Im dłużej trwa kryzys, tym lepiej dla USA
Im dłużej trwa konflikt, tym więcej ropy i paliw mogą wyeksportować USA. W maju może paść kolejny rekord.
Weekendowe rozmowy USA z Iranem w Islamabadzie zakończyły się fiaskiem, a rynek zaczął tydzień od gwałtownego powrotu premii geopolitycznej. Ropa brent drożała na starcie poniedziałkowej sesji o 7,3 proc., do około 102 dolarów za baryłkę, po tym jak po nieudanych rozmowach CENTCOM zapowiedział blokadę całego ruchu wchodzącego i wychodzącego z irańskich portów, zatem im dłużej utrzymuje się zakłócenie przepływów przez cieśninę Ormuz i im dłużej rynek boi się o dostępność dostaw z Zatoki Perskiej, tym większą premię dostają amerykańskie baryłki, terminale eksportowe i rafinerie.
USA zwiększają udział w eksporcie ropy i paliw
Jeszcze przed marcowym skokiem napięcia na Bliskim Wschodzie USA wysyłały za granicę coraz więcej baryłek. Oficjalne dane Census za styczeń i luty 2026 r. pokazują, że łączny eksport ropy naftowej oraz energetycznych produktów ropopochodnych sięgnął średnio 9,06 mln baryłek dziennie, wobec 8,62 mln rok wcześniej, czyli był wyższy o 5,1 proc. r/r. Najmocniej rosły przy tym wolumeny produktów ropopochodnych bez samej ropy, gdzie wzrost sięgnął 9,6 proc. r/r, podczas gdy eksport samego surowca był praktycznie płaski. To ważny punkt wyjścia, bo pokazuje, że amerykański eksport paliw wchodził w konflikt już z dodatnią dynamiką wolumenową, a wojna raczej przyspieszyła ten trend, niż go stworzyła od zera.
Po wybuchu zakłóceń w rejonie cieśniny Ormuz rynek zaczął jednak kupować nie tylko sam surowiec, ale też amerykańską logistykę i relatywną dostępność baryłek. Reuters, powołując się na Kpler, pisał 1 kwietnia 2026, że marcowy eksport rafinowanych paliw z USA wzrósł do 3,11 mln baryłek dziennie z około 2,50 mln w lutym, czyli o 24,4 proc. m/m. To może wskazywać na dość prosty mechanizm: kiedy Europa i Azja zaczęły szukać zastępczych dostaw po ograniczeniu przepływów z Bliskiego Wschodu, część tego popytu została szybko przekierowana na amerykańskie paliwa i półprodukty. W tym układzie USA nie są pełnym substytutem dla Zatoki Perskiej, ale stają się jednym z pierwszych beneficjentów każdego przedłużającego się zakłócenia.
W maju USA mogą wyeksportować ponad 5 mln baryłek dziennie tylko samej ropy
To samo widać już w danych wysokiej częstotliwości dla kwietnia. Bloomberg podał 9 kwietnia 2026 r., ponownie za Kplerem, że kwietniowe załadunki amerykańskiej ropy zmierzają w kierunku około 4,9 mln baryłek dziennie, wobec około 3,97 mln w marcu, co oznacza wzrost o 23,4 proc. m/m. Jeszcze mocniej wygląda załadunek zakontraktowany na maj, eksport ropy z USA może wynieść wtedy około 5,0 mln baryłek dziennie, a liczba zakontraktowanych supertankowców na maj wzrosła już do 28 wobec około 5 zwykle na tym etapie miesiąca. Innymi słowy, rynek nie czeka na pełne uspokojenie sytuacji, tylko już teraz rezerwuje amerykańskie baryłki na kolejny miesiąc.
W tle widać też twarde potwierdzenie ze strony EIA. Czterotygodniowa średnia eksportu produktów naftowych wzrosła do 7,463 mln baryłek dziennie na tydzień kończący się 3 kwietnia 2026, wobec 6,806 mln pod koniec lutego, czyli o 9,7 proc. Łączny eksport ropy naftowej i produktów naftowych doszedł w tym samym ujęciu do 11,436 mln baryłek dziennie, czyli o 4,3 proc. więcej niż pod koniec lutego. Te serie są szersze niż węższa miara rafinowanych paliw z, ale kierunek pozostaje ten sam, im dłużej utrzymuje się luka podażowa po stronie Bliskiego Wschodu, tym większą część dodatkowego popytu przejmują amerykańskie terminale i rafinerie.
EIA nie widzi szybkiej ulgi
Kluczowe jest to, że nawet bazowy scenariusz EIA na maj nie zakłada pełnej normalizacji. W Short-Term Energy Outlook z 7 kwietnia 2026 r. EIA ocenia, że przymusowe ograniczenia wydobycia w krajach zależnych od cieśniny Ormuz wzrosły z 7,5 mln baryłek dziennie w marcu do 9,1 mln w kwietniu i nawet przy założeniu, że konflikt nie potrwa dłużej niż do końca kwietnia, w maju nadal wyniosą 6,7 mln baryłek dziennie. To może oznaczać, że maj pozostanie miesiącem bardzo mocnego popytu na eksport z USA, zwłaszcza że już teraz widać możliwość pierwszego trwałego wyjścia powyżej 5 mln baryłek dziennie dla samej ropy. Gdyby konflikt przeciągnął się dłużej niż zakłada obecnie EIA, ten kanał eksportowy mógłby jeszcze się wydłużyć.
Im dłużej trwa kryzys, tym lepiej dla USA
Najbardziej prawdopodobny scenariusz na maj po fiasku rozmów wydaje się więc jeszcze czytelniejszy. USA prawdopodobnie pozostaną jednym z głównych dostawców awaryjnych dla odbiorców wypchniętych z tradycyjnych szlaków bliskowschodnich, a eksport ropy i paliw powinien utrzymać się blisko tegorocznych maksimów lub nawet jeszcze je podnieść.
Ryzyko dla tej tezy nadal jest jedno szybka deeskalacja i realne odblokowanie cieśniny Ormuz. Na dziś rynek wycenia jednak scenariusz przeciwny, skoro ropa zaczęła tydzień wzrostem o około 7 proc., a Waszyngton po nieudanych rozmowach przeszedł od dyplomacji do presji militarno-logistycznej. Jeżeli to zakłócenie będzie się przeciągać, amerykański eksport może nadal rosnąć nie dlatego, że USA nagle produkują radykalnie więcej, ale dlatego, że świat dłużej potrzebuje łatwiej dostępnych dostaw z drugiej strony Atlantyku.
Daniel Kostecki, Analityk Rynków Finansowych, CMC Markets Polska
»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.