Informacje

Afganistan / autor: Makalu/Pixabay
Afganistan / autor: Makalu/Pixabay

W Afganistanie mordują narkomanów

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 16 lutego 2020
  • 16:00
  • 1
  • Tagi: Afganistan gospodarka narkobiznes narkotyki przemyt
  • Powiększ tekst

Uzbrojeni napastnicy zastrzelili dziewięciu bezdomnych narkomanów w stolicy Afganistanu, Kabulu - poinformowały w niedzielę afgańskie władze. Eksperci zwracają uwagę na chroniczne nadużywanie narkotyków w kraju będącym największym producentem opium na świecie.

Agencja Reutera wskazuje, że doszło do rzadkiego przypadku najwyraźniej skoordynowanej przemocy wobec osób uzależnionych.

Nie wiadomo, jakie były motywy działania niezidentyfikowanych sprawców ataku, do którego doszło w sobotę w nocy; policja wszczęła śledztwo w sprawie.

Mężczyźni spali na otwartym powietrzu, a badania kryminalistyczne wykazały, że byli narkomanami.

Według ministerstwa zdrowia Afganistanu w tym liczącym ponad 36,6 mln ludzi kraju żyje ok. 2,5 mln osób uzależnionych od różnych narkotyków, w tym w większości od heroiny, która wytwarzana jest z opium.

Około 20 tys. osób zażywających narkotyki nie ma domu, przy czym połowa z nich żyje w Kabulu; czasami osoby te mają napięte relacje z lokalnymi mieszkańcami - wskazuje Reuters.

Dr Szokur Haidari z afgańskiego ministerstwa ds. zwalczania narkotyków mówi o „poważnym problemie społecznym”, jakim jest narkomania w Afganistanie, do którego przyczynia się brak usług socjalnych, bezrobocie i łatwy dostęp do substancji psychoaktywnych. Zaznacza, że resort ma pieniądze na leczenie zaledwie 40 tys. uzależnionych rocznie, w sytuacji gdy pomocy szuka znacznie więcej osób.

Według resortu zdrowia sroga zima uśmierciła w tym roku, w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, co najmniej 50 narkomanów, którzy nie mieli dachu nad głową.

Afganistan od lat jest największym producentem opium na świecie, mimo że od 2002 r. rząd USA wydał około 8,9 mld USD na zaprzestanie produkcji i handlu narkotykami.

PAP/ as/

Komentarze