Amerykański sen Polonii. 50 lat Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej
O drodze od biurka w rogu stołówki na nowojorskim Greenpoincie do aktywów rzędu 3 miliardów dolarów, o podążaniu za migracją Polaków na Florydę oraz o tym, dlaczego amerykańscy żołnierze są najlepszym gwarantem inwestycji w Polsce, rozmawiamy z Bogdanem Chmielewskim, prezesem Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej (PSFCU).
Panie prezesie, spotykamy się w wyjątkowym momencie. Mija 50 lat od chwili, gdy w Nowym Jorku powstała niewielka kasa pożyczkowa dla Polaków. Dziś zarządzacie aktywami rzędu 3 miliardów dolarów. To chyba dobry moment na podsumowania?
Bogdan Chmielewski: To niewątpliwy sukces Polonii. 50 lat temu grupa entuzjastów skupionych wokół księdza Longina Tołczyka, kapłana pochodzącego z Podlasia, postanowiła założyć bank bez kapitału zakładowego. Jedyną formułą, jaką mogli wówczas wykorzystać, była właśnie kasa spółdzielcza. Wzorowali się na innych rozwiązaniach, między innymi na Ukraińcach, którzy mieli już wtedy swoje kasy kredytowe. Zaczynaliśmy od jednego biurka w rogu stołówki na Greenpoincie. Dziś mamy 24 oddziały w pięciu stanach: Nowym Jorku, New Jersey, Illinois, Pensylwanii i Connecticut, a niedługo otworzymy placówkę w szóstym – na Florydzie. Obsługujemy prawie 130 tysięcy członków i jesteśmy chyba największym polskim pracodawcą na rynku amerykańskim, zatrudniającym prawie 400 pracowników. Rok ubiegły zamknęliśmy rekordowym zyskiem netto w wysokości 24 milionów dolarów. To realizacja amerykańskiego snu na skalę całej Polonii.
- To sukces amerykańskiej Polonii, Polaków, którzy doskonale znaleźli się w realiach amerykańskiego systemu finansowego, czy może kwestia formuły – spółdzielczej kasy, unii kredytowej?
- Zarówno nasi pracownicy, zarząd, my również jesteśmy Polakami. Żyjemy w tej samej społeczności, robimy zakupy w tych samych sklepach, chodzimy do tych samych kościołów, nasze dzieci chodzą do tych samych szkół polonijnych. Także doskonale rozumiemy potrzeby tej społeczności. Nasze zaangażowanie jako instytucji polonijnej - to ta druga część naszej misji. Pierwsze zadanie, to oczywiście to najważniejsze: bycie silną i stabilną instytucją finansową, a taką jesteśmy. No i drugie - to wspieranie środowiska, w którym działamy, czyli Polonii w Stanach Zjednoczonych.
- Wspomina Pan o zyskach, ale Unia Kredytowa to nie bank komercyjny. Na czym polega ta różnica? Bo przecież musi Pan konkurować z bankowymi gigantami takimi jak Bank of America czy JP Morgan.
- Podstawowa różnica to formuła działalności. Jesteśmy instytucją non-profit. Oczywiście musimy wypracowywać zysk, by zachować stabilność finansową całej instytucji, ale jego nadwyżka nie trafia do kieszeni akcjonariuszy, jak w bankach komercyjnych. Nasi członkowie wiedzą, że przychodząc do nas, wspierają coś dobrego – stypendia, polskie szkoły czy wydarzenia kulturalne, z których korzystają oni lub ich dzieci. W skali roku to ponad 900 tysięcy dolarów w dotacjach na szkoły, parafie i organizacje oraz ponad 600 tysięcy na stypendia dla młodzieży. Nasz budżet marketingowy to ponad 3 miliony dolarów, z czego co najmniej 80 procent przeznaczamy na sponsorowanie wydarzeń polonijnych i polskich mediów. To nas odróżnia od banków komercyjnych, gdzie CSR jest tylko dodatkiem budującym wizerunek. U nas to jeden z głównych elementów działalności. Pracowałem kiedyś w dużym banku komercyjnym i wiem, że tam indywidualni klienci z oszczędnościami rzędu 20 czy 30 tysięcy dolarów często traktowani są jak kłopot. Liczą się ci z milionami. My wypełniamy tę niszę. U nas każdy członek jest traktowany tak samo, bez względu na to, czy ma na koncie 10 tysięcy, czy milion dolarów.
- Jak unie kredytowe mogą dziś skutecznie konkurować o lojalność młodych ludzi, dla których tradycyjna bankowość coraz częściej sprowadza się wyłącznie do aplikacji mobilnej?
- Ponad trzydzieści procent naszych członków to są ludzie, którzy należą do tak zwanej generacji Z, czyli ludzie młodzi. Jesteśmy z nimi od początku, bo jak już się rodzą ci nasi młodzi Polacy w Stanach Zjednoczonych, my staramy się, aby rodzice czy też dziadkowie od razu otwierali im konta w unii kredytowej. Potem mamy cały plan - pierwszą kartę debetową, potem kredytową, potem pożyczki studenckie, pierwsze pożyczki na samochód. I muszę przyznać, że ci młodzi ludzie, którzy mieli otwarte konta jako małe dzieci, zostają z nami na długie lata. I warto też dodać, wspomniany już, program stypendialny, z którego skorzystało już kilka tysięcy młodych Polaków w Stanach Zjednoczonych, którzy, żeby dostać stypendium od nas, muszą być oczywiście członkami Unii.
- Nie są klientami, a członkami społeczności, spółdzielni i zostają na dłużej…
- Ci ludzie pamiętają, że dostali od nas stypendia, że chodzili do polskiej szkoły, którą wspieramy. Ale też nie zapominamy, że młodzi ludzie muszą otrzymać bardzo dobry serwis, przede wszystkim usługi elektroniczne. I to jest kolejne wyzwanie, bo wiemy, że bankowość elektroniczna wbrew pozorom nie jest tania. My możemy sobie na to pozwolić i wprowadzamy nowe rozwiązania technologiczne, bankowość mobilną. Staramy się dać tym młodym ludziom to, czego potrzebują, by mogli wszystko wykonać na swoim telefonie, bez wychodzenia z domu. Takie są dziś oczekiwania.
- To jest jednak zawsze balans pomiędzy koniecznością dostarczenia usług elektronicznych, tego nowoczesnego bankowania, a kwestią zapewnienia bezpieczeństwa środków i klientów.
- Trzeba być cały czas on-line, śledzić trendy, dostosowywać się, inwestować w zabezpieczenia. Może to nawet nie jest balans. My stawiamy zawsze na cyber security, czyli na bezpieczeństwo. To jest dla nas najważniejsze. Czasami oznacza pewne ograniczenia dla klientów, ale staramy się wytłumaczyć naszym członkom, że te ograniczenia są właśnie po to, żeby ich środki były bezpieczne. Zwrócę też uwagę na pewne zjawisko, z którym wciąż się spotykamy. Z jednej strony musimy dostarczać jak najlepsze usługi elektroniczne, a z drugiej strony mamy całą grupę klientów, którzy przychodzą i chcą wydrukować książeczkę oszczędnościową przy kasie. A to są też bardzo ważni członkowie Unii, bo to ludzie, którzy są z nami przez 40 czy ponad 40 lat, od początku i są przyzwyczajeni, że muszą mieć wydruk… No i bank komercyjny powie: „Nie, nie, nie mamy już takiej usługi”. A my staramy się jednak odpowiedzieć na te potrzeby.
- Wspomniał pan, że w marcu planujecie otwarcie oddziału w Port Charlotte na Florydzie. Unia działa już w pięciu stanach. Ta ekspansja na terenie Stanów Zjednoczonych jest związana z migracją Polaków, z miejscami, w których są Polacy. Czy to jest jakiś element szerszej strategii umacniania kapitału?
- Bardzo dokładnie śledzimy ruchy migracyjne Polaków w Stanach Zjednoczonych i otwarcie oddziału na Florydzie jest tego najlepszym przykładem. W tej chwili bardzo duża grupa Polaków wyprowadza się nie tylko ze wschodniego wybrzeża, ale też z tych tradycyjnych skupisk Polaków, na Florydę. Atutem jest nie tylko pogoda, ale też możliwości kupna domu, bo rynek nieruchomości na Florydzie jest jednak tańszy niż na przykład w Nowym Jorku czy New Jersey. To też możliwości rozwinięcia nowych biznesów, bo Floryda to nie tylko emeryci, choć jest ich wielu. Otwieramy pierwszy oddział w Port Charlotte, bo według naszych szacunków jest to największe skupisko Polonii na terenie dużego przecież stanu. W przyszłości na pewno będą też inne oddziały.
- Ale mówimy też o tych Polakach, którzy zdecydowali się wrócić do Polski.
- Tak. Około 15 tysięcy naszych członków mieszka obecnie w Polsce, choć cały czas utrzymują swoje konta w Stanach Zjednoczonych, w naszej unii kredytowej. Trzeba to traktować jako sukces Polski – coraz więcej Polaków wraca do kraju. Rośnie poziom życia w Polsce. Ja też z przyjemnością często przylatuję do Polski, która przez ostatnie 20 lat rozwinęła się w niesamowitym tempie i naprawdę nie powinniśmy mieć, my jako Polacy, kompleksów wobec żadnego innego kraju.
- Kompleksów może nie mamy, natomiast potrzebujemy w Polsce inwestycji, potrzebujemy inwestorów, firm, również firm amerykańskich. Pana zdaniem takie zamieszanie, do którego doszło pomiędzy marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym a ambasadorem USA, Tomem Rose’em, żeby nie powiedzieć hejterski rajd pana marszałka wobec prezydenta Trumpa, może mieć wpływ na decyzje biznesowe w Stanach Zjednoczonych związane z inwestycjami w Polsce?
- Zanim odpowiem na to pytanie, muszę powiedzieć, że przede wszystkim jest to przykre dla nas, jako dla Polonii amerykańskiej. Chcielibyśmy, żeby relacje z Polską bez względu na to, kto jest u władzy w jednym czy w drugim kraju, były jak najlepsze. Wielu z nas ma podwójne obywatelstwo. Ja również. Także nie traktujemy jednego, czy drugiego kraju jakoś specjalnie. Po prostu urodziliśmy się i serce mamy w jednym kraju, a pracujemy i żyjemy w innym. I dla nas jest ważne, żeby relacje między Polską a Stanami Zjednoczonymi były jak najlepsze. Uważam, że to zamieszanie jest bezsensowne. Nie jestem politykiem, nie będę wyrażał się w języku polityka, tylko po prostu z takiego czysto racjonalnego punktu widzenia - jest to zupełnie niepotrzebne. Prezydent Trump jest prezydentem Stanów Zjednoczonych. On dba o interes Stanów Zjednoczonych. My jesteśmy Polakami, ale bez Stanów Zjednoczonych Polska, w kwestii bezpieczeństwa ma – trzeba to jasno powiedzieć - duży problem. Dlatego powinniśmy przede wszystkim brać pod uwagę właśnie kwestie bezpieczeństwa, a co za tym idzie też inwestycje. Pamiętam moją rozmowę z panem prezydentem Andrzejem Dudą, który powiedział, że jak będą w Polsce amerykańskie inwestycje, to Amerykanie przyjdą, żeby bronić tych inwestycji. Jak nie będzie amerykańskich inwestycji, to nie będzie i wojsk, bo Amerykanie nie będą mieli interesu w tym, żeby tutaj być.
- I odwrotnie, tam gdzie są amerykańskie wojska, tam jest też amerykański biznes.
- Dlatego musimy być bardzo ostrożni, tym bardziej jak ktoś jest drugą osobą w państwie, w wyrażaniu swoich opinii, zwłaszcza w wyrażaniu tych opinii publicznie.
- Biznes lubi ciszę… Ale nie lubi też nadregulacji.
- Rozmawiałem z wieloma osobami, które próbowały inwestować w Polsce, czy nawet tu zainwestowały. Wszyscy skarżą się jednak na procesy regulacyjne. Nie jestem specjalistą w tym zakresie, ale wiem z komentarzy, które słyszę, że regulacje Unii Europejskiej są w wielu punktach, dla wielu niezrozumiałe, delikatnie mówiąc. W Stanach jednak jest prościej. Są oczywiście segmenty gospodarki mocno regulowane – bankowość, oczywiście sprzedaż alkoholu, czy leków. Ale każda inna dziedzina takiego codziennego biznesu, otwarcie biznesu, prowadzenie firmy jest naprawdę proste. Celem administracji prezydenta Trumpa jest jak słyszymy, żeby to jeszcze bardziej uprościć. Nasz regulator, czyli National Credit Union Administration, zatrudnia cały sztab ekspertów, którzy mają uprościć regulacje działalności unii kredytowych.
- 50-lecie jest też takim momentem do przemyślenia strategii. To pytanie wprost, gdzie za 10 lat będzie Polsko-Słowiańska Unia Kredytowa?
- Za 10 lat? To jest wbrew pozorom krótki okres… Za mojej kadencji, a jestem prezesem od 2007 roku, każdy rok był rokiem wzrostu. Rosną aktywa w tempie 4 - 5 procent rocznie, rośnie liczba członków, liczba oddziałów - ostatnio każdego roku otwieramy średnio jeden oddział. I w tym tempie chcemy się rozwijać. Myślę, że następne 10 lat to będzie kontynuacja tej właśnie strategii. Polonia się bogaci w Stanach Zjednoczonych - a to, że się bogaci, przynosi też pewne skutki dla całej grupy społecznej. Wiele rodzin wyprowadza się z tych tradycyjnych skupisk polonijnych. Najlepszym przykładem jest tak zwane Jackowo w Chicago – dawne centrum polonijne, gdzie w tej chwili, jest tylko kościół świętego Jacka i w zasadzie wokół już nie ma już wcale Polaków. Ale właśnie dlatego, że Polacy się wyprowadzili w lepsze okolice, gdzie mogli kupić większe domy, większe posiadłości, chcą posłać dzieci do lepszych szkół i tak dalej.
- A czego życzyć Polsko-Słowiańskiej Unii Kredytowej na kolejnych 50 lat?
- Żeby nie zatraciła tego swojego polskiego charakteru, bo myślę, że to jest klucz do sukcesu. Coraz więcej Amerykanów otwiera u nas konta, bo my jesteśmy otwarci na wszystkich. Ale chciałbym i myślę, że tak będzie, bo to jest nie tylko moje życzenie, żeby Polsko-Słowiańska Federalna Unia Kredytowa za następne 50 lat była dalej przykładem olbrzymiego sukcesu, jaki Polonia odniosła w Stanach Zjednoczonych tworząc tak wspaniałą instytucję finansową od zera.
Rozmawiał Maciej Wośko ZOBACZ ROZMOWĘ W PROGRAMIE „PIĄTKA WGOSPODARCE”:
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.