Słoik miodu po nowemu. Przełom dla branży pszczelarskiej?
Rok 2026 może okazać się momentem przełomowym dla całej branży pszczelarskiej i dla konsumentów. Po wyjątkowo trudnym sezonie 2025, gdy zbiory miodu spadły niemal o połowę, rynek uczy się funkcjonować w nowej rzeczywistości niedoboru, rosnących kosztów i zmieniającego się prawa. Z jednej strony mamy kryzys produkcyjny, z drugiej prawdziwą rewolucję regulacyjną. Wszystko to sprawia, że każdy słoik miodu będzie wkrótce czytany znacznie uważniej niż dotąd.
Miniony sezon: sygnał ostrzegawczy dla Europy
Rok 2025 zapisał się jako jeden z najtrudniejszych dla rynku miodu w Polsce i w całej Unii Europejskiej od ponad dwóch dekad. Niekorzystne warunki pogodowe, wiosenne przymrozki, choroby pszczół oraz rosnące koszty produkcji doprowadziły do gwałtownego spadku zbiorów.
Według szacunków branżowych, produkcja miodu w Polsce w 2025 roku nie przekroczyła 17 tys. ton. To o około 40 proc. mniej niż w sezonach urodzajnych. Średnie zbiory z ula spadły do 10-12 kg, a w wielu regionach nawet poniżej 8 kg. W skali całej Unii Europejskiej produkcja obniżyła się o ok. 35 proc., co oznacza, że Europa pokrywa dziś jedynie 55-60 proc. własnego zapotrzebowania na miód. Najbardziej dotkliwy jest deficyt miodów odmianowych: akacjowego, lipowego, gryczanego i spadziowego.
„Europa stoi dziś w obliczu najpoważniejszego kryzysu pszczelarskiego od lat. To nie jest jednorazowy problem sezonowy, ale sygnał głębszych zmian klimatycznych i strukturalnych” – podkreśla Przemysław Rujna, Sekretarz Generalny Polskiej Izby Miodu.
W praktyce oznacza to jedno: miód staje się surowcem deficytowym. A gdy maleje podaż, rośnie presja cenowa.
Miód wychodzi z kuchni śniadaniowej
Na tym tle coraz większego znaczenia nabiera sektor HoReCa. Globalny segment foodservice rozwija się dynamicznie i według analiz ma rosnąć średnio o 8,74 proc. rocznie do 2030 roku (źródło: Mordor Intelligence). W Polsce rynek gastronomii i hoteli osiągnął w 2024 roku wartość 35,3 mld zł i po raz pierwszy od kilku lat odnotowały realny wzrost.
„Już od dłuższego czasu widać, że miód w hotelach i restauracjach przestał być wyłącznie dodatkiem do herbaty – zauważa Rujna. – Coraz częściej pojawia się w dedykowanych formatach gastronomicznych: saszetkach, tubkach, większych pojemnościach, a nawet w formie plastra w ramce na bufetach śniadaniowych. To rozwiązanie kulinarne, ale też wizerunkowe – budujące narrację o naturalności i jakości” – dodaje.
Kolejnym etapem jest pełnoprawne włączenie miodu do menu, m.in.: do sosów, dressingów, marynat, koktajli czy dań głównych. Dla przykładu - w Stanach Zjednoczonych miód znajduje się już w menu około 60 proc. restauracji, a liczba dań z jego udziałem wzrosła w ostatnich latach o ponad 25 proc. To pokazuje kierunek, w którym może podążyć także Europa.
Rewolucja na etykiecie
Jednak rok 2026 to nie tylko kwestia podaży i cen. To także rok fundamentalnych zmian regulacyjnych.
Już dziś obowiązuje ścisła definicja miodu wynikająca z Dyrektywy 2001/110/WE. Wg. niej miodem jest wyłącznie naturalnie słodka substancja produkowana przez pszczoły Apis mellifera. Produkty syntetyczne czy syropy cukrowe nie mogą posługiwać się tą nazwą. Ministerstwo Rolnictwa jasno podkreśla, że określenia typu „miód sztuczny” nie powinny pojawiać się na etykietach, nawet jeśli funkcjonują w nomenklaturze celnej.
Dodatkowo w czerwcu 2026 roku wejdą w życie nowe przepisy unijne dotyczące etykietowania. Każdy słoik mieszanki miodów będzie musiał zawierać dokładny wykaz krajów pochodzenia w kolejności malejącej według udziału wagowego wraz z procentowym udziałem każdego z nich.
Celem jest większa przejrzystość. W praktyce oznacza to jednak, że przez pewien czas na półkach funkcjonować będą równolegle nawet cztery różne systemy oznaczeń:
• ogólne oznaczenie „mieszanka miodów z UE i spoza UE” (dla części importu),
• precyzyjne wskazanie krajów pochodzenia (obowiązkowe dla polskich producentów od 18 kwietnia 2024 r.),
• produkty ze „starą” etykietą dopuszczone do sprzedaży do 18 kwietnia 2026 r.,
• nowy system z procentowym udziałem poszczególnych krajów (od czerwca 2026 r.).
Dla producentów to konieczność inwestycji w nowe etykieciarki, drukarki, aktualizację systemów IT i przeprojektowanie opakowań - często kosztem dziesiątek lub setek tysięcy złotych. Dla konsumentów zaś oznacza to okres przejściowy pełen sprzecznych komunikatów.
Zmiany idą w dobrym kierunku, bo konsument ma prawo wiedzieć, co dokładnie znajduje się w słoiku – zaznacza Rujna. – Ale bez realistycznego podejścia do wdrożenia mogą przynieść więcej zamieszania niż przejrzystości. – dodaje.
Nowe regulacje wymagają podania procentowego udziału miodów z poszczególnych krajów. W teorii to rozwiązanie idealne. W praktyce pojawia się pytanie: jak zweryfikować, że w słoiku rzeczywiście znajduje się 42 proc. miodu z Ukrainy i 36 proc. z Węgier? Unia Europejska zakłada rozwój nowoczesnych metod analitycznych takich jak spektroskopia, analiza izotopów stabilnych czy chemometria. Metody DNA, często przywoływane w debacie publicznej, nie są obecnie wystandaryzowane ani wystarczająco dokładne w przypadku miodu.
Koniec „szarej strefy”?
Równolegle w Polsce pojawił się obowiązek rejestracji każdej pasieki niezależnie od liczby uli i celu utrzymywania pszczół. Wraz z pełnym wdrożeniem unijnego Prawa o zdrowiu zwierząt pszczoły zostały formalnie uznane za zwierzęta gospodarskie, a utrzymywanie nawet jednego ula wymaga zgłoszenia do Powiatowego Lekarza Weterynarii. To element budowania systemu bezpieczeństwa epizootycznego, a nie nowej formy kontroli.
Na tle zmian regulacyjnych i rynkowych pojawia się jeszcze jedno wydarzenie, które może okazać się punktem zwrotnym dla całej branży. Pod koniec roku w siedzibie Głównego Inspektora Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych w Warszawie zainicjowano historyczny projekt stworzenia Bazy Polskich Miodów – referencyjnego zbioru autentycznych próbek z polskich pasiek. To pierwszy tak konkretny krok w kierunku nadania polskiemu miodowi unikatowego „odcisku palca”.
To jedno z najważniejszych przedsięwzięć ostatnich lat w obszarze ochrony jakości żywności. Projekt opiera się na szerokiej współpracy instytucji publicznych i branży, co daje realną szansę na stworzenie trwałego narzędzia wzmacniającego przejrzystość rynku i zaufanie konsumentów – podkreśla Przemysław Rujna.
Rok próby
Rok 2026 powinien przynieść pierwsze praktyczne efekty wspomnianych działań. Choć pełne wdrożenie systemu to proces wieloetapowy, już w nadchodzącym sezonie możliwe będzie wykorzystanie wstępnych danych referencyjnych w kontrolach jakości i weryfikacji pochodzenia. To oznacza realne wzmocnienie ochrony uczciwych producentów i wyraźny sygnał dla rynku: polski miód będzie identyfikowalny, mierzalny i coraz trudniejszy do podrobienia.
W połączeniu z nowymi zasadami etykietowania oraz obowiązkiem rejestracji pasiek, tworzy to spójny system - od ula, przez laboratorium słoik, aż po słoik. Jeśli te elementy zadziałają równolegle, 2026 rok może stać się momentem, w którym transparentność przestanie być deklaracją, a stanie się standardem.
Przemysław Rujna, Sekretarz Generalny Polskiej Izby Miodu
»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.