Informacje

Rumuńscy rolnicy protestują na głównej drodze w wiosce Afumati, 20 km na północny wschód od Bukaresztu / autor:  PAP/EPA/Robert Ghement
Rumuńscy rolnicy protestują na głównej drodze w wiosce Afumati, 20 km na północny wschód od Bukaresztu / autor: PAP/EPA/Robert Ghement

Ekspert: Protesty w Rumunii to element wojny hybrydowej

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano: 21 stycznia 2024, 15:31

  • 1
  • Powiększ tekst

Trwające od ponad tygodnia protesty rumuńskich rolników i przewoźników to sprawa polityczna i element wojny hybrydowej – ocenił Cristian Pirvulescu, rumuński politolog.

Ten protest nie ma charakteru socjalnego, konstruktywnego, lecz stał się elementem gry politycznej” – podkreślił ekspert.

Dlaczego te protesty wybuchły właśnie teraz i trwają, pomimo tego, że rząd deklaruje gotowość do ustępstw? To proste. One wpisały się w tę antyunijną, antynowoczesną falę, która stała się instrumentem rosyjskiej wojny hybrydowej” – zaznaczył Pirvulescu.

Moim zdaniem w zupełnie nieproporcjonalny sposób protest ten nabiera charakteru antyukraińskiego. Blokowane są przejścia na granicy z Ukrainą, a także port w Konstancy, który jest kluczowy dla ukraińskiego eksportu (w związku z blokadą Morza Czarnego przez Rosjan)” – dodał analityk.

Problemy występują, ale one nie są związane z Ukrainą. Jednak w Rumunii, podobnie jak w innych krajach, są siły, które wykorzystują frustrację, rozczarowanie +systemem+, niechęć do Unii, do postindustrialnej gospodarki. Dlatego ten protest jest polityczny, a nie socjalny” – uważa politolog.

Od ubiegłej środy przewoźnicy i rolnicy rumuńscy protestują, blokując drogi krajowe oraz przejścia graniczne - m.in. z powodu wysokiej akcyzy na olej napędowy i cen ubezpieczenia OC, utrudnień na granicach w związku z dużą ilością pojazdów z Ukrainy, ale także szeregu zmian legislacyjnych, które weszły w życie wraz z początkiem roku 2024. Rolnicy oczekują od rządu różnych form wsparcia, tłumacząc, że w związku z suszą w poprzednich latach, skutkami wojny na Ukrainie i preferencjami dla tamtejszych producentów, a także wahaniami cen produktów rolnych pogorszyły się warunki ich działalności.

W czwartek rumuński rząd ogłosił szereg działań w odpowiedzi na żądania protestujących rolników i przewoźników, a kolejne mają zostać przyjęte w drodze zmian prawnych. Chodzi m.in. o dopłaty dla rolników, odroczenia spłaty rat kredytów, ułatwienia dotyczące przeglądów technicznych (można je będzie zrealizować na terenie gospodarstw) czy praw jazdy (kat. B będzie uprawniać do prowadzenia ciągnika). Dyskutowane są również zmiany prawne, które mają obniżyć ceny polis OC i zwiększyć zakres tolerancji przy przekroczeniu wagi ciężarówek.

Transportowcy i rolnicy nie rezygnują jednak z protestów, a w niedzielę ma rozpocząć się manifestacja w Bukareszcie. Władze miasta wydały zgodę na trzydniową demonstrację w stolicy (wcześniej protestującym na ciężarówkach i traktorach nie pozwalano na wjazd do miasta).

Cristian Preda, dziekan Wydziału Nauk Politycznych Uniwersytetu Bukareszteńskiego, przypomniał, że Rumunia rozpoczęła rok wyborczy – w tym sezonie politycznym kraj czekają cztery kampanie wyborcze, w tym wybory parlamentarne i prezydenckie.

Jest zatem zrozumiałe, że należy oczekiwać nasilenia protestów różnych grup społecznych. Jednak w szerszym kontekście jest to starcie polityczne. Nacjonaliści, grający na nastrojach antyunijnych i antyukraińskich, widzą w tym swoją szansę. Kto jeszcze jest tym zainteresowany? Oczywiście Rosja” - ocenił Preda.

Największymi poszkodowanymi są ukraińscy kierowcy, bo ich praca jest blokowana. Nasi transportowcy i rolnicy zapewne wkrótce osiągną porozumienie z rządem” – dodał rozmówca PAP.

George Simion, lider nacjonalistycznego Związku na rzecz Jedności Rumunów (AUR) czy ekscentryczna prorosyjska senator Diana Sosoaca, próbowali przed kamerami dołączyć do protestów, lecz zostali wygwizdani.

To jest mylące, ponieważ w rzeczywistości ten protest, w duchu, ma właśnie taki charakter – antyukraiński, antysolidarnościowy, a przy tym – antysystemowy. Napędza go frustracja” – przekonuje Preda.

To jest narracja, według której w kraju i poza nim działają postindustrialne elity, które zdradziły prawdziwych Rumunów. Oraz +słuszne siły+, broniące ich prawa do taniego oleju napędowego” – zaznaczył Pirvulescu.

Według Predy rumuński rząd „płaci obecnie za swoją niejednoznaczną postawę i brak zdecydowania” w sprawie nagłaśniania pomocy udzielanej Ukrainie.

Rząd chce być po słusznej stronie w konflikcie Rosji z Ukrainą, ale ze względu na istnienie w kraju sił, które sięgają po antyukraińską retorykę, nie chciał i nie chce mówić wprost o skali pomocy. W ten sposób sam wskazał swoje słabe miejsce. Solidarność wymaga odwagi” – podkreślił Preda.

W jego opinii koalicja utworzona dwa lata temu przez tradycyjnie rywalizujących socjaldemokratów z PSD i liberałów z PNL nie chce być postrzegana jako „zbyt proukraińska”, chociaż konsekwentnie wspiera Kijów.

Elektorat nacjonalistyczny, w dużej mierze antyunijny i antyukraiński, to około 30 proc. społeczeństwa. Partia AUR George Simiona jest głównym beneficjentem tych nastrojów – nacjonalistyczni wyborcy z PNL i PSD zaczęli skłaniać się ku niemu po powstaniu koalicji, a obecnie zdobywa on w sondażach około 20 proc. Kolejne 5 proc. Rumunów deklaruje poparcie dla wprost prorosyjskiej Diany Sosoaki. PSD i PNL chcą za wszelką cenę utrzymać ten elektorat u siebie” – zauważył Preda.

Czytaj także: Terror Huti gorszy niż pandemia?

PAP

Powiązane tematy

Komentarze