
Postoczniowe cmentarzysko
Zachodniopomorscy samorządowcy, którzy pierwszy raz od upadku Stoczni Szczecińskiej Nowa wizytowali tereny dawnej produkcji statków, zastali smutny obraz.
Jak przypomina PAP, produkcja w Stoczni Szczecińskiej Nowa została wstrzymana w styczniu 2009 r., ponieważ Komisja Europejska uznała, że udzielona wcześniej stoczniom w Gdyni i Szczecinie przez polski rząd pomoc publiczna była niezgodna z prawem. Majątek stoczni został sprzedany, a pracownicy zwolnieni. W 2010 r. Towarzystwo Finansowe Silesia wylicytowało najważniejsze nieruchomości po byłej stoczni.
Po sześciu miesiącach zabiegów podejmowanych przez radnych PiS u właściciela majątku, na postoczniowych terenach pojawili się m.in. przedstawiciele komisji gospodarki zachodniopomorskiego sejmiku, marszałek województwa i lokalni politycy. Chcieli przekonać się, czy to, co pozostało po stoczni, jest wykorzystywane i nie niszczeje. Po blisko dwóch godzinach spędzonych w byłym zakładzie wszyscy oceniali, że to, co zobaczyli – puste hale, niewielu robotników – jest „smutne”, „żałosne”, „przykre”. – „Widać bardzo dużo urządzeń, które nie pracują i nie przyczyniają się do rozwoju gospodarczego. To na pewno nie jest widok wesoły” – powiedział marszałek Olgierd Geblewicz. – „Mamy wrażenie, że chodzimy po cmentarzysku zakładu produkcyjnego, który kiedyś był wizytówką Szczecina” – komentował wizytę radny Paweł Mucha (PiS). – „Szczecin był znany z tego, że tutaj produkuje się statki. Teraz chodzimy po terenie, który jest w bardzo niewielkim odsetku wykorzystywany. Wrażenie musi być przygnębiające i bardzo smutne” – dodał.
Radni sejmiku zapowiedzieli, że przygotują stanowisko w sprawie terenów postoczniowych. Dyskusje na ten temat toczą się od miesięcy. PiS proponuje oddać majątek poprzednim prywatnym właścicielom stoczni, którzy zarządzali nią przed jej przejęciem przez państwo, natomiast SLD mówi o komunalizacji.
Wśród kupionego przez Towarzystwo majątku znalazły się m.in. trzy pochylnie, nabrzeże o długości 510 m, wyposażone w urządzenia dźwigowe, a także place składowe, hale przemysłowe wraz z infrastrukturą dźwignicową, obiekty biurowe oraz grunty o łącznej powierzchni 50 hektarów.
Więcej o upadku przemysłu stoczniowego można przeczytać na stronie czasopisma Nowy Obywatel.
(Nowy Obywatel)