Informacje

Artur Soboń  / autor: Fratria
Artur Soboń / autor: Fratria

TYLKO U NAS

Soboń o KPO. 158 mld zł na inwestycje działa na wyobraźnię [wywiad]

Stanisław Koczot

Stanisław Koczot

zastępca Redaktora Naczelnego "Gazety Bankowej"

  • Opublikowano: 4 czerwca 2022, 11:15

    Aktualizacja: 4 czerwca 2022, 11:32

  • 5
  • Powiększ tekst

KPO powinno się przełożyć na dodatkowy impuls gospodarczy rzędu 0,6 pkt proc. PKB w 2023 roku i 1 pkt proc. w latach 2024-2025. Wzmocnić również pozycję złotego i zwiększy udział inwestycji w PKB do ponad 17 proc. – mówi Artur Soboń, wiceminister finansów.

Polski Krajowy Plan Odbudowy (KPO) zakłada współpracę kilkunastu resortów w procesie wprowadzenia w życie 54 inwestycji i 48 reform w ramach. Jaki będzie udział resortu finansów w realizacji KPO?

ARTUR SOBOŃ, WICEMINISTER FINANSÓW: - Każdy z resortów ma swoje kamienie milowe, polegające albo na przeprowadzeniu reform, albo na realizacji inwestycji. W sumie jest ich ponad sto. Z naszego punktu widzenia, poza zadaniami, do których się zobowiązaliśmy, kluczowe jest zapewnienie najpierw możliwości prefinansowania ze środków uruchomionych przez PFR, a potem finansowania poszczególnych projektów. Zakładamy, że w tym roku może być to maksymalnie 12 mld zł, w przyszłym – około 30 mld zł, kolejne lata to kwoty rzędu 40-50 mld zł.

Jak pan patrzy na KPO z punktu widzenia budżetu państwa? Jak zyska na tym budżet? Zwiększą się wpływy z podatków? Wzrosną inwestycje?

-KPO powinno się przełożyć na dodatkowy impuls gospodarczy rzędu 0,6 pkt proc. PKB w 2023 roku i do 1 pkt proc. w latach 2024-2025. Wzmocni również pozycję złotego i zwiększy udział inwestycji w PKB do ponad 17 proc. Z naszego punktu widzenia, skutki budżetowe KPO są niezwykle pożądane. Wzrost gospodarczy, który opiera się na inwestycjach, najsilniej zwiększa potencjał gospodarczy Polski, a tym samym bazę podatkową. Rozwijająca się gospodarka to większe wpływy budżetowe. W sytuacji, kiedy firmy prywatne ograniczają inwestycje, w związku z globalnymi turbulencjami, inwestycje publiczne – rządowe i samorządowe – mają bardzo duże znaczenie. To jedna czwarta inwestycji ogółem. Zwiększenie ich poziomu o 1-2 pkt proc. oznacza, że silnik inwestycyjny – kluczowy w sytuacji spowolnienia gospodarczego – podtrzymuje wzrost gospodarczy i potencjał firm, a także kompensuje wstrzymywanie inwestycji przez rynek. Ta kompensacja będzie możliwa dzięki środkom z KPO, ale także z takich programów, jak Program Inwestycji Strategicznych, w którym uruchamiamy 100 mld zł dla samorządów.

Bezzwrotne dotacje w wysokości 106,9 mld zł oraz 51,6 mld zł zaciąganych na preferencyjnych warunkach pożyczek to duża kwota. Może trzeba traktować ją równorzędnie do celów, na które zostanie ona przeznaczona? A może są one nawet istotniejsze od kwot: transformacja energetyczna, cyfryzacja, infrastruktura.. . To dziedziny gospodarki, które mogą podnieść jej jakość, ale i zwiększyć nasze bezpieczeństwo.

-158 mld zł na inwestycje to nie jest mała kwota. Zresztą za chwilę zostaną uruchomione wieloletnie ramy finansowe i Polityka Spójności, więc tych środków z UE będzie jeszcze więcej. Sam fakt uruchomienia w Polsce KPO jest dobrym sygnałem rynkowym samym w sobie. Rzeczywiście, KPO nie można odrywać od polityki europejskiej i od sytuacji geopolitycznej. Wzmocnienie suwerenności energetycznej, transformacja energetyczna, bezpieczeństwo cyfrowe i podniesienie poziomu digitalizacji, a tym samym produktywności polskiej gospodarki, są to cele nie tylko niesprzeczne z celami polskiej gospodarki, ale nawet z nią spójne. Polska ma szczególne aspiracje, ponieważ jesteśmy państwem granicznym ze względu na trwający na Wschodzie konflikt, potrzebujemy dużych nakładów finansowych, zwłaszcza inwestycyjnych na transformacje energetyczną. Priorytet KPO jest zbieżny z naszą polityką.

KPO był dokumentem tworzonym jeszcze przed wybuchem wojny na Ukrainie. Obecnie sytuacja jest inna – mamy kryzys energetyczny, brakuje surowców, rośnie inflacja, rosną ceny żywności. Są to bieżące problemy Unii Europejskiej. Na ile KPO jest planem aktualnym?

-Sytuacja zmienia się dynamicznie. KPO nie jest odpowiedzią na szok wojenny, tylko na szok pandemiczny. Pierwszy raz Komisja Europejska zastosowała, i państwa unijne na to się zgodziły, instrument dłużny, poręczony solidarnie przez wszystkie rządy. Wszystkim zależy na tym, by okazał się on efektywny, by był tym pomysłem, który będzie można stosować także w innych sytuacjach. Nie wykluczam, że tego typu instrumenty jak KPO będą wykorzystywane w przyszłości, wobec innych wyzwań gospodarczych Unii Europejskiej.

Czyli nie ma mowy o modyfikacji tego dokumentu pod kątem wyzwań związanych np. z wojną na Ukrainie?

-Korekty są możliwe, ale nie spodziewam się radykalnych zmian. A na pewno nie zmian kluczowych elementów, jakimi są zielona gospodarka i cyfrowa Europa.

KPO jest ważny dla polskiej gospodarki, powala na jej zmianę w kierunku preferowanym przez całą Unię. Z czego zatem wynikał tak duży opór opozycji przed przyjęciem KPO?

-Opozycja, szczególnie Koalicja Obywatelska, bardzo dużo zainwestowała swojej retoryki w opowiadanie o tym, że Polska znajduje się na bocznym torze polityki europejskiej. Że ponieważ władzę sprawuje Zjednoczona Prawica, jesteśmy odcięci od środków europejskich. Oczywiście, okazało się to nieprawdą, bo decyzja Komisji Europejskiej dotycząca KPO całkowicie dezawuuje te oskarżenia. Trudno się wycofać z tak radykalnego stanowiska, więc mamy do czynienia z podgrzewaniem sporu politycznego w Polsce, próbującego wykorzystać politykę europejską. Stąd twierdzenie, że nawet ustawa Prezydenta dotycząca Izby Dyscyplinarnej nie spełnia warunku praworządności. Nawet kompromis, zaproponowany przez Prezydenta, jest kwestionowany w imię doktryny pokazywania Polakom, jakoby nasz rząd znajdował się na kursie kolizyjnym z Komisja Europejską.

KPO zakłada włączenia partnerów społecznych, gospodarczych oraz organizacji pozarządowych we wdrażanie reform i inwestycji KPO w ramach Komitetu Monitorującego. Jakie będą prerogatywy Komitetu? Czy nie spodziewa się pan obstrukcji z jego strony? -Jeżeli chodzi o komitety monitorujące, posiadamy dość duże doświadczenie. Nie mamy problemów z monitorowaniem środków, z zatwierdzaniem poszczególnych alokacji, generalnie z transparentnym procesem i partycypacją w tym procesie partnerów społecznych. Tak funkcjonują wszystkie programy operacyjne. Nie tylko nie spodziewam się, ale - co więcej – uważam, że Polska, jeżeli chodzi o prawidłowość wydatkowania środków unijnych, jest państwem, co do którego nie ma żadnych zarzutów ze strony monitorujących ich wydawanie instytucji, zarówno krajowych jak i unijnych. Jesteśmy państwem, który wydatkuje środki europejskie w sposób prawidłowy.

Fundusze z Brukseli będą wypłacane w transzach, po spełnieniu różnych warunków, wcale nie takich prostych. Czy spodziewa się pan trudnych negocjacji?

-Jestem optymistą parząc na przykład innych krajów, np. Hiszpanii, która uruchamia już kolejne transze. Poza kamieniem milowym w postaci Izby Dyscyplinarnej, która budzi pewne kontrowersje po obu stronach, pozostałe nie wywołują większych dyskusji. Komisji Europejskiej i Polsce zależy na tym, by proces uruchamiania poszczególnych transz przebiegał sprawnie. Nie po to KE wymyśliła instrument odbudowy, by go potem nie chciała zrealizować. To oczywiste, że niekiedy sam proces wymaga negocjacji, niektóre inwestycje są realizowane wolniej niż planowaliśmy, inne szybciej. Czasem legislacja potrzebuje dłuższych konsultacji. Nikt nie ma żadnego interesu w obstrukcji KPO, poza polską opozycją.

Rozmawiał Stanisław Koczot

Powiązane tematy

Komentarze