Informacje

fot. Pixabay / autor: fot. Pixabay
fot. Pixabay / autor: fot. Pixabay

Czy Polska pokonała ASF?

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 9 grudnia 2019
  • 08:42
  • 2
  • Tagi: ASF Czechy gazeta gospodarka Polska świnie Ukraina
  • Powiększ tekst

Do Czech ASF przyjechał w resztach jedzenia z Ukrainy, gdzie tego wirusa nikt nie zwalcza. Dlatego mają u nas zakaz przywożenia swojego mięsa, a i tak starają się je przywieść - mówi w wywiadzie opublikowanym w poniedziałkowym „Wprost” minister rolnictwa i rozwoju wsi Jan Krzysztof Ardanowski.

Minister rolnictwa i rozwoju wsi był pytany o chorobę ASF, o to, że nie udało się wygrać z afrykańskim pomorem świń.

Już wydało się, że sprawę mamy opanowaną, bo ognisk w gospodarstwach jest absolutnie mniej niż było. W zeszłym roku było ich około 110, a teraz jest 48” - stwierdził Ardanowski. I „nagle pojawiają się ogniska chorych dzików w Polsce Zachodniej” - dodał. „Obecnie grodzimy te tereny. Do tej pory postawiliśmy ponad 100 kilometrów płotu - to są ogromne koszty. Przeczesujemy lasy, wybijamy dziki, szukamy padliny. Chcemy za wszelką cenę ustalić, skąd ten wirus wziął się u nas. Przecież nie mogły go przenieść zarażone dziki, które znajdują się 330 kilometrów od ogniska ASF na Wschodzie. A może choroba przyszła do nas nie przez przypadek. Nie byłoby to takie dziwne, bo do Czech ASF przyjechał w resztach jedzenia z Ukrainy, gdzie tego wirusa nikt nie zwalcza. Dlatego mają u nas zakaz przywożenia swojego mięsa, a i tak starają się je przywieść, przyjeżdżając do pracy. Mimo wszystko bez odstrzału dzików nie poradzimy sobie z ASF” - stwierdził minister.

Ardanowski w rozmowie odniósł się również do pytania, czy dopłaty z UE nie są już zagrożone. „Nie, ale trzeba uprościć procedury. Okazuje się, że w działaniach przeznaczonych dla rolników czy przetwórców jest wiele szczegółowych wymagań, załączników, dodatkowych dokumentów. I nie wiadomo, czy Unia aż tyle wymaga, czy to tylko słynne polskie przeregulowanie” - zauważył szef resortu rolnictwa.

Na dodatek dyrektorzy boją się odpowiedzialności i podejmowania decyzji. Na wszystko chcą mieć opinię prawników. Czy to znaczy, że nie mają kompetencji, że muszą podpierać się prawnikami? Podjąłem więc decyzję, że w wojewódzkich biurach prawników nie będzie. Pozostaną tylko w centrali” - zadeklarował Ardanowski.

PAP/ as/

Komentarze