Opinie

Fot.sxc.hu
Fot.sxc.hu

Płaca minimalna jak aborcja

Krystyna Szurowska

Krystyna Szurowska

ekonomistka i publicystka

  • Opublikowano: 28 kwietnia 2014, 19:46

  • Powiększ tekst

Ile można mówić o płacy minimalnej? Ano, zdaje się, że do oporu, tylko nie wiadomo, na jakiż to opór mielibyśmy natrafić, skoro w tej kwestii zostało już wszystko powiedziane, a nadal jakąś wewnętrzną potrzebę rozprawiania mamy. Z okazji ustępstwa Angeli Merkel w kwestii wprowadzenia identycznej płacy minimalnej we wszystkich branżach (cóż za nonsens!), Jean-Claude Juncker postanowił wszcząć dyskusje na temat równej płacy minimalnej w całej Unii.

Pomysł jest tak niedorzeczny, że w ogóle nie powinno się podnosić kwestii publicznie, bo wstyd tylko i politowanie, ale wygląda jednak, że to tylko moje zdanie, bo temat z ust szanujących się Europejczyków nie schodzi. Co gorsza, nie widzą nic zdrożnego w tym, aby zupełnie na poważnie argumentować za i przeciw temu absurdowi.

Na temat płacy minimalnej zostało już dosłownie wszystko powiedziane. Każdy człowiek zainteresowany szeroko pojętą gospodarką wie, kiedy jest ona zasadna, a kiedy nie, zna na pamięć argumenty zagorzałych zwolenników równej płacy w każdym zawodzie, jak i zagorzałych przeciwników jakiejkolwiek ustalanej odgórnie minimałki. Odnoszę przez to wrażenie, że płaca minimalna w przestrzeni dyskusji około gospodarczych, pełni tę samą rolę, co aborcja w przestrzeni dyskusji społecznych. Kiedy trzeba zrobić zamęt, albo zaistnieć bez większego wysiłku można uciec się do jednego z dwóch, w zależności na czyim posłuchu nam zależy.

Z aborcja łatwo – wystarczy postarać się o chwilkę czasu antenowego, aby opowiedzieć o tym, jak i kiedy się aborcji dokonać planuje. Najlepiej, aby to był jakiś szczególny dzień – ostatnio pewna babka obrała Wigilię, ale są też inne dobre okazje, dla każdego starczy. Trzeba jednak dbać, aby temat się zbyt prędko nie wypalił i tak jak babka od Wigilii dała brzydko mówiąc ciała, gdyż zaczęła coś z ciążą kręcić i wyszło na jaw, że ta brzemienność to taka polityczna lipa. Lepszą taktyką więc jest usiłowanie zmienienia jakiegoś słowa, czy przecinka w ustawie aborcyjnej. Temat przez parę tygodni pożyje, a i jakąś komisję zwołać można, konferencje, wykłady, dyskusje. Tony paluszków, hektolitry wody butelkowanej – kto by się doliczył, że kilku milionów brakuje. Dwie pieczenie na jednym ogniu!

Płaca minimalna ma dużą zaletę nad aborcją – jest z nią łatwiej i mniej ryzyka niesie za sobą. Przede wszystkim nie ma niebezpieczeństwa „wpadki”, a posłuch ten sam jeśli i nie większy. Podobnie jak w przypadku aborcji nie ma znaczenia kim jesteś, na jakim stanowisku i na czym się znasz – im bardziej absurdalny pomysł tym lepiej! Zakrzyknąć, że równa praca, równa płaca, takie same żołądki i zażądać pensji minimalnej na poziomie zarobków menedżerów średniego szczebla i jak mawiał Stefan Siara Siarzewski „dobra je!”. Nie istnieje coś takiego jak „przegięcie”, zawsze znajdzie się popleczników oraz zagorzałych przeciwników, którzy zupełnie na serio potraktują ten wybryk.

Czy możliwym jest, aby ktoś zupełnie na poważnie mówił o równej płacy minimalnej na terenie całej Unii? Nie. Bo proszę sobie wyobrazić jak niewiele oleju w głowie musiałby mieć człowiek, który analizując świat otaczający doszedłby do takiego wniosku. Obawiam się, że jego iloraz inteligencji oscylowałby w okolicy górnej granicy co bystrzejszych małp, zatem komunikacja z owym byłaby w znaczącym stopniu utrudniona. Żadną tajemnicą nie jest, że jeśliby wprowadzić do Rumunii płacę minimalną z poziomu ot, chociażby Francji to szara strefa rozrosłaby się jak w Zimbabwe. Argument Jean-Claude'a, iż płaca minimalna w Luksemburgu „nie doprowadziła do masowej biedy, ani do klęski głodu”, jest analogiczny do argumentu, aby zamknąć wszystkie ulice w Warszawie dla samochodów, bo na Nowym Świecie zakaz wjazdu nie doprowadził do rozkładu ruchu miejskiego. Na terenie małego, bogatego kraju równa płaca minimalna nie sieje spustoszenia, ponieważ są niewielkie różnice w zamożności regionów i w pensjach między profesjami. Najczęściej brakuje specjalistów w każdej dziedzinie, dlatego ceni się ich wysoko. W gospodarkach większych nie dość, że występują duże dysproporcje regionalne to jeszcze między zawodami. I tak na przykład hydraulik może zarabiać cztery razy mniej niż dekarz, bo dekarzy jak na lekarstwo, a hydraulików w bród. Jak więc ustalić dla nich jedną płacę minimalną, skoro dzieli ich przepaść?

O tym wszystkim zarówno Jean-Claude, jak i inni lubujący się promować „na minimałkę” doskonale wiedzą. Doskonale też wiedzą, że tą drogą daleko zajdą – Internet się rozpisze, gazety dadzą na okładkę, ktoś napisze felieton. Dla niektórych na zawsze pozostanie obrońcą uciśnionych, dla innych wariatem (jedno drugiego nie wyklucza), jednak zgodnie z zasadą nieważne jak, byle mówili, sukces został osiągnięty. Gratuluję!

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych