Opinie

Ropa to ostatnia szansa dla Rosji na wzrost gospodarki

Marek Budzisz

Marek Budzisz

analityk, publicysta tygodnika "Sieci" i "Gazety Bankowej", znawca Rosji

  • Opublikowano: 23 czerwca 2018, 16:37

    Aktualizacja: 23 czerwca 2018, 16:37

  • Powiększ tekst

Trwa coroczne spotkanie państw tworzących naftowy kartel OPEC, któremu towarzyszyć będą negocjacje w formacie OPEC+, czyli z państwami (chodzi głównie o Rosję), które nie należą do tego „klubu”. Zasadniczym tematem rozmów ma być przyszłość podjętej jeszcze w 2016 roku decyzji o zmniejszeniu poziomu wydobycia.

Wówczas chodziło o to, aby ratować spadające ceny (od 114 dolarów za baryłkę w roku 2014 do 28 dolarów w roku 2016), teraz potrzeba kontynuowania polityki ograniczenia wydobycia zaczyna być kwestionowana. Dwaj główni gracze na rynku – Rosja i Arabia Saudyjska od jakiegoś czasu mówią, że należy zwiększyć produkcję, bo światowe zapasy bardzo zmalały, a zbyt wysoka cena zwiększa ryzyko niekontrolowanego jej spadku.

Na odbywającym się w mijającym tygodniu w Krasnodarze walnym zgromadzeniu akcjonariuszy największego rosyjskiego koncernu naftowego Rosnieft, jego prezes Igor Sieczin, mówił, iż w perspektywie najbliższego dziesięciolecia na świecie wręcz rysował się będzie deficyt tego surowca. Przede wszystkim z tego powodu, że w czasie panowania niskich cen zaniechano kosztownych poszukiwań i prac przygotowawczych dla eksploatacji nowych pól naftowych i teraz te zapóźnienia nie będzie łatwo nadgonić. W pierwszym rzędzie diagnoza ta dotyczy Rosji, bo jak argumentują eksperci obecnie eksploatowane na większą skalę pokłady zostały zbadane i przygotowane jeszcze przed rokiem 2014, czyli przed okresem sankcji. A teraz, zwłaszcza w przypadku Rosji, kraju, który ma duże zasoby, ale zlokalizowane w trudnych miejscach (Arktyka, szelf oceaniczny na Oceanie Lodowatym, północna Syberia) nie ma technicznych możliwości skokowego wzrostu wydobycia.

Jeśli idzie o spotkanie w Wiedniu to nie jest powiedziane, że do finalnego porozumienia dojdzie, sprzeciwiają mu się państwa, które albo mają problemy z wydobyciem (Wenezuela), albo liczą się z tym, że w najbliższej przyszłości nie będą w stanie więcej sprzedawać (Iran).

Rosyjskie koncerny od dłuższego już czasu wywierały presję na rząd, aby ten zabiegał o wzrost wydobycia. Trzeba otwarcie powiedzieć, że i rząd miał w tym swój interes makroekonomiczny, bo wskaźniki wzrostu gospodarczego Rosji spadają i dziś światowe agencje ratingowe redukują rosyjskie perspektywy rozwoju. A to, w połączeniu z wycofywaniem się inwestorów z rynków rozwijających się (ryzyko polityczne i perspektywa wojen handlowych) oraz skokowym napływem kapitału na rynek amerykański (drugie podniesienie przez FED stóp procentowych) spowodowało, że rosyjskie Ministerstwo Finansów zaczęło mieć problemy z plasowaniem długu na światowych rynkach.

Jeszcze na początku roku tygodniowo sprzedawano papiery skarbowe o wartości 40-50 mld rubli, a popyt zawsze był 3-4 krotnie wyższy niż podaż. W ostatnich dwóch tygodniach trend się odwrócił – dwa tygodnie temu uplasowano jedynie 30 mld, a w ubiegłym tygodniu tylko 20 mld. Oczywiście należałoby podnieść oprocentowanie, ale Rosjanie póki, co tego nie chcą. Nie działa też polityka osłabiania przez rząd kursu rubla. Rosyjski minister finansów Siulianow powiedział ostatnio w wywiadzie prasowym, że gdyby rząd odszedł od polityki skupowania dolarów za pieniądze ze sprzedaży ropy naftowej, to dolar mógłby kosztować 40 rubli a nie, jak obecnie 64. Tylko, że tani rubel i tak nie pobudza rosyjskiego eksportu.

Ostatnia nadzieja we wzroście sprzedaży ropy naftowej. Domagał się tego rosyjski biznes i najwyraźniej osiągnął swój cel. Wczoraj rząd poinformował, że w trybie ekspresowym wprowadzi nowe regulacje dotyczące opodatkowania eksportu ropy naftowej i pochodnych, które trudno oceniać inaczej niźli w kategoriach przygotowań do wzrostu eksportu. Dotychczas prócz podatku od wydobycia węglowodorów na granicy naliczana była specjalna 30 proc. opłata eksportowa. W zamierzeniu miało to chronić rynek wewnętrzny nie pozbawiając budżet dochodów. Teraz stopniowo ma się odchodzić od rozwiązań tego rodzaju. Odpowiednio podniesiony zostanie podatek wydobywczy. Eksperci są dość zgodni w ocenie, iż taki zabieg spowoduje wzrost cen paliwa na rosyjskim rynku wewnętrznym, nawet, jak uważają niektórzy 2,5-krotny. Rząd jest najwyraźniej podobnego zdania, bo zapowiedział, że zmiany będą stopniowe, rynek będzie pod obserwacją i jeżeli wzrost będzie zbyt wielki to zastosuje „odwróconą akcyzę”, czyli specjalne ulgi na paliwo sprzedawane w kraju. Tym nie mniej rosyjskie władze spodziewają się, że zmiana systemu opodatkowania sektora naftowego da mu, w perspektywie sześciu lat 1,3 – 1,6 bln rubli dodatkowych dochodów (20 – 25 mld dolarów).

Jednym słowem Rosja przygotowuje się do wzrostu eksportu ropy. Rząd w ten sposób chce pobudzić gospodarkę. Akcjonariusze firm naftowych ucieszą się z wyższych dywidend. A zwykli Rosjanie, będą płacić więcej na stacjach paliwowych.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych