Opinie
Rynek ciągle analizuje, co takiego się stało, że w piątek 30 stycznia notowania metali szlachetnych wpadły w inwestycyjną przepaść / autor: Pixabay
Rynek ciągle analizuje, co takiego się stało, że w piątek 30 stycznia notowania metali szlachetnych wpadły w inwestycyjną przepaść / autor: Pixabay

TYLKO U NAS

Wszyscy zostali zarażeni, nawet złoto

Stanisław Koczot

Stanisław Koczot

zastępca Redaktora Naczelnego "Gazety Bankowej" i wGospodarce.pl

  • Opublikowano: 5 lutego 2026, 10:33

    Aktualizacja: 5 lutego 2026, 10:54

  • Powiększ tekst

Złoto i srebro częściowo odrobiło straty, jednak daleko im do szczytów z czwartku 29 stycznia. Rynek ciągle analizuje, co takiego się stało, że w piątek 30 stycznia notowania metali szlachetnych wpadły w inwestycyjną przepaść. Odpowiedź jest istotna, bo jeżeli przyczyna jest głębsza niż się wydaje, wydarzenia z piątku mogą być dopiero pierwszym aktem dramatu.

W feralny piątek 30 stycznia złoto ze szczytu 5,6 tys. dol. za uncję spadło do 4,7 tys. dol. W środę jego cena przekroczyła w pewnym momencie 5 tys. dol., ale potem znowu zjechała do poniżej 4,9 tys. dol. Wahanie są spore, tak samo jak w przypadku srebra, które spadło aż o 31 proc., z ponad 120 dol. do 71 dol. Notowania w środę odbiły do 90 dol., ale tylko na chwilę.

Microsoft zaczął, Warsh dokończył dzieła

Dlaczego czwartek i piątek, 29 i 30 stycznia 2026 roku, przejdą do historii na rynku metali szlachetnych? Narracja, według której główną przyczyną spadków złota i srebra było zgłoszenie przez Donalda Trumpa kandydatury Kevina Warsha na stanowisko prezesa Rezerwy Federalnej, oddaje tylko część prawdy. Warsh miał opinię „jastrzębia”, czyli człowieka niechętnego obniżkom stóp procentowych, co oznacza mocniejszego dolara i mniejsze zainteresowanie złotem.

Wygląda jednak na to, że impuls pojawił się w innych rejonach, bardzo odległych od metali szlachetnych. Według analityków dobrze znających rynek kapitałowy, katastrofa zaczęła się nie od Warsha, ale od… Microsoftu.

Generalnie Microsoft zaczął, a panika, bo Warsh “jastrząb”, dokończyła dzieła, napisał na platformie X Daniel Kostecki, analityk CMC Markets Polska.

autor: X - screen
autor: X - screen

Już w czwartek, kiedy na rynkach lała się krew, Kostecki precyzyjnie opisał mechanizm dokonującego się właśnie pogromu.

Margin dzwoni

Microsoft opublikował wyniki lepsze od oczekiwań, jednak inwestorów przeraził fragment raportu dotyczący spowolnienia wzrostu usług chmurowych i słabych prognozach dotyczących marży operacyjnej. Rynek zrozumiał nagle, że spółka nie osiągnie wysokiego zwrotu z inwestycji w sztuczną inteligencję. Notowania Microsoftu spadły o ponad 12 proc., a jego kapitalizacja w ciągu jednego dnia zmniejszyła się o 357 mld dol. Jedna z najważniejszych spółek technologicznych świata zafundowała rynkom globalną katastrofę.

Jak do tego doszło? Kostecki opisuje to w ten sposób: skala spadków na walorach Microsoftu całkowicie zaskoczyła algorytmy zarządzania ryzykiem w największych funduszach inwestycyjnych. Modele typu Value at Risk prawdopodobnie nie uwzględniały scenariusza, w którym tak stabilny i fundamentalnie mocny walor traci ponad jedną dziesiątą wartości w trakcie jednej sesji.

Jest możliwe - pisał Kostecki, gdy rynki pogrążały się w rozpaczy - że ta anomalia statystyczna uruchomiła automatyczne zlecenia sprzedaży w celu ochrony kapitału, co jedynie pogłębiło spiralę przeceny. Fundusze hedgingowe oraz duże instytucje finansowe mogły zostać zmuszone do natychmiastowego uzupełnienia depozytów zabezpieczających. W sytuacji gdy dźwignia finansowa jest nadmiernie wykorzystywana, a główny składnik portfela gwałtownie traci na wartości, następuje zjawisko margin call”.

autor: X - screen
autor: X - screen

Takiego telefonu nikt wolałby nie odbierać

Margin call to wezwanie do uzupełnienia depozytu zabezpieczającego. Broker po prostu żąda od inwestora, by dopłacił gotówkę, bo wartość rachunku z dźwignią finansową (czyli korzystającego z kredytu lub pożyczki) spadła poniżej wymaganego poziomu. Jeżeli inwestor nie posłucha, straci wszystkie pieniądze, bo broker zamknie mu pozycje.

Rynek trędowatych

W czwartek w zeszłym tygodniu pojawił się klasyczny problem z płynnością, a konsekwencje rozlały się na wszystkie klasy aktywów, od akcji po metale i surowce. Inwestorzy nie sprzedają wówczas tego co chcą ale to, co mogą upłynnić najszybciej aby pokryć zobowiązania. „Sytuacja ta wydaje się potwierdzać starą giełdową prawdę że w momentach ekstremalnego stresu korelacja między wszystkimi aktywami dąży do jedności. Nawet aktywa tradycyjnie uważane za bezpieczne przystanie, takie jak złoto czy srebro, notują wyraźne spadki, co jest charakterystyczne dla fazy poszukiwania gotówki za wszelką cenę” - pisał Kostecki.

Margin call uruchomił lawinę, która pociągnęła za sobą złoto. Według analityka CMC Markets Polska, zdarzenie o niskim prawdopodobieństwie wystąpienia (reakcja inwestorów na wyniki Microsoftu) wywołało klasyczny szok płynnościowy.

Problem może być więc o wiele głębszy, niż reakcja rynków na kandydaturę Warsha.

Kiedy kurz opadł, MarketWatch sięgnął, w środę, 3 lutego, po komentarz Joachima Klementa, szefa strategii Panmure Liberum. Klement ostrzega przed możliwym międzynarodowym efektem zarażania rynków ze strony inwestorów przypartych do muru, nadmiernie zaangażowanych w różnorodne aktywa.

Tak jak Kostecki, zaczyna od wyników Microsoftu, które wywołały dramatyczny spadek kursu akcji w pierwszej godzinie handlu w czwartek. „W ciągu tej godziny ceny złota spadły o 7,7 proc., a bitcoin o 4 proc. Nie tylko amerykański sektor technologiczny wyprzedawał się w reakcji na Microsoft, ale także aktywa, które wydają się z nimi nieskorelowane” — wyjaśnił.

Rzeczywiście, od tego czasu wyprzedaż akcji Microsoftu przerodziła się w całkowite załamanie na rynku metali szlachetnych oraz powiązanych spółek wydobywczych.”

Nie ma gdzie się ukryć

Choć wyprzedaż metali nieco osłabła, Klement obawia się, że niektórzy inwestorzy znaleźli się poza swoimi możliwościami finansowymi.

Chodzi o nadmiernie zaangażowanych inwestorów, którzy wykorzystują zadłużenie margin, czyli pożyczone od brokerów pieniądze na zajmowanie większych pozycji niż pozwala na to własny kapitał, w modne w danym momencie aktywa, szczególnie w metale. Jego zdaniem, potęguje to efekt zarażania. „W związku z tym, jeśli aktywa kupione z wykorzystaniem dźwigni zaczynają spadać, bardzo niewiele potrzeba, aby inwestorzy musieli pozyskać dodatkową gotówkę w celu pokrycia wezwań do uzupełnienia depozytu zabezpieczającego” — powiedział Klement w rozmowie z MarketWatch .

Kiedy broker wystosuje wezwanie do uzupełnienia depozytu zabezpieczającego (margin call),, inwestorzy sprzedają wszystko, co jest płynne, a wyprzedaż rozprzestrzenia się na inne, pozornie niepowiązane aktywa.

Co z tego wynika? Że - po pierwsze - boom na AI staje się coraz bardziej kruchy, oraz - po drugie - że kiedy się zakończy, rynki akcji również są zagrożone.

Nie będzie gdzie się ukryć, twierdzi Klement.

Według niego, największy “tłok” inwestycyjny panuje obecnie na akcjach spółek AI, złocie, srebrze, spółkach wydobywających metale szlachetne oraz na kryptowalutach.

Pesymizm nie jest jednak dobrym doradcą inwestycyjnym, więc Klement kończy swoje analizy dość optymistyczną uwagą: sytuacja zostanie stosunkowo szybko opanowana, a metale, podobnie jak akcje Microsoftu, mogą odbić.

Kiedy i czy na pewno? Ipek Ozkardeskaya, starsza analityk w Swissquote, uważa, że złoto na razie straciło reputację „nudnego, bezpiecznego aktywa o niskim ryzyku”. MarketWatch cytuje jej notatkę, według której nietypowe zachowanie złota wynika z jego spekulacyjnego lewarowania. Problem polega na tym, że większość zdywersyfikowanych portfeli posiada ekspozycję na złoto, więc jego zmienność wpływa na wszystkie profile ryzyka. To niepokojące, twierdzi Ozkardeskaya.

Stanisław Koczot, zastępca redaktora naczelnego wGospodarce.pl i „Gazety Bankowej”

»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje

»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:

Czy zima zweryfikuje plany OZE?

Polska bije gazowe rekordy

Kopciuchom mówimy „tak”! Decyduje ekonomia, a nie smog

»»Węgiel ratuje energetykę, Polska ratuje Niemcy – oglądaj „Piątkę wGospodarce” w telewizji wPolsce24

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych