Wywiad gospodarczy

Wywiad Gospodarczy, dr Jacek Nasiłowski, Szpital na PGE Narodowym / autor: Fratria
Wywiad Gospodarczy, dr Jacek Nasiłowski, Szpital na PGE Narodowym / autor: Fratria

Szpital na Narodowym dziełem rządu, więc opozycja go niszczy

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano: 4 grudnia 2020, 15:38

  • 1
  • Powiększ tekst

Ekipa szpitala tymczasowego na Stadionie Narodowym nie tylko mierzy się z samym koronawirusem. Musi mierzyć się też z politycznym hejtem oraz falą fake newsów. W piątkowym Wywiadzie Gospodarczym w telewizji wPolsce.pl Maksymilian Wysocki rozmawiał doktorem Jackiem Nasiłowskim, pulmonologiem i lekarzem szpitala tymczasowego na Stadionie Narodowym. Wyjaśniamy największe fake newsy związane z tym szpitalem polowym

Sprawa jest oczywista. Szpital został stworzony przez rząd i rząd pokazywał, że jest to jego twór i dlatego opozycja robi wszystko, żeby zdewaluować ten szpital i tu wszystko ma podłoże polityczne. Niestety, walka, która trwa od wielu lat, się nie kończy, a my jesteśmy tylko ofiarą tej walki - mówi dr Jacek Nasiłowski, pulmonolog, lekarz szpitala tymczasowego na Stadionie PGE Narodowy.

Szereg nieprawd, półprawd i czasem ordynarnych manipulacji, to poza pacjentami chorymi na COVID-19 druga plaga, która dotyka tymczasową placówkę medyczną na Narodowym. Na co dzień lekarze tam pracujący są zbyt zajęci, by prostować wszystkie manipulacje związane z tym szpitalem. Jednak ich poziom jest już tak duży, że przedstawiciele placówki znaleźli dla nas czas, by wyjaśnić kilka zasadniczych kwestii.

Przede wszystkim „szpital na Narodowym” mierzy się z falą politycznego hejtu

Regularnie powtarzane są nieprawdziwe informacje o kosztach leczenia i utrzymania stadionu, które posłowie prowadzący kontrolę poselską wzięli z dokumentu, który w istocie był modelem finansowym i ma się nijak do rzeczywistości, ponieważ pokazuje on koszty szpitala przy maksymalnym możliwym obłożeniu pacjentami.

To nam realnie szkodzi, za to bardzo demotywuje zespół medyczny, który czuje się dotknięty – oceniają przedstawiciele szpitala. Dlatego postanowiliśmy zająć się tym tematem.

Rozliczenia „czy się stoi, czy się leży” i ogromne zarobki lekarzy

W dwóch innych szpitalach proponowano mi stawkę godzinową o 25 proc. wyższą niż tutaj w Warszawie. Ale byłem już tu zaangażowany, a pieniądze nie są w tym wszystkim najważniejsze i myślę, że tak też do tego podchodzi większość lekarzy - komentuje dla telewizji wPolsce.pl i portalu wGospodarce.pl dr Jacek Nasiłowski, pulmonolog, lekarz szpitala tymczasowego na Stadionie Narodowym.

Większość z 500 łóżek stoi pusta, a i tak płaci za nie NFZ?

Nie, rozliczanie jest od pacjenta, nie od łóżka.

Zarząd stadionu” zarabia po 600 000 zł miesięcznie?

Nie, nie ma czegoś takiego jak zarząd szpitala tymczasowego. Jest to filia Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA na Wołoskiej.

To są ci sami ludzie, którzy pracują na Wołoskiej i są oddelegowani tutaj. Jesteśmy po prostu kolejnym oddziałem szpitala na Wołoskiej - komentuje

Szpital odmawia przyjmowania chorych?

Nie, 3 grudnia Centrum Koordynacyjne odnotowało ponad 320 zgłoszeń pacjentów, z czego ponad 150 osób zostało przyjętych, przy czym po zmianie kryteriów przyjmowania zwiększył się odsetek kwalifikacji.

Są pewne kryteria kwalifikacji przyjęcia pacjenta tutaj, do szpitala polowego. Pamiętajmy, to nie jest w pełni wyposażony szpital i nie możemy narażać życia pacjentów, jeżeli wiemy, że danemu pacjentowi nie możemy tu pomóc. Obecnie przyjmujemy około połowy zgłoszeń. Teraz jest to ponad połowa, na początku było to mniej niż 50 proc. Jeżeli uważamy, że choremu nie możemy tutaj pomóc, wtedy mówimy, by znalazł się w szpitalu stacjonarnym, ze względu na jego, chorego, bezpieczeństwo.

Niestety, dla polityków chorzy to tylko pewne statystyki. Dla nas jest to konkretny człowiek i nie możemy narażać go na niebezpieczeństwo, jeżeli wiemy, że w takim szpitalu nie dostanie pełnej pomocy, takiej, jaką mógłby dostać w szpitalu regularnym. Stąd odmowa przyjęć głównie chorych w ciężkim stanie, albo takich, u których przewidujemy, że może ten stan się w szybkim tempie pogorszyć - ocenia dr Nasiłowski.

Jeżeli pacjent jest w stanie średnim, ale zaczyna jego stan drastycznie się pogarszać, zostanie on przeniesiony do szpitala regularnego.

Szpital drenuje kadrę z warszawskich szpitali?

Nie, w rzeczywistości personel Szpitala Narodowego, który pochodzi z Warszawy, dyżuruje w Szpitalu Narodowym w ramach dodatkowych godzin, poza normalnym czasem pracy. Każda osoba z personelu medycznego wykorzystuje swoje wolne godziny na pracę w szpitalu tymczasowym.

To ja poproszę, żeby ten szpital „zdrenowany” powiedział, ile kadry zostało zdrenowanej, itd. Oczywiście, to jest nieprawda. Tutaj są lekarze z całej Polski. To nie jest tak, że z jednego szpitala przyjechało tu pół personelu i ten szpital nie funkcjonuje. Nikt nie jest w stanie podać przykładu takiego zdrenowanego szpitala, tylko rzuca się właśnie takie kalumnie. – mówi dr Nasiłowski. I dodaje:

Sprawa jest oczywista. Szpital został stworzony przez rząd i rząd pokazywał, że jest to jego twór i dlatego opozycja robi wszystko, żeby zdewaluować ten szpital i tu wszystko ma podłoże polityczne. Niestety, walka, która trwa od wielu lat, się nie kończy, a my jesteśmy tylko ofiarą tej walki. Na szczęście nie mam czasu tego za bardzo śledzić.

Słynna „spowiedź” lekarza z Narodowego

Dziennikarz „Polityki” podał relację z rozmowy z jednym z lekarzy pracujących na PGE Narodowym. Napisał, że personel obiektu zakwaterowany został w 5-gwiazdowym hotelu Regent Warsaw Hotel, a na co dzień ma niewiele pracy, bo prawie nie ma pacjentów, niektórzy lekarze dyżurują w pustych sektorach, a zarobki personelu są wysokie, choć koszty funkcjonowania ogromne.

Myślę, że to bardzo pomogło, jeśli chodzi o rekrutację do naszego szpitala, także jesteśmy wdzięczni temu panu doktorowi… Oczywiście, jest to bardzo przykre. Z punktu widzenia ludzi, którzy naprawdę starali się i przez cały październik praktycznie tu mieszkali, bo to była praca od rana do wieczora, żeby było to bezpieczne dla personelu, żeby lekarze mieli komfort pracy i żeby mieli satysfakcję finansową. Sztab dołożył ogromnych starań, żeby tak było. Okazuje się, że i tak jest źle. Ale gdybyśmy przyjmowali „ciężkich” pacjentów i byłyby zgodny, to byłby zarzut, że mordujemy pacjentów, że to nie warunki do leczenia. Gdyby warunki bytowe były złe, to byłby zarzut, że nie dbamy o personel. Nie przejmowałbym się w ogóle tym, co piszą media, bo wiadomo, że to jest na zlecenie polityczne i tyle.

Co dalej? Tymczasowy musi być cały czas gotowy

z pandemią jest tak, że żadnych planów nie należy robić, bo się można bardzo oszukać, natomiast musimy się przygotowywać na coś bardzo złego i liczyć na to, że najgorsze nie przyjdzie. Mamy bardzo dużo stanowisk dla pacjentów, rozszerzamy kadrę, czyli prowadzimy nabór, mamy dużą ilość personelu w pogotowiu i w razie czego będzie on rozszerzony, a na razie zatrudniamy taką ilość personelu, której trzeba do tej ilości osób, które mamy. Czekamy w pogotowiu i szkolimy personel, zbieramy kadrę, zbieramy sprzęt, by być najlepiej przygotowanym w trosce o pacjentów.

ZOBACZ CAŁY WYWIAD:

Czytaj też: WIDEO. Szpital Narodowy na wielkie wyzwania

Czytaj też: Szpitale tymczasowe „ostatnią linią obrony”

Powiązane tematy

Komentarze