Informacje

USA: Sytuacja się uspokaja / autor: fot. PAP/EPA
USA: Sytuacja się uspokaja / autor: fot. PAP/EPA

AKTUALIZACJA

USA: Koniec zamieszek w Waszyngtonie

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano · 2 czerwca 2020, 07:00

    Aktualizacja · 2 czerwca 2020, 08:50

  • 4
  • Tagi: Chinatown gospodarka protest USA zamieszki
  • Powiększ tekst

Po dwóch nocach gwałtownych protestów na waszyngtońskie ulice w poniedziałek skierowano więcej oddziałów policji i Gwardii Narodowej. Nad miastem nisko latają cztery śmigłowce; służby bezpieczeństwa egzekwują godzinę policyjną, jest spokojnie.

Tak jak w poprzednie noce protestujący w poniedziałkowy wieczór zgromadzili się na placu Lafayette’a przed Białym Domem. Tłum przy użyciu gazu łzawiącego rozproszono, by prezydent USA Donald Trump mógł wyjść na chwilę przed położony naprzeciwko jego rezydencji episkopalny kościół św. Jana.

Od tego momentu policja systematycznie rozbija demonstrujących na mniejsze grupki, spychając je w ulice i na place. Ci, głównie młodzi ludzie z transparentami, w zdecydowanej większości są spokojni i stosują się do zaleceń policji. „Nie ma porównania z weekendem, w niedzielę pod Białym Domem dostałem gumową kulką” - mówi jeden z demonstrujących.

Niektóre kwartały centrum miasta są całkowicie puste, wokół Białego Domu jest kilka pierścieni policyjnych blokad. Pojedyncze grupki demonstrantów proszone są o pójście do domów.

W Waszyngtonie od godz. 19 (1 w nocy czasu w Polsce) obowiązuje godzina policyjna; mieszkańcy Dystryktu Kolumbii ostatnie godziny przed nią wykorzystywali często na zakupy.

Od godzin wieczornych nie działa publiczny transport. Nisko nad stolicą USA latają cztery śmigłowce oraz co najmniej jeden dron; na ulicach widać wozy transportowe Gwardii Narodowej.

Odziały te wizytował przewodniczący kolegium szefów sztabów sił zbrojnych USA generał Mark Milley. „Każdy ma prawo protestować, ale demonstracje powinny być pokojowe” - powiedział dziennikarzom.

Prezydent Trump do gubernatorów: Wykorzystajcie Gwardię Narodową

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump wezwał w poniedziałek gubernatorów do wykorzystania oddziałów Gwardii Narodowej przeciwko wandalizmowi w trakcie protestów, które odbywają się w USA w związku ze śmiercią George’a Floyda.

Zapowiedział, że jeśli władze stanowe i miejskie nie zaprowadzą porządku, to użyje do pomocy amerykańskiego wojska. „Moim podstawowym i najważniejszym obowiązkiem jako prezydenta jest obrona naszego wspaniałego kraju i ludzi” - zaczął swoje wystąpienie w Ogrodzie Różanym Trump.

Zapewnił, że wszyscy Amerykanie są „słusznie oburzeni” zabójstwem George’a Floyda. „Jestem sojusznikiem wszystkich protestujących pokojowo” - zastrzegł. Potępił jednocześnie akty wandalizmu podczas protestów. Niektóre z nich nazwał „aktami wewnętrznego terroryzmu”. Dla łamiących prawo zapowiedział surowe kary.

Poprosiłem dziś każdego gubernatora, by użył Gwardii Narodowej w takiej liczbie, byśmy zdominowali ulice. (…) Jeśli miasto czy stan odmówią podjęcia działań koniecznych do obrony życia i mienia ich mieszkańców, to rozmieszczę amerykańskie wojsko i szybko rozwiążę problem za nich” - stwierdził.

Powiedział, że natychmiastowo mobilizuje wszystkie możliwe federalne cywilne i wojskowe środki, by powstrzymać zamieszki i plądrowanie.

Trump zakończył swoje przemówienie w Ogrodzie Różanym Białego Domu bez odpowiadania na pytania dziennikarzy. W trakcie jego przemowy z oddali słychać było ostrzegawcze strzały policji do demonstrujących przed rezydencją prezydenta.

Po przemówieniu Trump wyszedł z Białego Domu i stanął na chwilę przed ewangelickim kościołem św. Jana. W nocy z niedzieli na poniedziałek w czasie zamieszek podpalono tam piwnicę. Ogień szybko ugaszono; w poniedziałek wejścia do kościoła i piwnicy zabito deskami.

By dojść do kościoła Trump wyszedł na ulicę przed placem Lafayette’a, która od kilku dni jest epicentrum protestów. By zapewnić prezydentowi bezpieczne przejście policja rozproszyła demonstrantów przy użyciu gazu łzawiącego. Wśród okrzyków demonstrantów ustawionych za barierkami Trump stał przez chwilę przed kościołem trzymając w prawej dłoni Biblię. Wraz z częścią personelu, który opuścił z nim rezydencję, pozował do zdjęć, po czym wrócił do Białego Domu.

Zabójstwo Floyda przez policję pod koniec maja w Minneapolis stało się zarzewiem protestów, które rozgorzały w kilkudziesięciu amerykańskich miastach, w tym w Waszyngtonie. W trakcie demonstracji dochodzi do starć z funkcjonariuszami i zamieszek.

Dla wielu obywateli USA zabicie 46-letniego Afroamerykanina to nie odosobniony incydent, ale przykład systemowego przyzwolenia na przesadną agresję policji, szczególnie wobec osób czarnoskórych.

Od godziny 19 w poniedziałek (1 w nocy w Polsce we wtorek) w Waszyngtonie obowiązuje godzina policyjna.

W Chinatown nadal ostro

Na waszyngtońskim Chinatown policja używa w nocy z poniedziałku na wtorek granatów hukowych i flar, by rozpędzić protest. Nad dzielnicą nisko latają cztery śmigłowce oraz kilka dronów. W niektórych sklepach demonstranci wybili szyby.

Wojskowe śmigłowce zniżają się nisko nad tłum, tworząc podmuchy wiatru. Jeden z nich zerwał gałęzie z drzewa obok protestujących. Po dzielnicy niesie się dźwięk policyjnych syren. Niektóre witryny sklepowe zostały wybite; nie dochodzi jednak do poważnych starć z policją. W kierunku śmigłowców demonstrujący wygrażają i pokazują wulgarne gesty. Niektórzy porównują sytuację do wojny.

W Chinatown jest kilkadziesiąt samochodów policyjnych. By przepędzić manifestujących policja używa granatów hukowych oraz flar. Czasem szarżuje.

Protest w Waszyngtonie zaczął się w poniedziałek - tak jak we wcześniejsze dni - pod Białym Domem. Policja rozpędziła demonstrujących w małe grupki, które kierują się do innych dzielnic miasta.

Burmistrz miasta Muriel Bowser wzywa mieszkańców do pozostania w domach i przypomina, że od godz. 19 w poniedziałek (1 w nocy w Polsce we wtorek) obowiązuje godzina policyjna).

Bowser na Twitterze potępiła jednocześnie to, że na chwilę przed początkiem obowiązywania godziny policyjnej federalna policja użyła siły wobec protestujących przed Białym Domem. Było to na ok. kilkanaście minut przed przemówieniem Trumpa w Ogrodzie Różanym w tej prezydenckiej rezydencji. Po tym jak tłum został rozproszony prezydent wyszedł na chwilę przed ewangelicki kościół św. Jana, w którym w niedzielę podczas zamieszek podpalono piwnicę.

AKTUALIZACJA 8:50

Po deklaracji prezydenta USA Donalda Trumpa o zmobilizowaniu wojska siły bezpieczeństwa wymogły w nocy z poniedziałku na wtorek godzinę policyjną, kończąc protesty i zamieszki w centrum Waszyngtonu.

Prezydent w swoim wystąpieniu w Ogrodzie Różanym zapowiedział, że kieruje do stolicy USA „tysiące ciężko uzbrojonych żołnierzy, członków personelu wojskowego i służb bezpieczeństwa, by zakończyć zamieszki, plądrowanie, wandalizm, napaści oraz bezmyślne niszczenie mienia”.

Po początku obowiązywania godziny policyjnej w Waszyngtonie służby bezpieczeństwa zaczęły ją ściśle egzekwować. Skrzyżowania w centrum miasta zablokowano; Biały Dom otoczyła policja. Na ulicach widać było oddziały Gwardii Narodowej, straży granicznej, a nawet Agencji do Walki z Narkotykami (DEA). Na miejscu był przewodniczący kolegium szefów sztabów sił zbrojnych USA generał Mark Milley.

Tłum rozbijano na mniejsze grupy i spychano na ulice oddalone od Białego Domu. Używano granatów hukowych, flar oraz gazu łzawiącego. Nad miastem nisko latały wojskowe śmigłowce; jeden zszedł nawet poniżej poziomu dachów budynków. Demonstrujący wygrażali śmigłowcom i wykonywali w ich kierunku wulgarne gesty. „To nie jest Bagdad, to Ameryka” - mówił jeden z nich.

Noc z poniedziałku na wtorek była zdecydowanie spokojniejsza niż w weekend. Ulice niemal opustoszały, nie słychać było śmigłowców oraz policyjnych syren. Dziennik „Washington Post” poinformował o jednym budynku, w którym schowało się 100 protestujących.

Kontrowersje budzi użycie przez służby gazu łzawiącego, by przepędzić protestujących sprzed Białego Domu i utorować drogę Trumpowi do pobliskiego kościoła episkopalnego św. Jana. W poniedziałek wieczór prezydent wyszedł ze swojej rezydencji i na chwilę przystanął przed tą świątynią, gdzie z Biblią w prawej dłoni pozował do zdjęć.

Krok ten skrytykowały władze kościoła, który w ostatnich dniach był w epicentrum protestów. „Wszystko, co powiedział i zrobił (Trump), służy wznieceniu przemocy” - oceniła biskup Mariann Budde. Dodała, że nikt z Białego Domu nie kontaktował się z nią w kwestii przyjścia prezydenta przed świątynię.

Używanie gazu wobec pokojowo protestujących, tylko po to, by prezydent mógł pozować do zdjęć przed kościołem, hańbi każdą z wartości, których uczy nas wiara” - napisała natomiast na Twitterze szefowa Izby Reprezentantów, Demokratka Nancy Pelosi.

PAP/ as/

Komentarze