Informacje

Elektrownia Bełchatów / autor: mat. prasowe
Elektrownia Bełchatów / autor: mat. prasowe

Nierealistyczne żądania zielonych aktywistów

Agnieszka Łakoma

Agnieszka Łakoma

  • Opublikowano: 18 maja 2022, 17:08

    Aktualizacja: 18 maja 2022, 17:12

  • 12
  • Powiększ tekst

Fundacja Greenpeace Polska żąda, by największa polska firma energetyczna zamknęła swoje elektrownie i kopalnie w ciągu 8 lat. Eksperci odpowiadają: to nierealne i grozi katastrofą

Dziś Sąd Okręgowy w Łodzi odroczył proces w sprawie powództwa przeciwko spółce PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna, z którym wystąpił Greenpeace Polska, domagając się, by najpóźniej do 2030 roku zaprzestała emisji gazów cieplarnianych, pochodzących ze spalania węgla. PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna ma siedzibę w pobliskim Bełchatowie, gdzie działa największa w Europie elektrownia na węgiel brunatny. Poza tym do spółki należą kompleks Turów oraz elektrownia w Opolu (opalana węglem kamiennym). Zakłady należące do Polskiej Grupy Energetycznej dostarczają ponad jedną trzecią potrzebnej w kraju energii elektrycznej.

Zdaniem profesora Konrada Świrskiego z Politechniki Warszawskiej, od początku żądania Greenpeace były nierealne.

Ci, którzy mówią, że mamy w ciągu 8 lat zamknąć największe elektrownie, są po prostu nieodpowiedzialni – mówi prof. Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej. – To tak jakby ktoś podjął próbę zniszczenia społeczeństwa i gospodarki, doprowadzenia do paraliżu kraju, bo wstrzymanie dostaw energii z elektrowni PGE oznaczać będzie katastrofę wielkich rozmiarów. Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, co dzieje się, gdy brakuje energii.

Profesor Mielczarski przypomina, że elektrownie należące do Polskiej Grupy Energetycznej mają „kluczowe znaczenie” dla funkcjonowania całego systemu energetycznego w naszym kraju. Nawet eksperci wskazujący na znaczący potencjał odnawialnych źródeł energii w naszym kraju, przyznają, że wniosek o zamknięcie elektrowni węglowych do 2030 roku jest po prostu nieracjonalny – mówi Konrad Świrski. „Nie jesteśmy w stanie przestawić systemu i odejść od węgla w ciągu 8 lat” – dodaje.

Zdaniem Władysława Mielczarskiego, nawet jeśli sąd uznałby argumenty Fundacji Greenpeace i nakazał zamknięcie elektrowni, to nie można będzie tego zrobić w 2030 roku. Bo nie mamy alternatywy, zwłaszcza biorąc pod uwagę obecną sytuację geopolityczną, wojnę na Ukrainie, sankcje, obawy o dostawy gazu i ceny surowców – dodaje ekspert.

Profesor Świrski podkreśla, że obecnie najważniejszym celem nie tylko dla Polski ale całej unii jest bezpieczeństwo energetyczne i zapewnienie dostaw surowców na okres zimowy. Wszyscy widzą, co się dzieje, a problemy z dostawami i wysokie ceny gazu powodują, że po prostu trzeba „chwilowo” postawić na węgiel i z niego korzystać - dodaje.

W opinii prof. Mielczarskiego, trudno spodziewać się, że w szybkim czasie powstaną elektrownie gazowe, a to gaz miał być tzw. paliwem przejściowym w okresie transformacji energetyki. Każda instytucja finansowa zanim pożyczy pieniądze na budowę bloku gazowego, najpierw zapyta o wieloletni kontrakt na dostawę surowca, by ocenić opłacalność produkcji energii - mówi. „Obecny czas wybitnie nie sprzyja ani takim kontraktom ani nowym inwestycjom”.

Polska energetyka głównie oparta jest na węglu (trzy czwarte energii pochodzi elektrowni węglowych). Profesor Świrski przypomina, że nikt w Unii Europejskiej nie wymaga od Polski rezygnacji z węgla do 2030 roku. I wskazuje na istotną różnicę Greenpeace w Polsce i w Niemczech w podejściu do kwestii rezygnacji z węgla.

Niemiecki Greenpeace podpisał się pod rządowymi planami, według których w 2038 roku zakończy się w Niemczech spalanie węgla w energetyce. Tym bardziej niezrozumiałe jest podejście organizacji w naszym kraju. Powstaje pytanie, dlaczego Polska ma wyprzedzać Niemcy w transformacji energetycznej, choć ma mniejsze środki i możliwości – dodał.

Z danych opublikowanych w lutym przez Eurostat wynika, że największym emitentem CO2 w Europie są Niemcy. W trzecim kwartale 2021r. emisje u naszych zachodnich sąsiadów osiągnęły poziom 189 mln t (ekwiwalentu CO2), na drugim miejscu była Polska (102 mln t), zaś w całej Unii wyniósł 881 mln t.

Fundacja Greenpeace już cztery lata temu ostrzegała, że wystąpi przeciwko PGE, jeśli firma nie podejmie działań na rzecz redukcji emisji w swoich elektrowniach węglowych. A ponieważ mediacje w tej sprawie (odbyło się jedno spotkanie) nie przyniosły efektu, w marcu 2020 roku wystąpiła z pozwem. Dziś sędzia Sylwestra Przybysz zaproponowała obu stronom ponowne podjęcie mediacji, które mogłyby doprowadzić do ugody.

Czytaj też: Bezprecedensowy atak Greenpeace na suwerenność energetyczną Polski

Agnieszka Łakoma, PAP

Powiązane tematy

Komentarze