TYLKO U NAS
Bruksela pod coraz większą presją, ETS trzeba zmienić
Dzięki EU ETS miała być globalna redukcja emisji, a skończyło się na redukcji przemysłu w Unii, który traci na konkurencyjności - mówi Anna Łukaszewska – Trzeciakowska, była Minister Klimatu i Środowiska.
Agnieszka Łakoma: Profesor Przemysław Czarnek – kandydat na premiera z PiS zaproponował wczoraj projekt uchwały sejmowej, wzywającej szefa rządu - Donalda Tuska do przedstawienie w ciągu 14 dni planu wyjścia Polski w unijnego systemu handlu emisjami czyli EU ETS. Czy to dobry i realistyczny pomysł?
Anna Łukaszewska – Trzeciakowska: Pomysł jest bardzo dobry, ale oczywiście inna kwestia to podejście Donalda Tuska do całej sprawy. I przyznaję – nie sądzę, by uchwała przeszła przez Sejm. A gdyby nawet tak się stało, to sam Donald Tuska na pewno nie zrobiłby nic w kierunku ograniczenia wpływu ETS, który de facto jest podatkiem od emisji CO2, na ceny energii. Choć teraz jest dobra okazja i mamy szczególny moment w Unii Europejskiej, bo wiele państw uprzemysłowionych jest zmęczonych skutkami systemu ETS i oczekuje zmian.
Ursula von der Leyen, z relacji z którą słynie Donald Tusk, ma bardzo dobrą opinię o funkcjonowaniu systemu handlu emisjami. I zapewnia, że spełnia cel czyli prowadzi do redukcji emisji. Bo w końcu to podstawowe narzędzie do uprawiania polityki klimatycznej. Czy presja kilku rządów może więc przynieść skutek?
- Sytuacja gospodarcza Unii jest trudna, a przemysł z powodu drogiej energii ma problemy. Zatem to już nie są tylko sugestie wielu państw, ale wręcz żądania. Dużo i na poważnie mówi się o tym, że ETS okazał się przede wszystkim kosztownym podatkiem i jednak nie spełnił swoich celów. Dzięki EU ETS miała być globalna redukcja emisji, a skończyło się na redukcji przemysłu w Unii, który traci na konkurencyjności i przenosi produkcję na inne kontynenty, gdzie jest tania energia a koszty niższe.
W ostatnich miesiącach temat ETS jest coraz to bardziej nośny. Czy nie obawia się Pani, że mogą pojawić się opinie, iż dopiero teraz Prawo i Sprawiedliwość wyciąga temat i żąda wyjścia Polski z systemu, a kilka lat wcześniej zaakceptowało go?
- Tak naprawdę od 2016 roku konsekwentnie Zjednoczona Prawica proponowała zmiany w systemie ETS i wielokrotnie krytycznie wypowiadała się na temat fatalnych skutków, jakie powodują wysokie ceny uprawnień do emisji CO2. Apelowaliśmy do władz Unii, by wprowadziła mechanizm ograniczający gwałtowny wzrost tych cen. Przypomnę tylko, że jeszcze kilkanaście lat temu tona emisji CO2 była wyceniana poniżej 20 euro, a w ostatnich latach - nawet do 100 euro. Poza tym cały system został wprowadzony bez odpowiedniej podstawy prawnej, o czym także mówiliśmy.
Jednak obecny pomysł – wyjścia Polski z systemu handlu emisjami – wydaje się mało realistyczny…
- Nie taki jest cel tej uchwały. Nie mówimy o wyjściu jednostronnym, ale możliwe są dwa rozwiązania. Pierwsze to globalne zawieszenie ETS i głęboka rewizja. I to jest realne i bardzo prawdopodobne. Nie tylko opozycja polska zgłaszała te postulaty ale także Czesi, Słowacy, Włosi czy Austriacy. Jest także druga możliwość to wyłączenie przynajmniej polskiej energetyki z tego systemu, co – ze względu na sytuację geopolityczną i nasz miks energetyczny - na poziomie unijnym powinno zostać zaakceptowane. Zwłaszcza że obecnie Unia stawia na bezpieczeństwo, a to zapewniają nam elektrownie węglowe, korzystające z naszych - rodzimych złóż. A w kolejnym kroku moglibyśmy już przełożyć to na kolejne branże - nawozową, przemysł ciężki – hutniczy, cementowy, by miały tańsza energię. I dopiero potem negocjować to z Brukselą. To jest do zrealizowania, tylko trzeba chcieć i przygotować odpowiedni plan.
Sądząc po wypowiedziach unijnych komisarzy, to na radykalną reformę systemu ETS liczyć nie należy. Poza tym jest też grupa krajów - skandynawskich, które popierają bardzo ten system. Zaś jeden z głównych rozgrywających – czyli kanclerz Friedrich Merz chyba sam przestraszył się skutków swoich wypowiedzi o koniecznej zmianie w EU ETS, gdy spadły ceny pozwoleń na emisję z 90 euro do 70 euro za tonę. Lobby klimatyczne jest niezwykle silne.
- Jednak sądzę, że presja na dogłębną zmianę ETS jest naprawdę duża – praktycznie dotąd niespotykana w Unii. Francuzi żądają korytarza cenowego dla pozwoleń na emisję, a włoski rząd w ogóle nie oglądając się na Brukselę, dekretem krajowym zmienia zasady, bo musi ratować przemysł. Już nie ma czasu, nie można „siedzieć cicho”, polski rząd powinien działać, bo warunki są po temu sprzyjające. Ale niestety obawiam się, że wszystko sprowadzać będzie się jedynie do werbalnych obietnic. Dobry polski rząd mógłby w obecnym czasie bez większego problemu zbudować koalicję państw, które wymuszą zmiany w systemie ETS. A dzięki nim wszyscy moglibyśmy płacić niższe rachunki za prąd. Niestety nasi rządzący bardzo boją się przyjąć twardą postawę wobec Brukseli. Dlatego obawiam się, że zdani jesteśmy na działanie i ustalenia, jakie poczynią inne kraje, w kwestii zmian w systemie ETS.
Konflikt zbrojny w Zatoce Perskiej wywindował ceny ropy i paliwa, a w Brukseli znów słychać głosy, że musimy przyśpieszyć z polityką klimatyczną. Bo Unia za bardzo jest zależna od gazu i ropy, i tylko odnawialne źródła nas uratują. Czy takie przyśpieszenie rzeczywiście nastąpi?
- Nie. Choć narracja rzeczywiście jest podobna do tej, jaką słyszeliśmy cztery lata temu po napaści Rosji na Ukrainę, gdy notowania ropy i gazu biły rekordy. Ale jednak grupa krajów i polityków, którzy dostrzegają realia, jest bardzo duża. Zaś informacje o potrzebnym kolejnym wielkim wsparciu dla OZE czy dla super technologii zielonego wodoru, dają mocno do myślenia. Oczywiście Komisarze Dan Jorgenson i Tersa Ribera będą tradycyjnie mówić o polityce klimatycznej, ale na tym najpewniej się skończy. Już przewodnicząca von der Leyen musiała przyznać, że błędem było wycofanie Unii z energetyki jądrowej. Teraz pora na prawdziwe reformy, jeśli gospodarka ma rozwijać się.
Rozmawiała Agnieszka Łakoma
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.