Informacje
Przepełnione kurniki sprzyjają transmisji wirusa ptasiej grypy / autor: Pexels
Przepełnione kurniki sprzyjają transmisji wirusa ptasiej grypy / autor: Pexels

Epidemia ptasiej grypy: czy służby jeszcze kontrolują sytuację?

Grzegorz Szafraniec

Grzegorz Szafraniec

Dziennikarz gospodarczy i publicysta z ponad 20-letnim doświadczeniem. Redaktor naczelny kilku uznanych miesięczników, głównie z sektora handlu i FMCG. Twórca największego portalu internetowego w sektorze retail – wiadomoscihandlowe.pl. Wydawca programów gospodarczych w TVP S.A. oraz Forum Ekonomicznego w Karpaczu w 2023 r.

  • Opublikowano: 27 kwietnia 2026, 17:15

    Aktualizacja: 27 kwietnia 2026, 17:49

  • Powiększ tekst

W polskim drobiarstwie narasta kryzys, który jeszcze niedawno można było próbować zdusić w zarodku. Dziś mamy już do czynienia z całą lawiną ognisk grypy ptaków, a działania rządu i podległych mu służb przypominają raczej rozpaczliwą próbę nadrobienia zmarnowanego czasu niż skuteczne zarządzanie śmiertelnym zagrożeniem.

Z najbardziej dramatyczną sytuacją mamy do czynienia tam, gdzie ryzyko było od początku oczywiste – w regionach o największym zagęszczeniu produkcji drobiarskiej. Powiaty żuromiński, mławski i sierpecki stały się epicentrum kryzysu, który rozwija się dokładnie według najczarniejszego scenariusza.

Mazowsze w epicentrum zakażeń

Gęsto upakowane fermy działają jak katalizator – wirus nie musi się nawet specjalnie „starać”, by błyskawicznie przeskakiwać między gospodarstwami. W takich warunkach wystarczy jedno ognisko do uruchomienia reakcji łańcuchowej. To nie jest już kwestia ryzyka, tylko konsekwencji zaniedbań, które były widoczne od dawna.

Spóźniona mobilizacja

Dopiero gdy liczba zakażonych stad zaczęła rosnąć w tempie trudnym do dalszego ignorowania, uruchomiono zespoły dochodzeń epizootycznych. Administracja weszła w tryb kryzysowy, a służby weterynaryjne postawiono w stan gotowości. Problem w tym, że taka mobilizacja ma sens tylko wtedy, gdy następuje przed eskalacją. Tu mamy klasyczny przykład działania „po fakcie” – kiedy wirus zdążył się już rozprzestrzenić, a kontrola nad sytuacją staje się coraz bardziej iluzoryczna.

Masowe uśmiercanie – konieczność czy dowód bezradności?

Najbardziej drastycznym narzędziem walki z epidemią stało się prewencyjne uśmiercanie drobiu – także tam, gdzie choroby jeszcze nie potwierdzono. Oficjalnie chodzi o przerwanie łańcucha zakażeń. W praktyce skala tych działań mówi więcej niż urzędowe komunikaty. Ponad 4 miliony sztuk drobiu wybitych na Mazowszu i setki tysięcy w innych regionach to nie „profilaktyka”, tylko dowód, że sytuacja wymknęła się spod kontroli. Gdy jedyną skuteczną metodą staje się masowa likwidacja stad, trudno mówić o skutecznym zarządzaniu kryzysem.

Operacja jak w strefie zagrożenia biologicznego

Transport i utylizacja martwych zwierząt odbywają się w warunkach przypominających operacje kryzysowe najwyższego szczebla. Konwoje, nadzór policji, ścisłe procedury sanitarne – to obraz sytuacji, która dawno przestała być „problemem branżowym”. To już nie jest zwykła interwencja weterynaryjna. To działania charakterystyczne dla zagrożenia biologicznego, które rozlało się szeroko i wymaga nadzwyczajnych środków.

Strefy zamknięte paraliżują produkcję

Wokół ognisk choroby powstają rozległe strefy ograniczeń, obejmujące dziesiątki kilometrów. W praktyce oznacza to blokadę przemieszczania drobiu i produktów, a więc faktyczne zamrożenie działalności wielu gospodarstw. Każde nowe ognisko rozszerza te strefy, pogłębiając chaos i straty finansowe. Dla hodowców to nie tylko kryzys zdrowotny, ale również ekonomiczny, którego skutki mogą być odczuwalne jeszcze długo po wygaśnięciu epidemii. Widmo katastrofy z 2021 roku – kiedy liczba ognisk sięgnęła rekordowych poziomów – znów staje się realne.

Bioasekuracja: ostatnia linia obrony

W tej sytuacji odpowiedzialność w dużej mierze przerzucana jest na hodowców. To oni mają pilnować bioasekuracji, izolować stada, zabezpieczać paszę i wodę oraz dezynfekować „wszystko, co się rusza”.

Tyle że nawet najlepsze procedury nie zastąpią sprawnie działającego systemu reagowania na poziomie państwa. Gdy wirus krąży już szeroko w środowisku, pojedyncze gospodarstwa stają się ostatnią linią obrony – a to oznacza, że wcześniejsze linie zawiodły. Początek formularza

Grzegorz Szafraniec, Wiadomości Agro telewizji wPolsce24

Źródło: Inspekcja Weterynaryjna, MRiRW, wiadomosciagro.pl

»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje

»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:

Producenci drobiu: rośnie import jaj do Polski

Bacowie załamani: wełna dziś nic nie warta

Podaż pieniądza: skąd tak wielka fala gotówki w marcu?

»»Bezwład w suchym porcie w Małaszewiczach – oglądaj „Piątkę wGospodarce” telewizji wPolsce24

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych