Informacje

Powierzchniowe zapasy wody w Polsce na mieszkańca są trzykrotnie mniejsze od średniej w Europie fot. freeimages.com/kampic
Powierzchniowe zapasy wody w Polsce na mieszkańca są trzykrotnie mniejsze od średniej w Europie fot. freeimages.com/kampic

Sucho wszędzie, biednie będzie... Dbajmy o wodę, bo nie mamy jej za wiele

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 25 stycznia 2015
  • 12:31
  • 1
  • Tagi: gospodarka lifestyle pogoda woda woda pitna
  • Powiększ tekst

W Polsce prawie nie dostrzegamy zjawiska suszy i bagatelizujemy je – ocenia w rozmowie z PAP prezes Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej Witold Sumisławski. Tymczasem, jak podkreślił, susza może być znacznie niebezpieczniejsza od powodzi, bo jej skutki są kilkuletnie.

"Z powodziami jest tak, że są one gwałtowne, szybko przychodzą i szybko odchodzą. Są też spektakularne, ponieważ niosą ogromne straty i zniszczone domy. Mimo to susza jest znacznie niebezpieczniejsza od powodzi, ponieważ jej skutki mogą trwać wiele lat" - podkreślił Sumisławski.

Zwrócił uwagę, że powstająca w Polsce infrastruktura hydrotechniczna jest bardziej ukierunkowana na przeciwdziałanie powodziom, a niekoniecznie suszom.

"Istotne są nie tylko suche zbiorniki czy poldery, nie możemy zapominać o alimentacji wody na cele socjalno-bytowe czy bezpieczeństwo rolnictwa" - dodał.

Wskazał, że zapewnić to mogą tzw. wielofunkcyjne mokre zbiorniki (magazynujące wodę), z których w trakcie suszy można zasilać wodą np. kanały melioracyjne.

Wyjaśnił, że w Polsce mamy kilkanaście zbiorników suchych i polderów, ponad 50 zbiorników mokrych o znacznej pojemności powodziowej (w tym 35 zbiorników administrowanych jest przez regionalne zarządy gospodarki wodnej). Prowadzone są również inwestycje związane z budową zbiorników, takich jak Świnna Poręba czy też Racibórz. Planuje się też budowę kolejnych, zarówno tych o dużych pojemnościach, jak i mniejszych, stanowiących tzw. małą retencję.

Prezes KZGW zwrócił uwagę, że zabezpieczenie się przed suszą jest tym istotniejsze, że Polska nie jest krajem zbyt zasobnym w wodę. Wskazał, że mamy duże zapasy wód podziemnych, ale ich eksploatowanie wymaga odwiertów i pompowań.

Zasoby wodne w Polsce przypadające na jednego mieszkańca są mniejsze niż w krajach sąsiednich i znacznie niższe niż średnia europejska. Z danych KZGW wynika, że na jednego mieszkańca Polski przypada średnio ok. 1580 m sześc. wody na rok, a średnie zasoby na jednego mieszkańca Europy to 4560 m sześc. na rok.

"Polska to nie pustynia, czy Malta, ale nie mamy np. lodowców, które mogą być uzupełniającym źródłem wody. Dlatego powinniśmy łączyć kwestie bezpieczeństwa powodziowego z kwestią bezpieczeństwa przeciw suszy. Jest to związane np. z bezpieczeństwem w produkcji rolniczej. Mamy coraz wyższe temperatury, a coraz słabsze zimy. Opady są nawalne i zamiast wsiąkać w ziemię, szybko spływają do rzek. To są zjawiska, na które powinniśmy być przygotowani i w związku ze zmianami klimatycznymi brać je pod uwagę" - mówił Sumisławski.

Poinformował, że regionalne zarządy gospodarki wodnej przygotowują obecnie analizy, które mają wskazywać jak bardzo jesteśmy narażeni na suszę i jak jej skutecznie przeciwdziałać. Docelowo zostaną przygotowane plany przeciwdziałania skutkom suszy na obszarach dorzeczy i w regionach wodnych.

"Mam nadzieję, że kiedy wykażemy istotne zagrożenia wrócimy do budowy wielofunkcyjnych zbiorników retencyjnych i przywrócimy rangę małej retencji" - zaznaczył.

Według Sumisławskiego, powinniśmy się nauczyć lepiej retencjonować wodę, czyli zatrzymywać ją w środowisku. Chodzi np. o tzw. małą retencję, czyli sadzenie lasów czy tworzenie oczek wodnych, które przeciwdziałają stepowieniu terenów, obniżaniu się wód gruntowych. Lasy wspomagają też ewentualne spowolnienie spływu powierzchniowego i tym samym przyczyniają się w pewnym stopniu do redukcji zasięgu powodzi.

Prezes KZGW przekonuje, że wodę możemy zatrzymać również w miastach, ale w tym przypadku zmianie musi ulec polityka przestrzenna.

"Najgorszą rzeczą, jaką robimy, jest uszczelnianie powierzchni w miastach. Tworzymy rynnę, którą woda trafia bezpośrednio do rzek, powodując problemy dla mieszkańców w niższym jej biegu" - powiedział.

W konsekwencji opady nie mogą przeniknąć do gleby i zasilić zasoby wód gruntowych.

Wskazał, że np. we Wrocławiu deszczówka z ulic i placów miejskich kierowana jest specjalnym przepustem na pola irygacyjne. Zaznaczył, że rozwiązanie to, nie dość iż poprawia bezpieczeństwo powodziowe, powoduje, że w tym miejscu powstał teren rekreacyjny z ciekawym ekosystemem.

Sumisławski dodał, że jednym z rozwiązań, jakie można też wykorzystać w miastach, jest odpowiednie projektowanie terenów przy domach jednorodzinnych czy osiedlach mieszkaniowych. Chodzi np. o stosowanie specjalnych mat o strukturze plastra miodu, które zatrzymują wodę na miejscu. W miastach kluczową rolę w zatrzymywaniu wody opadowej odgrywa także zieleń. Prezes KZGW podkreślił, że takie tereny tworzą przyjemne dla mieszkańców przestrzenie miejskie, poprawiają wilgotność, a także obniżają lokalnie temperaturę, co można szczególnie docenić w trakcie upałów.

(PAP)

Komentarze