Opinie

Fot. Freeimages
Fot. Freeimages

Edukacja Finansowa: Dziedzictwo dobre i złe

Longina Grzegórska-Szpyt

  • Opublikowano: 23 czerwca 2014, 16:34

  • Powiększ tekst

Odziedziczyć można wielkie bogactwo lub głęboką biedę. Do pierwszej możliwości trzeba się dobrze przygotować, a z drugą skutecznie walczyć

Wojtek w tym roku kończy podstawówkę i gdy dorośnie, chce zostać policjantem, jak jego tata. Marta studiuje medycynę, będzie lekarzem jak jej mama i dziadek. Adam i Ada za dwa lata zdają maturę. Ada już wie, że będzie się uczyć dalej w studium kosmetologicznym i kiedyś otworzy własny biznes. Adam jeszcze nie zdecydował, co zrobi, na razie pomaga rodzicom w sklepie. Paweł z gimnazjum też do końca nie wie, co będzie robił w przyszłości. Może zostanie mechanikiem, jak kiedyś jego ojciec. Tyle że dziś ojciec Pawła jest bezrobotny, zakład, w którym pracował, zamknięto przed laty.

Czy spełnią się plany pięciorga młodych bohaterów i co w życiu osiągną? Trudno przewidzieć. Kierując się jednak badaniami Polskiej Akademii Nauk nad strukturą społeczną, można zakładać, że trójka z nich odziedziczy położenie społeczne rodziców. Jednej osobie uda się przeskoczyć do grupy usytuowanej wyżej w hierarchii społecznej niż rodzice, a ostatnia osoba spadnie poniżej. I wbrew pozorom wszyscy mają równe szanse, ponieważ – jak twierdzi Gregory Clark, ekonomista z Uniwersytetu Kalifornijskiego – status społeczny jest w większości przypadków po prostu dziedziczony. I to niezależnie od kultury, gospodarki czy polityki danego kraju.

Pieniądze biorą się z pracy

Większość „obiektywnie bogatych” ludzi nie uważa się za bogatych. Kiedy więc można mówić o bogactwie? Psycholog biznesu Jacek Santorski uważa, że bogactwem jest wewnętrzna zdolność do szczęścia, spełnienia w miłości i pracy oraz wewnętrzna wolność.

Być bogatym, z psychologicznego punktu widzenia, to rozwijać się, umieć dbać o swoje zdrowie, dary natury, jakimi są również nasza inteligencja, relacje z ludźmi oraz emocje. Jednak do realizacji tych zadań potrzebne są pieniądze

przekonuje Santorski.

A pieniądze biorą się z pracy. Ludzi od zarania dziejów motywowały głód, pragnienie i chęć przetrwania. To one sprawiły, że wychodzili z jaskiń i szli „do pracy” zbierać, polować czy łowić. Tak jest do dziś, tyle że zmieniły się jaskinie i łupy.

Jaskinie zmieniły się w wille, a łupami stały się pieniądze. A jeśli tych pieniędzy jest więcej i wystarczy na zaspokojenie potrzeb podstawowych oraz nadmiarowych, możemy mówić o bogactwie. Dobrym sposobem zdobycia fortuny może być sukcesja. Ale nawet największy spadek nie gwarantuje bogactwa do końca życia. I nie chodzi tu o podkreślane przez psychologów bogactwo wewnętrzne, lecz jak najbardziej materialne. Nierzadko bowiem bywa, że choć dzieci milionerów z reguły otrzymują gruntowne wykształcenie, nie przechodzą odpowiedniej szkoły „biznesu”, którą jest życie z całym bogactwem różnych problemów. Przez to w konfrontacji z często zmieniającą się rzeczywistością zwykle przegrywają. Dlatego nie bez powodu utarło się powiedzenie, iż pierwsze pokolenie firmę buduje, drugie utrzymuje, a trzecie rujnuje.

Wykluczenie

Tak jak trudno jednoznacznie zdefiniować bogactwo, tak i bieda może znaczyć w różnych okolicznościach co innego. Z ekonomicznego i socjologicznego punku widzenia z biedą lub ubóstwem mamy do czynienia wtedy, kiedy ludzi nie stać na zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych, jak jedzenie, ubranie czy dach nad głową. Z najnowszych danych GUS wynika, że próg ubóstwa wynosi 542 zł dla osoby samotnie gospodarującej i 456 zł na osobę w rodzinie. Znacznie poniżej tego progu, czyli w skrajnym ubóstwie, żyje niespełna 7 proc. Polaków (ok. 2,5 mln osób), a w strefie ubóstwa relatywnego znajduje się już 16 proc. Polaków. Ale nie ma jednej biedy. Inne oblicze ma ona w dużym mieście, inne w małej wsi.

Obie twarze biedy w Polsce doskonale poznała siostra Małgorzata Chmielewska, przełożona Wspólnoty „Chleb Życia”. Od lat pomaga ludziom wykluczonym społecznie, bezdomnym oraz długotrwale bezrobotnym, którzy najczęściej są reprezentantami ubogiej części społeczeństwa. Siostra stara się przywracać ich światu poprzez mobilizowanie do działania. Woli dać wędkę niż rybę, bo uważa, że niewłaściwa pomoc pozbawia ludzi aktywności, inicjatywy i pogłębia samą biedę. Ale według siostry Chmielewskiej bieda to nie tylko braki materialne. Ta prawdziwa to ubogi, degradujący świat i brak uczestnictwa w życiu społecznym – edukacyjnym, kulturalnym, a także tym duchowym.

W podobnym tonie wypowiada się profesor Elżbieta Tarkowska z Instytutu Filozofii i Socjologii APS w Warszawie, która z ramienia PAN kierowała wieloletnimi badaniami nad ubóstwem. Pani profesor od lat podkreśla, że życie w ubóstwie nie oznacza jedynie niedostatku pewnych dóbr konsumpcyjnych i ograniczeń w dostępie do kształcenia, które powinny dać człowiekowi możliwości konkurowania na rynku pracy. To również egzystencja w subkulturze nędzy, zepchnięcie na margines, co wyraźniej widać w małych popegeerowskich miejscowościach. To natomiast wiąże się z kumulacją wielu negatywnych zjawisk towarzyszących biedzie, takich jak izolacja społeczna, wyuczona bezradność przekazywana z pokolenia na pokolenie. Dziedziczenie biedy to podatność na warunki odtworzenia tej złej sytuacji i apogeum pogłębiającego się ubóstwa.

Przerwać zaklęty krąg

Sto lat temu Henry Ford, twórca słynnej marki motoryzacyjnej, powiedział do swojego przyjaciela:

„To, żeś biedny, to nie znaczy, iż Bóg tak chciał, to znaczy, że Twój ojciec Cię tego nauczył”.

Słowa przedsiębiorcy pokazują, gdzie leży problem dziedziczenia biedy. W złych nawykach wyniesionych z domu, np. co do nieumiejętnego gospodarowania dostępnymi środkami, w konsumowaniu ponad stan i życiu na kredyt. Ale także w „wyuczonej bezradności”, która pogłębia przekonanie w ludziach, iż bez względu na to, jak będą działać, nie są w stanie zmienić swojego położenia. To obniża poczucie własnej wartości i zabija motywację. I tak wpada się w błędne koło niemocy spowodowane biedą albo w biedę spowodowaną niemocą.

Do zmiany najłatwiej przekonać młode osoby, które jeszcze nie nabrały złych nawyków i do których można dotrzeć np. poprzez popularne portale społecznościowe. Prym wiedzie Facebook, który stał się ponadklasowym narzędziem komunikacji. Nastolatki czerpią z niego wiedzę o świecie. W tym największym serwisie społecznościowym można znaleźć profil Union Investment TFI a na nim cykl edukacyjny „Mała rzecz, a procentuje”.

W ten sposób, na przykładach z życia codziennego, chcemy pokazać, jak niewielkim wysiłkiem i bez wielkich wyrzeczeń możemy osiągnąć bardzo satysfakcjonujące rezultaty, choćby w sferze finansowej

mówi Piotr Minkina, dyrektor ds. produktów inwestycyjnych Union Investment TFI.

Wystarczą naprawdę drobne kwoty, aby odkładać i pomnażać kapitał, a kluczem do sukcesu jest systematyczność

dodaje.

Siostra Małgorzata Chmielewska proponuje edukację od samego przedszkola:

Już na tym etapie zaczynają powstawać bariery rozwojowe. Na wsi, gdzie gospodarstwa są rozrzucone, dzieci mają dużo mniejsze możliwości kontaktu z rówieśnikami. Przedszkole to umożliwia. Poza tym uczą się rysować, tańczyć, śpiewać. Gdy dzieci, którym nie stworzono takich możliwości, pójdą do szkoły, już będą miały trudniejszy start. Wiary w siebie potrzebnej do działania nabieramy wtedy, gdy nam się coś uda, gdy przebrniemy barierę lęku, także przed innym człowiekiem. No i gdy nabieramy ciekawości świata.

Bieda natomiast tworzy zastępy dzieci wpatrzonych we własne buty, niezdolnych później do inicjatywy. Odpowiednia i wcześnie zaczęta edukacja jest w stanie to zmienić i wyrwać z zaklętego kręgu biedy. A czy mamy odpowiednią edukację w Polsce i jaki jest poziom finansowej wiedzy Polaków? Na to pytanie odpowiemy wkrótce. Podpowiemy też, gdzie można się dokształcić w każdym wieku.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych