Informacje

nauka zdalna / autor: Pixabay
nauka zdalna / autor: Pixabay

Włoska minister: ryzyko to zamknięte, nie otwarte szkoły

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano: 18 listopada 2020, 13:10

  • 0
  • Powiększ tekst

Ryzyko wynika nie z otwarcia szkół, ale z ich zamknięcia - powiedziała w środę włoska minister oświaty Lucia Azzolina. Zapewniła, że zabiega o to, aby uczniowie mogli stopniowo zacząć wracać do klas na lekcje

W wywiadzie radiowym, odnosząc się do częściowego zamknięcia szkół, zwłaszcza gimnazjów i liceów, w niektórych strefach kraju, szefowa resortu stwierdziła, że doszło do „regionalnych nierówności” edukacyjnych. Zauważyła, że niektóre dzieci chodzą do szkoły także w tzw. czerwonych strefach największego ryzyka zakażeń, a inne nie chodzą nawet, jeśli ich miejscowości się w nich nie znajdują.

Szkoła była zawsze traktowana jak kopciuszek kraju ze wszystkich punktów widzenia, także jeśli chodzi o cięcia w nakładach - oceniła minister oświaty, która wielokrotnie deklarowała już, że będzie zabiegać o otwarcie szkół.

Czytaj też: Włochy, dalszy silny wzrost liczby zakażeń: 648/100 tys.

Będę w pełni usatysfakcjonowana, kiedy wszyscy uczniowie, zwłaszcza szkół średnich będą mogli wrócić do klas. Ale musimy obserwować krzywą zakażeń i czekać, aż się ustabilizuje - zastrzegła Lucia Azzolina. Wyjaśniła, że powrót do szkół będzie odbywał się stopniowo i że potrzebna jest ostrożność.

Włoska minister oświaty dodała, że pracuje nad tym, aby nie było następnych na poziomie lokalnym. Najważniejsze jest to, aby obecne ograniczenia były przejściowe - dodała.

Niestety to jest kraj, w którym minister nie może zdecydować o zamykaniu i otwieraniu szkół, podczas gdy inne władze mogą to zrobić” - przyznała. Tak odniosła się do tego, że w wielu przypadkach o zamknięciu szkół zdecydowały lokalne władze, zwłaszcza regionów.

Czytaj też: Włochy: Najwyższa liczba zgonów na COVID-19 od wiosny

Nie robię nic innego, jak tylko telefonuję i próbuję rozmawiać ze wszystkim z najwyższym szacunkiem po to, by nie zamykano następnych szkół w najbliższych tygodniach i by stopniowo mogli do nich wrócić uczniowie szkół średnich” - oświadczyła minister oświaty.

We Włoszech odbywają się spontaniczne protesty uczniów przeciwko zdalnemu nauczaniu. We wtorek taką inicjatywę zorganizowano między innymi przed gmachem parlamentu w Rzymie.

Czytaj też: Włoscy dyrektorzy szkół: zdalne nauczanie to porażka narodowa

4 mln uczniów z dala od szkolnych klas, to porażka narodowa - oświadczyło włoskie stowarzyszenie dyrektorów szkół, odnosząc się do częściowego zdalnego nauczania w kraju, wprowadzonego z powodu epidemii koronawirusa. W domach uczy się większość gimnazjalistów, licealiści i niektórzy młodsi uczniowie.

We wtorek w kilku miastach Włoch odbyły się spontaniczne protesty uczniów przeciwko decyzji rządu o częściowym wznowieniu zdalnego nauczania. W Rzymie młodzież manifestowała przed gmachem Izby Deputowanych.

Wszystkie te akcje zainicjowały dwie 12-latki z Turynu - Anita i Lisa, które od dłuższego czasu protestują przed siedzibą swojej zamkniętej szkoły.

W wydanym komunikacie stowarzyszenie dyrektorów zaapelowało do rządu „szybkie i zdecydowane działanie”. Położono nacisk na znaczenie lekcji w szkołach.

Wahanie i improwizacja wyrządzają tylko szkody - podkreślono.

W komunikacie jest też apel do Ministerstwa Infrastruktury i Transportu o reorganizację komunikacji przed wznowieniem lekcji w szkołach po to, by zmniejszyć w niej tłok.

Ponadto dyrektorzy szkół z całego kraju wyrazili ubolewanie, że zostały one zmuszone do reorganizacji pracy tak, „jakby to była prosta operacja”. Przypomnieli, że w placówkach oświatowych zatrudnionych jest 1 mln osób i zaznaczyli, że każda zmiana trybu ich pracy dotyka „tkanki społecznej”, a także rodziny uczniów.

Zbyt wielu uczniów oddala się od nauczania” - ostrzegli dyrektorzy dodając, że pogłębia to zjawiska porzucania szkół i „ubóstwa edukacyjnego, już mocno występujące w różnych częściach kraju”.

PAP/mt

Powiązane tematy

Komentarze