Opinie

eko terroryzm / autor: Pixabay
eko terroryzm / autor: Pixabay

Zabić Fit for 55 zanim złoży jaja! Jest lepsze rozwiązanie

Maksymilian Wysocki

Maksymilian Wysocki

Dziennikarz, publicysta, ekspert w dziedzinie wizerunku i marketingu internetowego, redaktor zarządzający portalu wGospodarce.pl

  • Opublikowano: 14 stycznia 2022, 17:38

  • Powiększ tekst

Da się i trzeba schłodzić planetę mechanicznie, za pomocą ludzkiej myśli technicznej. Dzięki technologii CDR może się okazać, że cały pakiet Fit for 55 można wyrzucić do kosza jako kompletnie zbędny dla uratowania klimatu

Dlaczego polegać tylko na „zielonej transformacji”? Do walki z globalnym ociepleniem są przecież już specjalne technologie! To rozwiązanie, w które powinna zainwestować ludzkość, zamiast tylko inwestować biliony dolarów w zieloną transformację, polecają również oenzetowscy badacze klimatu w swoim słynnym raporcie dla ONZ, mówiąc: „Nie mamy pojęcia jakie będą tego dokładne skutki, czy nie wywołamy tym suszy lub zbytniego oblodzenia, ale hej! Da się i trzeba schłodzić planetę mechanicznie, za pomocą ludzkiej technologii, bo same redukcje CO2 to już teraz za mało!”. Szkopuł w tym, że Amerykanie w tych technologiach już utopili ponad miliard dolarów. Ale nie powinno nas to zniechęcać, ponieważ dzięki technologii CDR może się okazać, że cały pakiet Fit for 55 można wyrzucić do kosza jako kompletnie zbędny dla uratowania klimatu.

Naświetlając sytuację, klimatolodzy są zgodni już z bardzo wysokim poziomem pewności, że za ocieplenie klimatu odpowiada działalność człowieka. Są też już niestety bardzo zgodni w tym, że ludzie zbyt długo zwlekali ze zorganizowanymi działaniami w kierunku tzw. zielonej transformacji, by proces ocieplenia klimatu odwrócić na przestrzeni przynajmniej stu najbliższych lat i – podobnie jak z inflacją – im dłużej będzie się zwlekać z podjęciem działań, tym trudniej będzie ocieplenie klimatu zatrzymać i normalizacja dłużej potrwa. Żeby jakiekolwiek zorganizowane działania miały sens, ich zdaniem, należałoby całkowicie zaprzestać emisji CO2 przez ludzi teraz, albo radykalnie, natychmiast wdrożyć zieloną transformację – a przynajmniej zeroemisyjną energetyką - we wszystkich gospodarkach świata.

Jednak, jak tez wczoraj wykazywaliśmy, ten wysiłek nie ma najmniejszych szans powodzenia, ponieważ po pierwsze jest już za późno, nawet 2030 rok jest daleko za czasem granicznym działania wyliczonym przez ekologów, eko-rygor winduje ceny energii w i tak cierpiącej na energetyczny szok podażowy gospodarce, którą w samej Europie dodatkowo winduje idiotyczny i patogenny system handlu emisjami CO2 – ETS, dla którego pakiet Fit For 55 ma być dodatkowym lewarem podnoszącym koszty działalności biznesów i gospodarek w Europie - aby do 2030 r. zrealizować pakiet Fit for 55, Polska będzie musiała, mimo unijnego wsparcia, pokryć ok. 300 mld euro luki finansowej, a już teraz ETS odpowiada realnie za 60 proc. rekordowo wysokich cen prądu, a dodatkowo unijna „reforma” ETS objąć chce również swoim systemem budownictwo i transport, a emisja w sektorach nieobjętych systemem będzie musiała być zmniejszona o 17 proc., a nie o 7 proc., co analitycy szacują na dodatkowy koszt 19 mld euro.

Ale to jeszcze nie finalny powód dla którego trzeba powiedzieć, że to bez sensu. Tym finalnym argumentem jest, że ten „bohaterski” wysiłek Europy, narzucony przymusem jej państwom, nawet wraz z bohaterskim wysiłkiem USA globalnie nijak nie przełoży się nawet na zbliżenie do redukcji CO2 na świecie. Jak szacują badacze, w okresie 1850–2019 roku ludzkość wyemitowała łącznie 2390 ± 240 (zakres prawdopodobny) GtCO2. Globalnie jest produkowanych rocznie ok. 31,5 mld ton (giga ton, Gt) CO2. W całej Unii Europejskiej w 2019 r. wyemitowano 2,9 Gt (giga ton) CO2, w Indiach - 2,6, Gt, w Rosji - 1,6 Gt, w Japonii 1,1 Gt. Według Global Carbon Project Polska znajdowała się w 2019 r. na dwudziestym miejscu listy krajów wytwarzających najwięcej CO2, z 323 Mt emisji. Podkreślmy: 323 mega tony Polski, czyli 323 miliony ton CO2 mają się nijak wobec światowych 31,5 miliarda ton CO2, australijskich, czy chińskich 10 miliardów ton, czy indyjskich blisko 3 miliardów ton CO2. Choć ekolodzy i politycy niechętnie to przyznają, COP26 zakończyło się kompletną porażką globalnej walki z ociepleniem klimatu, ponieważ kraje emitujące najwięcej CO2 na świecie skutecznie wycofały się z jakichkolwiek konkretnych deklaracji i działań, w tym najwięksi, czyli Chiny i Australia, Indie powiedziały, że po 2070 roku dopiero zrobią „coś tam, coś tam”, co tegoroczny przewodniczący Alok Sharma, członek brytyjskiego parlamentu mógł skomentować tylko w jeden, godny współczesnego i światłego polityka sposób – rozpłakał się jak dziecko, co zostało natychmiast nagrodzone gromkimi brawami na sali plenarnej.

Jego łzy prawdopodobniej przyczyniły się tylko do podniesienia poziomu globalnego wód i zatopienia kolejnej wyspy na Oceanie Indyjskim i to w sumie tyle z tego wielkiego zrywu. 2021 zakończył się kolejnymi rekordami temperatur i anomaliami pogodowymi, od których również zaczęliśmy nowy rok – jak w Pakistanie, gdzie kilkanaście rodzin zablokowało, zamarzło lub udusiło się w autach, ponieważ na szybko zapakowało się w samochody, by pojechać i zobaczyć pierwszy w historii regionu śnieg, tylko opady tego śniegu okazały się zbyt raptowne i intensywne, w skutek czego w pułapce własnych samochodów zginęły 22 osoby, w tym 10 małych dzieci. Ten gwałtowny śnieg również zalicza się do efektów globalnego ocieplenia klimatu, ponieważ radykalizujące się zjawiska pogodowe są pokłosiem globalnego ocieplenia klimatu. Jednak ani to, ani łzy Aloka Sharmy nie zmienią faktu, że nawet kompletna redukcja CO2 tylko w Europie i w USA nie będzie mieć znaczenia globalnie. Albo wszyscy, albo nikt, inaczej to bez sensu. Czy rzeczywiście? Jest jeszcze co najmniej jeden sposób.

Technologie do walki z ociepleniem klimatu

Jak wskazują badacze w bazowym dziś dla ONZ i rozmów o zmianach klimatu raporcie „Zmiana Klimatu 2021, Podstawy fizyczne - Podsumowanie dla Decydentów” - autorstwa Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu (IPCC) – ONZ-owskiego ciała doradczego zajmującego się analizą danych naukowych opisujących przebieg kryzysu klimatycznego: Antropogeniczne (przez człowieka – red.) usuwanie CO2 (CDR) ma potencjał, by pobrać CO2 z atmosfery i składować go trwale w rezerwuarach (wysoki poziom pewności). Celem CDR jest kompensacja emisji resztkowych dla osiągnięcia zerowej emisji CO2 netto lub zerowej emisji wszystkich gazów cieplarnianych netto, albo – jeżeli usuwanie CO2 zostanie wdrożone na skalę, przy której przewyższy emisje antropogeniczne – obniżenie temperatury powierzchni Ziemi. Metody CDR mogą potencjalnie oddziaływać w szerokim zakresie na cykle biogeochemiczne i klimat, co może osłabić lub wzmocnić zdolności tych procesów do usuwania CO2 i ograniczania ocieplenia, a także może wpłynąć na dostępność i jakość wody, produkcję żywności oraz różnorodność biologiczną45 (wysoki poziom pewności).

D.1.5 Antropogeniczne usuwanie CO2 (CDR) prowadzące do globalnych ujemnych emisji netto obniżyłoby atmosferyczną koncentrację CO2 i odwróciło proces zakwaszania powierzchniowych wód oceanów (wysoki poziom pewności). Antropogeniczne usuwanie i emisje CO2 są częściowo kompensowane odpowiednio przez uwalnianie i pochłanianie CO2 przez rezerwuary węgla na lądach i w oceanach (bardzo wysoki poziom pewności). CDR spowodowałby obniżenie atmosferycznej koncentracji CO2 o wartość zbliżoną do wzrostu będącego rezultatem emisji podobnej ilości CO2 (wysoki poziom pewności). W zależności od całkowitej wielkości antropogenicznego usuwania za pomocą technik CDR spadek atmosferycznej koncentracji CO2 może być nawet o 10% mniejszy od wzrostu ilości CO2 w atmosferze w wyniku emisji tej samej ilości CO2 (średni poziom pewności).

D.1.6 Gdyby globalne ujemne emisje CO2 netto zostały osiągnięte i utrzymane, wzrost temperatury powierzchni Ziemi spowodowany przez CO2 zostałby stopniowo odwrócony, ale inne następstwa zmiany klimatu postępowałyby w obecnym kierunku jeszcze przez czas od dekad do tysiącleci (wysoki poziom pewności). Na przykład, odwrócenie kierunku zmian globalnego średniego poziomu morza zajęłoby od kilku stuleci do tysiącleci, nawet w przypadku dużych ujemnych emisji CO2 netto (wysoki poziom pewności).

Jak to się mówi, long story short: „nie mamy pojęcia jakie będą tego dokładne skutki, czy przy okazji nie wywołamy tym suszy lub zbytniego oblodzenia, ale hej! Da się schłodzić planetę mechanicznie, za pomocą ludzkiej technologii!”

Te trzy litery trzeba zapamiętać: CDR

Wbrew oczekiwaniom producentów takiego sprzętu, Technologie usuwania dwutlenku węgla (CDR) znalazły się w centrum uwagi dyskusji w nauce i polityce klimatycznej i owszem, ale tylko w USA. W Europie to nadal jakimś cudem mało poruszany temat, być może dlatego, że producenci technologii w Europie nie mają takiej technologii do zaoferowania w dość zaawansowanym stopniu, a i Amerykanie nadal zdają się tu trochę błądzić po omacku. Widocznie, ktoś w Europie stwierdził, że opłaca się tu bardziej monetyzowanie już istniejących technologii w ramach zielonej transformacji i transformacji tej transformacji w postaci zmian zawartych w Fit for 55, zamiast badań i rozwoju nad nowymi produktami z gałęzi CDR. Stara praktyka czyszczenia magazynów jest zawsze na tzw. propsie.

Usuwanie dwutlenku węgla odnosi się do jego celowego usuwania CO2 z atmosfery przez człowieka. Generalnie, w tym celu można zastosować szeroką gamę technologii, od sadzenia drzew i zwiększania zawartości węgla w glebie, po spalanie biomasy, wychwytywanie emisji i przechowywanie jej w zbiornikach. Pomimo kilku ocen CDR, obecna wiedza na temat CDR jest nadal rozproszona i niekompletna, ale ponoć również szybko rośnie. Nas, podobnie wskazują autorzy raportu dla ONZ, powinno interesować zwłaszcza wychwytywanie i magazynowanie emisji z powietrza.

Niestety, temat ten miał swoje 5 minut w 2018 roku, gdy prezentowano działające już technologie, po czym dziwnym trafem umarł w butach. To dziwne, ponieważ były też firmy niemieckie oferujące gotowe rozwiązania – jak widać ich problem polegał na tym, że nie były to duże firmy niemieckie, a których Niemcy bronią jak niepodległości, a małe, więc bez powiązań i wsparcia. Tematu nie zarzuciły za to USA. Na koniec listopada 2021 Departament Energii Stanów Zjednoczonych (DOE) ogłosił śmiały nowy plan uczynienia tych technologii (CDR), opłacalnymi i skalowalnymi dzięki uruchomieniu nowej inicjatywy „Carbon Negative Shot”. Dzięki tej inicjatywie agencja stara się radykalnie obniżyć koszty CDR w tej dekadzie – do mniej niż 100 dolarów za tonę – tak, aby można je było wdrożyć na wystarczająco dużą skalę, aby usunąć „gigatony” lub miliardy ton dwutlenku węgla. z atmosfery.

Jak wskazałem wyżej, podając ilość emisji poszczególnych krajów, to astronomicznie dużo CO2 i przy takiej skali, skoro poszczególne kraje produkują CO2 w giga tonach, a Człowiek rzekomo wpuścił już to atmosfery więcej niż setki lub tysiące gigaton CO2, ma to ogromny sens! Według Departamentu Energii, sekwestracja jednej gigatony dwutlenku węgla oznaczałaby usunięcie zanieczyszczenia około 250 milionów pojazdów – całej amerykańskiej floty lekkich pojazdów dostawczych – w ciągu jednego roku. Jak miałoby to wyglądać? Proszę sobie wyobrazić fabryki składające się z takich sprzętów. Fabryki, które masowo będą zasysać i oczyszczać powietrze z CO2. Co z nim dalej? Jednym z praktykowanych pomysłów jest magazynowanie go pod ziemią z kwarantanną na setki lat. To w ogóle wydaje się kapitalny pomysł, by wyłapać z powietrza węgiel i wsadzić go z powrotem pod ziemię, robiąc z niego potencjalne paliwo kopalne. Jeśli za sto lat zabraknie nam energii, wykopiemy go z powrotem - żart. A może nie…?

CDR na Islandii / autor: mat. prasowe Climeworks
CDR na Islandii / autor: mat. prasowe Climeworks

Największa instalacja do bezpośredniego wychwytywania powietrza została uruchomiona na Islandii na początku minionego roku i jest w stanie wydobyć tylko 4000 ton dwutlenku węgla rocznie. To mniej więcej tyle, ile wynosi roczna emisja z 790 samochodów osobowych. Jak podaje Międzynarodowa Agencja Energii, do tej pory na świecie jest tylko 19 zakładów bezpośredniego wychwytywania powietrza, które są w stanie przechwycić jedynie niewielką część celów Departamentu Energii.

Koszt to jeden z głównych powodów, dla których technologia nie rozwinęła się dalej. Firmy takie jak Microsoft płacą około 600 dolarów za każdą tonę CO2 wychwytywaną przez islandzką elektrownię. W roku podatkowym 2020 firma wypompowała równowartość 11 164 000 ton dwutlenku węgla. Przy 600 dolarów za tonę Microsoft musiałby zapłacić prawie 6,7 miliarda dolarów, aby usunąć tylko jeden rok zanieczyszczeń.

Działanie CDR / autor: mat. prasowe
Działanie CDR / autor: mat. prasowe

Ponieważ jednak technologie CDR są wciąż na dość wczesnym etapie rozwoju, zanim DOE będzie w stanie to zrobić, trzeba pokonać znaczne przeszkody. Jak na razie jest drogo i problematycznie (instalacje potrzebują do tego procesu wysokiej temperatury, czasem nagrzewając się do blisko 1 tys. stopni Celsjusza, co nie tylko wydaje się niezbyt bezpieczne, ale też bardzo energochłonne, zwłaszcza przy dzisiejszych cenach energii. To swoją drogą ironia, że trzeba czegoś bardzo energochłonnego, by najskuteczniej pomóc zielonej transformacji.

Jak na razie też, w opublikowanym właśnie raporcie amerykańskiego Government Accountability Office (GAO), instytucji kontrolnej Kongresu Stanów Zjednoczonych, która jest odpowiednikiem naszego NIK-u, instytucje USA oskarżone zostały, że w podobnych nieefektywnych projektach utopiły już ponad 1 miliard dolarów. Jak wynika z raportu opublikowanego przez GAO, agencje federalne wydały 684 milionów dolarów na projekty wychwytywania i składowania dwutlenku węgla, które w większości zakończyły się niepowodzeniem. Do tego dochodzą też inwestycje w trzy projekty przemysłowe wychwytywania CO2, na które wydano kolejne 438 milionów. Dwa z tych projektów zostały anulowane przed ich uruchomieniem.

 Amerykański Departament Energii zainwestował 684 mln dolarów w osiem projektów dot. wychwytywania CO2 z atmosfery, w wyniku czego powstał jeden obiekt operacyjny. Proces na podstawie którego, Departament Energii wybiera projekty związane z wychwytywaniem dwutlenku węgla z atmosfery i negocjuje ich finansowanie wydaje się zwiększać ryzyko tego, że finansowane projekty nie odniosą sukcesu- czytamy w raporcie GAO.

W raporcie czytamy, że Departament Energii nie tylko zastosował metodę „wyboru wysokiego ryzyka” przy wyborze projektów, ale także negocjował i finansował je zbyt szybko, w zaledwie trzy miesiące i zdaniem GAO to zbyt krótki okres. Do tego, projekty finansowane przez Departament Energii omijały standardową procedurę kontroli kosztów, dzięki czemu finansowano nawet przedsięwzięcia, które nie spełniały kluczowych wymagań.

„Carbon Negative Shot” w stopę? Wcale nie!

Być może pośpiech ten wynikał z chęci maksymalnie szybkiej realizacji zakładanego rządowego programu, być może część z tych inwestycji była oszustwami, a być może sam raport GOA „inspirowany” jest lobbyngiem jakichś podmiotów, które mają do zaoferowania nieefektywne technologie, za to sprawdzoną pozycję rynkową. Tego nie wiadomo. Wiadomo za to, że w USA biznes ma jeszcze więcej do powiedzenia niż w Europie. Ale! Wiadomo też, że Amerykanie mawiają „Jak chce zrobić omlet, musisz rozbić kilka jajek”. Ta skłonność Amerykanów do ryzyka biznesowego zapewniła im dominację w światowym biznesie i potknięcia w wydatkach rządu USA na technologie CDR nie powinny zniechęcać nas do inwestowania w te technologie. Zwłaszcza, że może się okazać, że dzięki nim nie trzeba dorżnąć gospodarki, żeby ratować globalny klimat, a takie rzeczy jak pakiet Fit for 55 mogą okazać się po prostu zbędne, bo do zeroemisyjności można dzięki temu dojść spokojniej, bez podcinania sobie żył w budżetach. Trzeba tylko nie bać się ryzyka i próbować, a nie polegać na biurokratycznych nakazach i zakazach - choć jak wiadomo, tak jest decydentom po prostu łatwiej, tylko tak tej walki się nie wygra.

Maksymilian Wysocki

CZYTAJ TEŻ: Zapomnijcie o Fit for 55. Naukowcy wolą o tym nie mówić

CZYTAJ TEŻ:: Kaleta o Fit for 55: powinniśmy mówić, że „sorry, w tym tańcu nie zatańczymy”

CZYTAJ TEŻ: Tusk ma tylko 6 miesięcy na przewrót. Będzie gorąco

COP26 w Glasgow - oklaski za płacz / autor: The Guardian, Youtube
COP26 w Glasgow - oklaski za płacz / autor: The Guardian, Youtube

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych