Informacje

zdjęcie ilustracyjne / autor: Amiet R. Kashyap/Twitter
zdjęcie ilustracyjne / autor: Amiet R. Kashyap/Twitter

Atom jest Polsce nie tyle potrzebny, ile niezbędny

Marcin Tronowicz

Marcin Tronowicz

dziennikarz portalu wGospodarce.pl i współpracownik miesięcznika "Gazeta Bankowa"

  • Opublikowano: 19 listopada 2021, 14:32

    Aktualizacja: 19 listopada 2021, 14:44

  • 10
  • Powiększ tekst

Zawarte niedawno porozumienie pomiędzy Iranem, Rosją i Chinami dotyczące zagospodarowania jednego z największych na świecie złóż gazu ziemnego – nowo odkrytego w Iranie złoża Chalous – pokazuje, że Rosja poważnie podchodzi do przejęcia kontroli nad europejskim rynkiem gazowym. Z drugiej strony stawianie przez Berlin na dostawy z Rosji i nieunikanie zależności od gazu z kierunku wschodniego z gazociągu omijającego Polskę świadczy o istnieniu silnych więzi gospodarczych między obydwoma krajami. Polska staje więc przed pytaniem nie tyle czy budować, ale kto zbuduje u nas atom

Irańskie złoże Chalous jest tak wielkie, że same jego zasoby pozwoliłyby zaopatrywać całą Unię Europejką w gaz w 52 procentach przez 20 lat - informuje portal intellinews.com. Na mocy porozumienia ws. złoża Chalous prawo do 40 proc. zasobów uzyskała Rosja, 28 proc. Chiny i 25 proc. Iran. Według portalu Biznesalert.pl tak znaczny udział firm rosyjskich i chińskich w dostępie do złoża praktycznie uniemożliwia bezpośredni eksport surowca do Europy.

Czytaj też: Gigantyczne złoże gazu w Iranie trafiło w ręce Rosji i Chin

Czytaj też: Amerykanie ociągają się z ofertą na atom dla Polski

Choć właścicielem złoża Chalous jest Iran i dzięki jego odkryciu Iran staje się formalnie krajem o największych na świecie zasobach gazu ziemnego, aż 40-proc. dostęp do surowca ze złoża uzyskała Rosja, kraj o największych do tej pory złożach gazu na świecie, a zarazem czołowy eksporter błękitnego paliwa do UE. Chociaż certyfikacja Nord Stream 2 została niedawno wstrzymana, dostawy przez gazociąg z Rosji do Niemiec mają nastąpić w lecie, a według agencji Reutera już nawet w marcu 2022 r.

Ostatnio także Rosnieft odkupił udziały koncernu naftowego Shell w niemieckiej rafinerii PCK Schwedt położonej na końcu przechodzącego przez Polskę Ropociągu Przyjaźń. Dzięki transakcji Rosnieft będzie posiadał 91,67 proc. udziałów w rafinerii. Obie transakcje, a także sama budowa Gazociągu Północnego pokazują, jak poważnie nasi sąsiedzi podchodzą do zabezpieczenia dostaw do Niemiec paliw, czemu w końcu trudno się dziwić.

Gaz albo atom

Co to oznacza dla Polski? Nasz kraj niezmiennie czeka kosztowna i długotrwała transformacja energetyczna, aby z jednej strony Polska spełniała wyśrubowane wymogi unijnej polityki klimatycznej, ale z drugiej, aby prądu było u nas pod dostatkiem i aby nie kosztował zbyt dużo. Zgodnie z założeniami polityki klimatycznej UE, kraje unijne będą w szybkim tempie odchodzić od węgla, zastępując go innymi paliwami, przede wszystkim gazem oraz źródłami odnawialnymi.

Odłączenie węgla nie jest aż takim problemem dla Francji i Niemiec. We Francji większość energii elektrycznej pochodzi z energetyki jądrowej. W Niemczech nadal działa kilka reaktorów jądrowych, Nord Stream najprawdopodobniej ostatecznie dostarczy im aż jedenaście razy więcej gazu niż Polsce budowany przez Danię Baltic Pipe. Niemcy, od lat stawiając na OZE, są też dużym producentem turbin wiatrowych i paneli fotowoltaicznych.

Polska natomiast będzie z czasem musiała zastąpić węgiel innym źródłem energii. To prawda, że energetyka odnawialna jest zeroemisyjna, jednak główny problem to niestabilność płynącego z niej prądu. Kiedy nie wieje wiatr, dni są krótkie i jest pochmurno, z OZE płynie niewielka ilość prądu i niezbędne jest wówczas zasilenie systemu krajowego z energetyki tradycyjnej, czyli konkretnie z węgla, gazu lub z zeroemisyjnego atomu.

Kto zbuduje elektrownie?

Węgiel docelowo mamy odstawić, gaz Polska otrzymuje przez terminal LNG w Świnoujściu, a w przyszłym roku ruszyć mają dostawy przez Baltic Pipe – jednak gaz nie może być jedynym strategicznym źródłem energii w Polsce. Atom staje się więc zwyczajną koniecznością. Elektrownie jądrowe są obecne w niemal wszystkich znaczących krajach UE, a w samej Francji działa aż 56 reaktorów jądrowych. Polska staje więc przed pytaniem nie czy budować, ale kto zbuduje nam atom.

Z USA łączy nas umowa międzyrządowa, zgodnie z którą strona amerykańska, a konkretnie globalny lider technologii jądrowej, koncern Westinghouse, w połowie 2022 r. złoży polskiemu rządowi kompleksową ofertę budowy elektrowni jądrowych, a nieodłączną częścią oferty ma być propozycja współfinansowania inwestycji.

Polska niedawno otrzymała także oferty na budowę atomu od Francji, jądrowego mocarstwa UE, oraz od Korei Południowej, przy czym oferta koreańska jest o 30 proc. tańsza od francuskiej. Koreańczycy słyną także z dotrzymywania terminów realizacji inwestycji oraz z tego, że mieszczą się we wstępnie uzgodnionych kosztach. Którą z ofert przyjmie do realizacji polski rząd dowiemy się w przyszłym roku. Znane są na razie potencjalne lokalizacje elektrowni, Żarnowiec, Bełchatów i rejon PAK w Wielkopolsce, oraz to, że elektrownie powstaną w schemacie 3x2 lub 2x3.

Marcin Tronowicz

Czytaj też: Ropociąg Przyjaźń. Rosjanie odkupili udziały Shella w niemieckiej rafinerii

Wiadomości Google

Kliknij Obserwuj i bądź na bieżąco!

Powiązane tematy

Komentarze