Informacje

fot. Wikimedia Commons/wGospodarce.pl
fot. Wikimedia Commons/wGospodarce.pl

Niemcy chcą przekazać uchodźcom część zysków ze sprzedaży "Mein Kampf"

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano: 12 stycznia 2016, 12:22

    Aktualizacja: 12 stycznia 2016, 12:24

  • 13
  • Powiększ tekst

"Mein Kampf" - manifest niemieckich nazistów, który był zarzewiem wybuchu II Wojny Światowej, wrócił oficjalnie na półki niemieckich księgarń. Karl-Georg Wellmann (CDU), członek Komisji Spraw Zagranicznych w Bundestagu chce, by część zysków ze sprzedaży tego "nudnego monologu człowieka obłąkanego" - jak nazywają książkę Hitlera sami Niemcy - była przeznaczona na wsparcie dla uchodźców

Jest to skutek wygaśnięcia praw autorskich do książki Hitlera, do którego doszło 31 grudnia ubiegłego roku. "Mein Kampf" stało się niniejszym domeną publiczną. Co oznacza to dla Niemiec?

Nad nową publikacją pracował szereg uznanych historyków niemieckich. "Na czele zespołu historyków pracujących nad nową edycja książki stanął dr Christian Hartmann" - czytamy w opracowaniu Instytutu Zachodniego autorstwa Bogumiła Rudawskiego - "Badacze postawili sobie za cel przygotowanie publikacji, która odnosiłaby się krytycznie do oryginalnego tekstu Hitlera, wskazując na zawarte w treści przekłamania, półprawdy i manipulacje, oraz objaśniałaby kontekst historyczny i ideologiczny powstania książki. Prof. Andreas Wirsching, dyrektor Instytutu Historii Współczesnej, uzasadniając potrzebę naukowego wydania utworu, zaznaczył, że jest on jednym z najważniejszych źródeł do poznania dziejów narodowego socjalizmu."

Publikacja pracy lidera niemieckich nazistów spotkała się z ostrą krytyką w Niemczech. Nawet wyważeni w swoich ocenach uczeni tym razem stosowali ostrą retorykę. Profesor Wolfgang Benz uznał, iż ponowna publikacja "Mein Kampf" jest zbędna, zaś sama praca stanowi, zacytujmy: "nudny monolog człowieka obłąkanego".

Przeciwni wydaniu "Mein Kampf" byli także przedstawiciele niemieckich gmin żydowskich. Według nich wznowienie pracy Hitlera w żaden sposób nie odmitologizuje jej w oczach neonazistów (co warte podkreślenia - rosnących w Niemczech w siłę w trakcie kryzysu imigracyjnego). "Wstrzemięźliwi w swoich wypowiedziach są politycy niemieccy. W 2013 r. poseł Burkhard Lischka (SPD) próbował zainteresować rząd federalny kwestią książki" - czytamy w opracowaniu Instytutu Zachodniego - "W jego przekonaniu ponowne pojawienie się Mein Kampf na półkach księgarni powinno zostać powstrzymane wszelkimi możliwymi środkami prawnymi. Rząd niemiecki pozostawił jednak sprawę w gestii władz Bawarii i historyków. Do polityki centralnej powróciła ona w grudniu 2015 r., ale już w zupełnie innym kontekście. Karl-Georg Wellmann (CDU), członek Komisji Spraw Zagranicznych w Bundestagu postulował, aby część zysków ze sprzedaży przeznaczyć na pomoc dla uchodźców."

Od zakończenia II wojny światowej sprzedano około 12 mln egzemplarzy "Mein Kampf". Ze sprzedaży swojego dzieła Hitler zarobiłby około 15 mln DEM (dane sprzed wejścia Niemiec do strefy Euro).

W Polsce "Mein Kampf" wydawano trzykrotnie - dwa razy w 1992 roku oraz ponownie w roku 2005.

Instytut Zachodni/ as/

Powiązane tematy

Komentarze