Informacje

Zdjęcie ilustracyjne / autor: Fratria
Zdjęcie ilustracyjne / autor: Fratria

Falenta o Tusku, rzekomej łapówce i Rosjanach

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano: 1 listopada 2022, 21:16

  • 0
  • Powiększ tekst

W ujawnionych kilka tygodni temu na prośbę Donalda Tuska zeznaniach Marcina W. okazało się, że pod rygorem odpowiedzialności karnej do 8 lat więzienia, były wspólnik Falenty zeznał, że wręczył Michałowi Tuskowi (dziś główny specjalista ds. inwestycji w ZTM Gdańsk, prywatnie syn przewodniczącego PO) 600 tys. euro w reklamówce. Falenta dla portalu tvp.info komentuje te informacje oraz ujawnia okoliczności spotkania z Rosjanami w 2014 r.

Biznesmen Marcin W. swoje zeznania w sprawie rzekomej łapówki i tego, za co miała zostać przekazana, złożył dwukrotnie: w listopadzie 2017 r. w Katowicach i w lipcu 2018 r. w Łodzi. Za każdym razem w charakterze świadka, czyli pod rygorem odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań do 8 lat pozbawienia wolności.

Kontrakt miał być tak duży, że nie byliśmy sami w stanie go zrealizować. Ciech nie mógł wówczas, jako jeszcze spółka państwowa zakupić węgla pochodzącego z Rosji, choć myślę, że afera mogłaby być również po prywatyzacji Ciechu, że dokonują zakupu do Polski węgla pochodzącego z Rosji. Miało to być poukładane w taki sposób, że K. skupi węgiel S., a my z kolei Ciechu – zeznał w 2018 r. Marcin W.

Ciech potrzebował około 1 000 000 ton węgla rocznie. Kontrakt ten miał opiewać mniej więcej na taką właśnie ilość węgla. Szacuję, że kontrakt opiewałby na kwotę 100 000 000 – 120 000 000 dolarów rocznie. M.F., jak też ja, byliśmy zainteresowani tym, bo to po prostu był dla nas biznes. Trzeba było jednak mieć na to zgodę Rządu Rzeczypospolitej. M.F. twierdził, iż jest w stanie to załatwić, tylko potrzeba na to z tego co pamiętam 600 000 euro, które miało być przekazane, jak to mówił M.F. „dla Tuska” w szerokim tego słowa znaczeniu, bo nie wiem czy chodziło o partię, czy o samego Donalda Tuska, czy o rząd w znaczeniu wówczas rządzących Polską, w każdym razie pieniądze te odbierał od nas M.T. – syn byłego premiera. (…) To miała być łapówka za zgodę na zawarcie kontraktu między spółką Ciech S.A. – czytamy w protokole.

Jak zeznał Marcin W. „nawet po prywatyzacji Ciechu trzeba by zapłacić stronie rządowej łapówkę, bo to były takie czasy”.

Marek Falenta, były wspólnik W. pytany przez portal tvp.info o tę znajomość, mówi, że „przez długi czas myślał, że jest normalnym przedsiębiorcą”, a z perspektywy czasu to była jego „największa biznesowa porażka”. Mówiąc o Marcinie W. odnosi się również do konferencji prasowej Donalda Tuska, zwołanej kilka tygodni temu w reakcji na publikacje „Newsweeka”.

Nasza współpraca zakończyła się bardzo szybko, w momencie zatrzymania Marcina W. przez prokuraturę w Bydgoszczy w ramach „interwencji” Donalda Tuska, do czego w końcu po 8 latach publicznie się przyznał na konferencji prasowej. Donald Tusk publicznie też przyznał, że zrobił to na podstawie podejrzenia o wyłudzenie VAT. Po latach, tak jak cały czas mówiliśmy nie było żadnego wyłudzenia, bo Urząd Skarbowy zwrócił syndykowi SkładówWegla.pl cały należny VAT. Potwierdziło się, to co mówiłem od początku, ze nasza POLSKA firma został zniszczona na zlecenie polityczne przez Donalda Tuska – mówi Falenta.

Pytany o spotkanie z Rosjanami w 2014 r. w trakcie którego – według wyjaśnień, jakie w charakterze podejrzanego (bez rygoru odpowiedzialności karnej za kłamstwo) złożył Marcin W. – miało dojść do sprzedania Rosjanom taśm z warszawskich restauracji, Falenta mówi, że były wspólnik obciąża go, bo broni się przed odpowiedzialnością karną.

Po pierwsze nigdy nie spotkałem nikogo z rosyjskich służb, po drugie nie znałem nikogo z osób, które W. przedstawił mi w Kemerowie, po trzecie nigdy nikomu nie sprzedałem żadnych nagrań. Jeżeli ktoś jest w stanie sobie wyobrazić, że sprzedaję nagrania Rosjanom, których widziałem pierwszy raz w życiu, to musi mieć ogromną wyobraźnię, co najmniej taką jak W. – odpowiada Falenta, podkreślając, że to jego były wspólnik namówił go do tej wizyty „żeby przedstawić go swoim kontrahentom”.

Przylecieliśmy do nich i pojechaliśmy na spotkanie w biurze do pana Igora Prokudina. W spotkaniu brało udział około siedmiu osób. Odbywało się w całości w języku rosyjskim i prowadził je W. z prezesem KTK Polska panem Piotrem Matuszakiem. Przed spotkaniem W. prosił mnie, żebym się nie odzywał, bo tylko on dobrze ich zna i ich zwyczaje – mówi portalowi tvp.info biznesmen.

Po ustaleniach pojechaliśmy do jakiejś posiadłości, gdzie strzelaliśmy do rzutek. To był ostatni raz, gdy widziałem Prokudina. Potem pojechaliśmy do domu, w którym mieliśmy spać. Zjedliśmy kolację, byliśmy w bani i poszliśmy spać – relacjonuje Falenta.

W spotkaniu uczestniczyli Ivan Gepting, wtedy dyrektor handlowy, Piotr Matuszak i my. Nie było żadnych agentów obcych służb. Nikt mnie nie poprosił o wyjście z bani. Raczej takie sprawy najlepiej załatwia się właśnie w saunie, a nie poza nią. Nikomu nie obiecywałem żadnych nagrań ani nikt ich ode mnie nie chciał. Nie rozmawiałem o tym nigdy z W. Rozumiem jego sytuację procesową i dlaczego tak musi mówić. W wyniku popełnionych tak wielu przestępstw grozi mu recydywa i walczy o jak najmniejszy wymiar kary – twierdzi.

Falenta pytany o historię z łapówką 600 tys. euro, przekazaną w reklamówce dla Michała Tuska, mówi tajemniczo: „Odpowiedź na to pytanie pozostawię sobie na komisję śledczą bądź weryfikacyjną”.

Falenta odniósł się też do słów Donalda Tuska, który przekonywał, że celem walki z jego firmą, było zablokowanie importu rosyjskiego węgla do Polski.

Donald Tusk jako premier polskiego rządu nie miał prawa wydawać poleceń, żeby zniszczyć polską firmę. Import rosyjskiego węgla był wtedy dozwolony. Jeśli chciał zablokować import, to mógł zrobić to jedynie ustawą, a nie używając do tego putinowskich metod i nasyłać służby specjalne. Uważam, że Donald Tusk dokonując – jak sam to określił – „interwencji” złamał prawo i powinien odpowiedzieć karnie. Przyznał się do tego publicznie. Nikt mi nie chciał mi uwierzyć, gdy osiem lat temu o tym mówiłem. Najpierw przyszli do mnie żeby zabrać mi firmę za złotówkę, a jak się nie zgodziłem to ją zniszczyli. Za jego rządów było wiele takich nielegalnych interwencji na polskich przedsiębiorcach – powiedział.

Rozmówca portalu tvp.info skomentował też sprawę relacji Marka W. z Grzegorzem Napieralskim. – W. mówił mi, że przyjaźnił się z Napieralskim i chwalił się, że przekazywał mu pieniądze. Mówił też, ze jeździli razem na wakacje – mówił Falenta.

Tvp.info/RO

Powiązane tematy

Komentarze