Opinie

Finanse / autor: Pixabay
Finanse / autor: Pixabay

Nic nie zmniejsza lęku bardziej, niż działanie

Stanisław Koczot

Stanisław Koczot

zastępca Redaktora Naczelnego "Gazety Bankowej"

  • Opublikowano · 31 marca 2020, 12:30

  • 1
  • Tagi: finanse inwestowanie inwestycje na giełdzie koronawirus kryzys pandemia rachunki giełdowe
  • Powiększ tekst

Pandemia uderza nie tylko w gospodarkę, ale niszczy również najbardziej skuteczne strategie inwestycyjne. Doświadczeni gracze stają bezradni jak dzieci wobec katastrofy, jaką COVID -19 sprowadził na rynki.

Do swojej bezsilności wobec pandemii przyznał się James B. Stewart, znany amerykański dziennikarz, zdobywca nagrody Pulitzera w 1988 roku, wybitny komentator giełdowy, doświadczony inwestor.

Na łamach „The New York Times” opublikował swego rodzaju spowiedź giełdowego gracza, pod znamiennym tytułem: „Zostałem zdyscyplinowanym inwestorem ponad 40 lat temu. Wirus złamał mnie w 40 dni”.

Opowieść zaczyna się 19 marca, po koszmarnych spadkach Dow Jones, większych nawet niż w czasach Wielkiego Kryzysu. Stewart był wtedy w swoim wiejskim domku pod Nowym Jorkiem, i zamiast kupować akcje, bał się usiąść do komputera, by zalogować się na swoje konto maklerskie. Wolał sprawdzić prognozę pogody.

Jestem sparaliżowany. Mam akcje od prawie 40 lat. Przeżyłem, a nawet dobrze prosperowałem w czasie czterech rynkowych katastrof – pisze. Teoretycznie powinien był przygotowany na każdy kryzys, a tymczasem – patrząc kilka tygodni wstecz, gdy epidemia dopiero zaczynała zbierać śmiertelne żniwo - naruszył większość swoich sprawdzonych zasad. „Pozwoliłem emocjom wpływać na moje decyzje”.

Stewart inwestował w akcje od 1982 roku, w 1987 – gdy kryzys dopadł amerykańską giełdę - sprzedał swój pakiet, a ponieważ uznał wtedy, że popełnił błąd, ślubował sobie, że nigdy więcej nie wpadnie w panikę. To uratowało go podczas kolejnych kryzysów, strategia sprawdzała się przez dziesięciolecia, pozwalała zarabiać gdy inni tracili.

James B. Stewart początkowo, z finansowego punktu widzenia, nie martwił się wirusem. Zakażenia ograniczały się do Chin, pojawiło się wprawdzie kilka przypadków w USA, jednak większość w jednym domu opieki w stanie Waszyngton.

Wszyscy mówili, że mamy lepszą opiekę medyczną, lepszą jakość powietrza i skuteczniejsze środki zapobiegania rozprzestrzenianiu się niż Chiny. Jako inwestor przeżyłem wiele przerażających wirusów - SARS, MERS, świńska grypa, Ebola - a ich spustoszenia nie miały zauważalnego wpływu na Amerykę. Nawet niszczycielska epidemia AIDS miała niewielki wpływ na całą gospodarkę lub dynamicznie rozwijający się rynek.

Kupił akcje.

  • Mój stłumiony zapał i optymizm przerosły moją zdyscyplinowaną strategię. Nie podjąłem świadomej decyzji, aby go złamać – pisze Stewart.

Po kilku dniach uświadomił sobie, że popełnił błąd, bo notowania spadały, powinien więc poczekać.

Czułem się głupio, winiłem się za łamanie moich zasad.

Stewart relacjonuje dzień po dniu swoje kolejne decyzje, które – w większości przypadków – nie były trafne. Koronawirus był coraz bliżej, pojawiły się dramatyczne obrazy z Włoch, prezydent Trump zamknął połączenia lotnicze z Europą. Notowania akcji spadały, można było tanio je kupić, ale Stewart nawet tego nie zauważył, bo był zajęty anulowaniem zaplanowanych wakacji na Wyspach Dziewiczych, zastanawiał się już nad perspektywą swojej izolacji, czyli nad czymś, co jeszcze kilka dni wcześniej wydawało się nie do pomyślenia.

Co gorsza, mój przyjaciel z Hiszpanii, zdrowy 40-latek, którego odwiedziłem w listopadzie, poważnie zachorował na wirusa. Leżał w śpiączce w szpitalu w Madrycie. Potem dowiedział się o zarażeniu kolejnych dwóch swoich bliskich znajomych.

Nie kupował akcji, choć wiedział, że powinien to robić. W końcu jednak nastąpiło przełamanie, Stewart wrócił do gry, sprawdził swój portfel, zainwestował.

Zebrałem się na odwagę, by zmierzyć się z prawdą, jakkolwiek ponurą. Postępowałem zgodnie z planem.

O swoich przeżyciach z ostatnich tygodni James B. Stewart rozmawiał z Frankiem Murthie, partnerem zarządzającym firmy doradczej MarketPysch i ekspertem w dziedzinie finansów behawioralnych. Murthie powiedział mu, że jego niechęć do patrzenia na swoje portfolio jest powszechna. „Obserwowanie, jak masz mniej pieniędzy, jest bolesne” – powiedział mu Murthie. „Jedną z najtrudniejszych rzeczy jest oddzielenie pieniędzy od ego i tożsamości”.

Udzielił mu jeszcze jednej bardzo ważnej rady, istotnej nie tylko dla inwestorów giełdowych:

Nic nie zmniejsza lęku bardziej niż podejmowanie działań. Możesz podejmować małe działania, które zaspokajają emocjonalną potrzebę zrobienia czegoś bez narażania finansów na nadmierne ryzyko”.

Murthie przestrzegł go przed definitywnym opuszczeniem rynku, wycofaniem się z inwestowania:

Po wyjściu na zewnątrz dźwignia emocjonalna działa przeciwko tobie. Albo rynek spada dalej, co potwierdza twój strach. Albo idzie w górę i nie chcesz kupować. Potem robi się coraz gorzej. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak trudno jest wrócić.

James B. Stewart przyznaje, że nic, czego doświadczył w przeszłości, nie przygotowało go na obecny krach.

Opowieść znakomitego dziennikarza biznesowego i zarazem doświadczonego inwestora jest wstrząsająca. Ta katastrofa jest całkiem inna od tej, którą rynki przeżywały w ostatnich kilkudziesięciu latach. Pojawiła się niespodziewanie. Pierwsze sygnały ostrzegawcze przeszły bez echa, by potem poruszyć najgłębsze emocje, burząc nie tylko spokój, ale i utrwalona przez lata strategie.

James B. Stewart i Frank Murthie ostrzegają, by nie popełnić kolejnych błędów, które sprowadzają się do ucieczki, do wycofania się nie tylko finansowego, ale i emocjonalnego.

Bierność w obecnej sytuacji byłaby najgorszym z możliwych rozwiązań. Nic nie zmniejsza lęku bardziej, niż podejmowanie działań.

Komentarze