego ocieplenia, wszyscy zginiemy, itd. Zaraz Na tym ekstrakcie muszę na razie polegać, ponieważ pełny raport nadal jest poufny, do czasu następnego szczytu klimatycznego. Teraz nie mogę się doczekać jego publikacji jeszcze bardziej, ponieważ to, co w nim znalazłem, a o czym jakoś wszyscy na świecie milczą, jest moim zdaniem szokujące i ma potencjał wywrócenia wszelkich wysiłków zielonej transformacji do góry nogami.

Badacze w raporcie stosują zabieg podawania tez oraz w nawiasie, jak się zdaje, swoje konsensusu co do danej tezy, przyjętej przez ONZ. Ujmując rzeczy w telegraficznym skrócie: badacze owszem, uważają, że odwrócenie trendu wzrostu ocieplenia globalnego klimatu jest już raczej niemożliwe, jednak… zaskoczeni są niespodziewanie i względnie niewielkim wzrostem tej temperatury na poziomie 1,5 stopnia Celsjusza, czyli trzymanego w ramach założeń Porozumienia Paryskiego. Zakładali znacznie wyższy wzrost temperatury. Nie zrozummy tego źle: 1,5 to wcale nie mało, to nadal dość, by dochodziło do pogodowych anomalii i tragedii na świecie, ale nie na tyle by zmiany pogodowe były tak nagłe, że przypominałyby sceny z filmu katastroficznego. Ale to jeszcze nic. Najciekawsze następuje dalej. Otóż badacze, zastanawiając się gdzie popełnili błąd, doszli do wniosku, że nie uwzględnili dostatecznie… wpływu dziury ozonowej!

Do tej pory uważano raczej, że dziura ozonowa przyczyniła się do wzrostu globalnego ocieplenia – wpuszczanie promieni UV, większe podgrzewanie gruntów, mórz i oceanów. Jednak w raporcie badacze znacząco rewidują te złożenia, zauważając, że co prawda, sprawę należy bardziej szczegółowo zbadać, ale wychodzi na to, że przez dziurę ozonową podgrzewa się tylko wierzchnia warstwa mórz i oceanów i per saldo nie podgrzewa ona tak znacząco głębokich wód, a w ostatecznym bilansie więcej gazów cieplarnianych przez nią „ucieka” (schładza się) niż klimatu się przez nią nagrzewa. „Obserwowane ocieplenie jest spowodowane emisjami będącymi skutkiem działalności człowieka, ocieplenie związane z gazami cieplarnianymi jest częściowo maskowane przez chłodzący wpływ aerozoli (wytwarzanych przez człowieka - red.)” – czytamy. Obrazowo i na granicy karykatury sprawę przedstawiając wychodzi na to, że już byśmy się produkowanymi przez nas gazami, więc i ociepleniem, „ugotowali”, gdyby część z nich znacząco nie tamowała jednak wzrostu temperatury. Czyli pomaga dziura w naszej szklanej kuli, jaką jest ziemska atmosfera (którą, nota bene, też sami stworzyliśmy) i trujący smog? Jak widać, tak.

D.1.7 Jednoczesne zmiany w emisjach CH4 (metan - red.), aerozoli i prekursorów ozonu, które przyczyniają się również do zanieczyszczenia powietrza, prowadzą w pięciu przykładowych scenariuszach do ocieplenia powierzchni Ziemi netto w bliskiej i dalekiej przyszłości (wysoki poziom pewności). W dalekiej przyszłości ocieplenie netto jest mniejsze w przypadku scenariuszy zakładających ograniczanie zanieczyszczenia powietrza w połączeniu ze znaczną i trwałą redukcją emisji CH4 (wysoki poziom pewności). W scenariuszach zakładających niskie i bardzo niskie emisje gazów cieplarnianych, przyjęte redukcje emisji aerozoli antropogenicznych prowadzą do ocieplenia netto, podczas gdy ograniczenia emisji CH4 i innych prekursorów ozonu prowadzą do ochłodzenia netto. Z powodu krótkiego czasu trwania w atmosferze zarówno CH4, jak i aerozoli, efekty te częściowo się znoszą, a zmniejszenie emisji CH4 przyczynia się również do poprawy jakości powietrza ze względu na spadek globalnego stężenia ozonu przypowierzchniowego (wysoki poziom pewności).

Badacze klimatu przewidują, że by zmiany były możliwie widoczne niedługo, albo cały świat musiałby stanąć, albo wszyscy jak jeden mąż powinni wdrożyć „zieloną transformację” natychmiast. Tak źle i tak nie dobrze. Zwłaszcza, że już w 2020 roku świat stanął z powodu covidowych lockdownów, wyłączono fabryki, zredukowano mobilność niemal do zera, ludzi pozamykano w domach, a mimo to globalne ocieplenie postępowało. Tłumaczą to w raporcie… brakiem smogu i produkowanych przez Człowieka aerozoli. Te mają jednak częściowo tamować ocieplenie…

D.2.1 Redukcja emisji w roku 2020 związana z działaniami mającymi na celu ograniczenie rozprzestrzeniania się COVID-19 miała tymczasowy, ale dostrzegalny wpływ na zanieczyszczenie powietrza (wysoki poziom pewności) i związany z tym niewielki, tymczasowy wzrost całkowitego wymuszenia radiacyjnego, głównie z powodu spadku chłodzenia wywołanego aerozolami powstającymi w wyniku działalności człowieka (średni poziom pewności). Odpowiedź globalna i regionalna klimatu na to tymczasowe wymuszenie nie jest jednak wykrywalna na tle naturalnej zmienności (wysoki poziom pewności). Stężenie CO2 w atmosferze nadal rosło w 2020 r., bez dostrzegalnego spadku tempa obserwowanego wzrostu CO2 (średni poziom pewności) - czytamy w raporcie.

To faktycznie prowadzi do bardzo niebezpiecznej wyrwy w myśleniu o ekologii i szukania prostych rozwiązań, bo wobec takich, nowych informacji może rodzić się pewna szalona alternatywa. Czy rzeczywiście argumentacją ad absurdum byłoby spytanie: Co by w takiej sytuacji zrobił MacGyver? Odpowiedź: uratowałby świat i globalny klimat starą lodówką i gaśnicą. Okazuje się, że szkoda, że ekolodzy kazali nam je wyrzucić.

Jasne, na karcie ryzyk leży wtedy miejscowe wyjałowienie ziemi pod dziurą, lokalne pożary, miejscowe potworne upały, promieniowanie mikrofalowe z kosmosu i rak skóry, a w najczarniejszym scenariuszu niekontrolowane poszerzenie dziury ozonowej, szósta epoka lodowcowa (jakoś nie ufam ludzkiej kompetencji w wyliczaniu, ile freonu byłoby trzeba, by dziura była taka w sam raz…), czy nawet finalnie Ziemia jako Mars Bis (kto wie, może była tam kiedyś jakaś cywilizacja i właśnie tak się załatwiła), ale hej! Przynajmniej na papierze jest to całkiem logiczne rozwiązanie!

W każdym razie, zupełnie chłodno i poważnie patrząc na sprawę, nawet takie rozwiązanie ma więcej sensu niż uczestniczenie w straconej sprawie. Zielona transformacja jeszcze na dobre się nie zaczęła, a już teraz wiemy, że ani się nie uda, ani nie ma sensu.

Według zespołu naukowców zajmujących się energią z Uniwersytetu Princeton, rachunek za zieloną transformację wyniesie od 7,8 biliona do 13,9 biliona dolarów w ciągu najbliższych 30 lat. Jako część gospodarki USA, szacunkowe koszty transformacji systemu elektroenergetycznego wynoszą nieco ponad 5 proc. rocznej produkcji gospodarczej kraju. Globalne wysiłki na rzecz przejścia na 100-procentową energię odnawialną do 2050 r. kosztowałyby z góry 73 biliony dolarów. Koszty unijnej zielonej polityki dla Polski do 2030 roku to aż 2 biliony złotych.

Zresztą, walczyć u boku Unii Europejskiej o klimat to jak brać udział w zawodach sztafety dla zawodników pozbawionych poczucia kierunku. Jej najgorszy wymysł? Pozwolenia na emisję CO2 - sztuczny twór wymyślony przez Unię Europejską, których celem miała być znaczna redukcja zanieczyszczeń wpuszczanych do atmosfery. Ot tak, życzeniowo. „CO2 na kartki”. Idealny przykład jak z ekologii zrobić patologię. Dziś Bruksela jawnie kłamie w zakresie własnej winy za ten kolejny paździerz - wskazuje, że za ostatni wzrost cen energii, pozwolenia na emisję odpowiadają jedynie w 20 proc, jednak jak pokazują jednak realia, w cenie energii aktualnie koszt związany z zakupem pozwoleń na emisję to aż 60 proc. obecnie!

Europa i USA bohatersko włączają się do wyścigu na walkę z własną gospodarką, w której tylko one na świecie biorą udział, a jednocześnie są w bardzo niewielkim stopniu odpowiedzialne dziś za globalne ocieplenie. W całej Unii Europejskiej w 2019 r. wyemitowano 2,9 Gt (giga ton) CO2, w Indiach - 2,6, Gt, w Rosji - 1,6 Gt, w Japonii 1,1 Gt. Według Global Carbon Project Polska znajdowała się w 2019 r. na dwudziestym miejscu listy krajów wytwarzających najwięcej CO2, z 323 Mt emisji. Podkreślmy: 323 mega tony Polski, czyli 323 miliony ton CO2 mają się nijak wobec światowych 31,5 miliarda ton, australijskich, czy chińskich 10 miliardów ton, czy indyjskich blisko 3 miliardów ton CO2. A wszystkie te kraje odmówiły wiążącego udziału w z)**ielonej transformacji, olały wielką fetę pozerskich, malowanych na zielono polityków podczas COP26 w Glasgow i generalnie na całą tę tak globalnie ważną sprawę pokazowo się wypięły. A bez aktywnych działań w zakresie zielonej transformacji nie ma ona najmniejszego sensu i szans powodzenia. Ani sama Polska, ani nawet Europa i USA kijem Wisły nie zawrócą. To może jednak freon?

Maksymilian Wysocki

CZYTAJ TEŻ: Ameryka już przegrywa z Chinami a Bloomberg usypia czujność

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych