Informacje
Paweł Sałek: nie liczę, że Bruksela odwoła plan neutralności klimatycznej UE w 2050 r. / autor: Pixabay / Fratria
Paweł Sałek: nie liczę, że Bruksela odwoła plan neutralności klimatycznej UE w 2050 r. / autor: Pixabay / Fratria

WYWIAD

Bruksela nie odwoła „czarnego scenariusza” klimatycznego

Agnieszka Łakoma

Agnieszka Łakoma

dziennikarka portalu wGospodarce.pl, publicystka miesięcznika "Gazeta Bankowa", komentatorka telewizji wPolsce.pl; specjalizuje się w rynku paliw i energetyce

  • Opublikowano: 18 maja 2026, 16:29

    Aktualizacja: 18 maja 2026, 16:30

  • Powiększ tekst

Przykład postawy Brukseli pokazuje dobitnie, że najbardziej czarne modele i scenariusze klimatyczne – choć nierealistyczne – zostały wykorzystane na potrzeby polityczne - mówi poseł Prawa i Sprawiedliwości Paweł Sałek.

Agnieszka Łakoma: Najczarniejszy scenariusz dotyczący ocieplenia klimatu jest nieprawdopodobny, tak wynika z najnowszych ustaleń grupy ekspertów i naukowców. Scenariusz ten zakładał wzrost temperatury na ziemi nawet o 5-7 stopni Celsjusza jeszcze w tym stuleciu. Był on w zasadzie podstawą – a może bardziej straszakiem – w realizacji globalnych planów walki z emisją. Czy mamy do czynienia ze zwrotem naukowym?

Paweł Sałek: Od wielu lat trwa spór między różnymi środowiskami naukowymi co do tego, jak traktować modele klimatyczne. Część naukowców kwestionowała metodykę i modele przedstawiane przez ONZ-owski panel ds. klimatu, jak również ten najbardziej katastroficzny scenariusz zmian klimatycznych. A to on był używany do kreowania polityki klimatycznej Unii Europejskiej, jak i poszczególnych krajów: Japonii czy Korei Południowej. Dziś dyskusja nie tylko naukowa, ale i polityczna na temat zmian klimatycznych i możliwych prognoz jest szczególnie potrzebna. Bo te wcześniejsze scenariusze po prostu zweryfikowało życie. To trochę jak z sondażami poparcia politycznego, które weryfikują wyniki wyborów.

Czarny scenariusz dotyczący ocieplenia klimatu opierał się na założeniu, że pięciokrotnie wzrośnie zużycie węgla na świecie. Wiadomo, że tak się nie stało i nie stanie. Czy to jest sygnał, że należy bazować na urealnionych danych, a nie patrzeć na 100 lat naprzód? Zwłaszcza że świat i gospodarka po prostu zmieniają się?

Długoterminowe prognozy zawsze obarczone są błędem. Ja jestem zwolennikiem tego, co zostało zapisane w dokumentach światowych, czyli Porozumieniu Paryskim. I uważam, że to do tego dokumentu powinniśmy się także jako Polska odnosić. A – przypomnę – chodzi o zobowiązanie do działań, które spowodują, by temperatura na ziemi nie wzrosła więcej niż 2 stopnie C. Jest też opcja bardziej ambitnego celu czyli maksymalny wzrost temperatury na świecie o nie więcej niż 1,5 st. C, ale jest ona dobrowolna. Niestety dla Europy i naszego kraju to ten ambitny cel jednak jest forsowany przez władze unijne i wykorzystywany do zaostrzenia i przyśpieszenia polityki klimatycznej. Komisja Europejska, nie oglądając się na różną pozycję i specyfikę gospodarczą państw członkowskich, postanowiła  w wielu dokumentach pominąć cel ograniczenia wzrostu temperatury na ziemi do 2 stopni Celsjusza, czyli ten umiarkowany. Skupiła swoje działania na tym bardziej ambitnym czyli 1,5 st. C. Tym samym wymusza na krajach członkowskich w tym i Polsce szybką dekarbonizację i zobowiązanie do rezygnacji z paliw kopalnych, nie oglądając się przy tym ani na skutki, ani na koszty. Przykład postawy Brukseli pokazuje dobitnie, że najbardziej czarne modele i scenariusze – choć nierealistyczne – zostały wykorzystane na potrzeby polityczne. A jednocześnie uzyto ich, by stymulować rynek odnawialnych źródeł i karać za emisje CO2. Tymczasem dekarbonizacja rodzi koszty, a ETS czyli podatek od emisji CO2 oraz OZE przyczyniają się do wzrostu cen energii, uderzając tak w gospodarstwa domowe, jak i przemysł.

Czy biorąc pod uwagę te ostatnie ustalenia naukowe, jest szansa na zmianę podejścia do samej ideologii ratowania klimatu? Czy hasło „planeta płonie” zostanie odwołane przez ONZ czy Unię Europejską?

Nie spodziewam się radykalnej zmiany podejścia i na pewno nadal będziemy czytać wypowiedzi szerokiego grona obrońców wizji katastrofy klimatycznej. Wydaje się, że wyznacznikiem tego, co może się wydarzyć, będą opinie najbardziej znaczących instytucji finansowych na świecie, czyli Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego. Bo to one oddziałują najbardziej na rynki finansowe, wspierające ratowanie klimatu. Musimy pamiętać, że zmiana podejścia wiązałaby się z bardzo poważnymi konsekwencjami dla sektora bankowego. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że przez ostatnie dekady zaangażował on olbrzymie pieniądze w inwestycje na rzecz klimatu. A jednocześnie cała ta ideologia miała także niezwykle silne wsparcie medialne, organizacje ekologiczne mają licznych sponsorów, a wielu obywateli jest przekonanych, że jednak „planeta płonie”.

Z jednej strony wydaje się, że Komisja Europejska już nie stawia na pierwszym planie klimatu, ale bezpieczeństwo energetyczne, zaś z drugiej - ciągle mówi o dalszej transformacji, przyśpieszeniu elektryfikacji i inwestycjach w OZE. Czy doczekamy się, że strategia unijna będzie realistyczna i zrównoważona?

Obawiam się, że Komisja Europejska – zwłaszcza biorąc pod uwagę jej obecny skład - będzie odporna zarówno na najnowsze ustalenia naukowe i odwołanie „czarnego scenariusza” klimatycznego, jak i na rzeczywistość gospodarczą. Przecież to oczywiste, że polityka klimatyczna generuje koszty, że energia wcale nie jest dzięki niej tańsza, że system handlu emisjami ETS jest wadliwy, bo zarabiają spekulanci, a ciężkie pieniądze za każdą tonę CO2 płaci przemysł. Już dawno można było uczynić politykę klimatyczną mniej ambitną i bardziej realistyczną, a jednak w Brukseli tego nie zrobiono.

Czyli na poprawę sytuacji i zmianę myślenia władz unijnych liczyć nie możemy?

Trudno mi być optymistą, Komisja Europejska ma tak naprawdę tylko jednokierunkowe podejście i nie liczę, że odwoła plan neutralności klimatycznej Unii w 2050 roku. Europa ze swoim zaledwie siedmioprocentowym udziałem w globalnych emisjach realizuje strategię, która zabija przemysł i przedsiębiorczość, powoduje utratę konkurencyjności oraz wysokie rachunki dla obywateli. W tym czasie Chiny czy Indie rozwijają się, bo po swojemu rozumieją i realizują dekarbonizację. Ale ani przykład tych krajów, ani tym bardziej USA nie przekonują Brukseli do zmiany myślenia. Być może gdyby Bank Światowy i MFW zmieniły podejście, to także Europejski Bank Inwestycyjny mógłby mniej rygorystycznie oceniać projekty inwestycyjne, nie tylko w oparciu o poziom emisyjności. Dlatego bardziej liczyłbym na otrzeźwienie klimatyczne na poziomie globalnym niż europejskim. Na Zachodzie kontynentu i w samej Brukseli walka z globalnym ociepleniem jest mocno zakorzeniona, obawiam się więc, że nawet odwołanie przez naukowców katastrofy klimatycznej tego nie zmieni.

Rozmawiała Agnieszka Łakoma

»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje

»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:

Pracownicy nie rozumieją nowych zasad L4

Ceny żywności wkrótce zaczną napędzać inflację

Katastrofa budżetu rządu Tuska coraz bliżej!

»»Czego nie mówią o Twoich długach? – oglądaj „Piątkę wGospodarce” w telewizji wPolsce24

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych