Informacje

Fot.freeimages.com
Fot.freeimages.com

AFERA PODSŁUCHOWA CIĄG DALSZY: Rostowski i Sikorski. Szef MSZ w knajpie opowiada o tajemnicach polskiego wywiadu. Najciekawsze fragmenty rozmowy

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano: 23 czerwca 2014, 07:29

    Aktualizacja: 23 czerwca 2014, 09:15

  • 5
  • Powiększ tekst

Restauracja Sowa & Przyjaciele. Wiosna 2014. Radosław Sikorski czeka na Jacka Rostowskiego, popijając szampana. Były wicepremier przychodzi spóźniony. Na początek również zamawia szampana. Jest zadowolony. Mówi, że przechodzi „dekompresję”. Sikorski przegląda kartę win. Rostowski pyta o specjały - opisuje spotkanie tygodnik "Wprost".

Zamawianie potraw i dyskusja na ten temat trwają długo. Panowie nie mogą się zdecydować, czy lepsze są pierogi z farszem z królika, golonka glazurowana, pierożki cielęce, foie gras, czy tatar z tuńczyka. Ostatecznie minister spraw zagranicznych zamawia zupkę z dyni i krwistą polędwicę wołową. – Ach, zaszaleję – mówi zadowolony. Były wicepremier decyduje się na foie gras, czerwone wino i comber z królika. – Z dziesięć lat królika nie jadłem – cieszy się Rostowski. Do posiłku Sikorski proponuje bardzo drogie wino Pomerol z, jak mówi, kryzysowego 2008.

Sikorski (S): Rozumiem, że ambasadorstwo w Paryżu cię nie interesuje. Rostowski (R): Nie, na tym etapie dziękuję. S: Bo prezydent zgłasza mi swój pomysł i jak się już na niego zgodzę, nie będzie odwrotu.

R: Może być, że by mnie zainteresowało, jeśli nie będę [niezrozumiałe]. A kiedy musisz, bo ty mi rok temu mówiłeś, że musisz taką decyzję podjąć?

S: Teraz. R: Wtedy mówiłeś, że teraz.

S: Przedłużyłem Orłowskiemu, ale nie mogę mu przedłużać w nieskończoność.

R: A mogę do momentu ustalenia list?

S: A, to tyle dam.

R: W najgorszym to miesiąc.

S: Tyle mogę.

R: OK.

S: Nie no, masz to jak w banku. No listę. […] Słyszę nawet, że jesteś rozważany do mojego okręgu. […] W tej sprawie będę miał trochę do powiedzenia, nie wiem, czy chcemy cię w naszym…

R: Nie, nie, ja słyszałem, jeśli chcesz mnie […] jako konkurenta, to najlepszy sposób, żebym ja miał stuprocentową pewność w parlamencie.

S: No, możesz wejść do parlamentu i nadal być kandydatem.

R: Mogę, ale gdybyś ty mi pomógł w tym, to ja byłbym gotów, ja też dotrzymuję swoich zobowiązań.

S: Nie mogę w to uwierzyć [zanosi się śmiechem]. Mówię ci tak, nie masz dużo do stracenia.

Rozmowa schodzi na temat kandydatury Danuty Hübner.

R: To był skandaliczny pomysł ze starą komuszką.

S: Niesympatyczną.

Obaj źle oceniają swoją koleżankę. Są zgodni, że przyznanie jej pierwszego miejsca na liście w Warszawie Rostowski nazywa skandalem.

Deal

S: Żebym zrozumiał dobrze – proponujesz taki deal, jeśli ci pomogę być na pierwszym miejscu na liście gdzieś.

R: W Warszawie.

S: W Warszawie.

R: Gdzieś to ja mam zagwarantowane.

S: W Warszawie. Tego ci nie mogę obiecać.

R: Nie obiecasz mi, że to załatwisz.

S: Ale mogę ci obiecać, że cię poprę. Wtedy ty mi nie będziesz wadził w komisji? [dłuższa cisza]

S: Deal?

R: Deal.

S: No dobra, to jesteśmy po słowie.

R: Słucham?

S: Jesteśmy po słowie.

R: Nie, nie, chcę bardziej precyzyjnie, bo nie chcę, no wiesz. […] Mogę ci zagwarantować, ale pozwól mi się jeden dzień zastanowić, no wiesz, to są poważne sprawy. Podejmuję się czegoś, to przecież… To powiem ci tak, że gdyby to miał być ten portfel energetyczny.

S: A dla Polski byłoby dobrze.

R: To jest inna sprawa, ale gdyby to miał być, daj mi te parę dni, ja się zastanowię, żeby ci zagwarantować, że gdyby to był ten portfel, to tutaj bym ci nie podziałał przeciw, wręcz przeciwnie, bo cię lubię, ale przeciwko Lewandowskiemu, który się, wiesz… OK.

S: Po angielsku.

R: Dokładnie. Ale daj mi te parę dni. Do weekendu, do poweekendu. Pozwól mi sobie przemyśleć. […] Pozwól mi się troszkę zastanowić, ale jak się zobowiązuję, to oczywiście na fest…

S: A ja z kolei oczywiście nie aspiruję do innych jakichś tam finansowych czy gospodarczych. Ale przebiera nogami też Jan Krzysztof.

R: Nie.

S: Nie? Jesteś pewien?

R: On może na coś. Ale raczej nie. Ja się go pytałem i powiedziałem, ale to jest między nami, nie. […] Zdaje sobie, że jest więcej konkurentów…

Dalej "Wprost" opisuje jak były minister finansów Rostowski inicjuje toast. – Za nas, za naszego ukochanego… Sikorski kończy z entuzjazmem: – Najwyższego przywódcę, oby żył wiecznie. – życzenia kończą się gromkim śmiechem. Panowie ze znawstwem zabierają się za omawianie wina. Z satysfakcją chwalą swój wybór. Wszak, jak mówią, pomerol to jedno z najdroższych win, droższy jest petrus. Sikorski ma żal do Rostowskiego, że nie przyszedł do Pałacu Prezydenckiego na wręczenie szpady dyplomatycznej, czyli nagrody przyznawanej przez ministra spraw zagranicznych. Rostowski odpowiada, że nie wiedział, iż to taki zaszczyt. – Nie znam się na tym, nie znałem się na tym. Mogę tylko przeprosić – kaja się były wicepremier. Rozmowa znów schodzi na temat Danuty Hübner. – Czy ona jest nam w ogóle potrzebna? – pyta minister spraw zagranicznych. – W ogóle – odpowiada Rostowski. – Nadęte babsko – ucina rozmowę Sikorski i wraca do dyskusji o przyszłości. Swojej i Rostowskiego.

Operacja Zen

S: Ty, ja uważam, że można zajebać PiS komisją specjalną w sprawie Macierewicza.

R: No a co innego jest dzisiaj?

S: No taaak. Kaczyński się przyspawał do Macierewicza i teraz trzeba Macierewiczem ich obu na dno pociągnąć. To, co jest w materiałach prokuratorskich, jest miażdżące. Można zrobić dwuletni cyrk. I niech oni się tłumaczą. Tam są straszne rzeczy. Wiem, bo byłem przy tym.

R: Dobrze, tylko trzeba namówić. Musisz Donalda namówić.

S: Robię, robię.

R: Musisz, no. [niezrozumiałe]

S: Już jest Palikot, SLD i PSL.

R: Tylko Donald…

S: Donald się waha, ale lekko za. Powiedział: niewykluczone. Niech oni, najpierw będzie skarga do sądu na prokuraturę. […] No tak, bo to jest skandal, kurwa. Skandaliczne. [...]

R: To w takim przypadku powinien iść za to do więzienia.

S: I tak mógł produkować dokumenty ściśle tajne.

R: Wtedy to powinien za to pójść do więzienia, że ujawniał dokumenty.

S: Ta. Agenturę.

R: Za to. Jeżeli był osobą prywatną.

S: To jest ewidentny deal Seremeta z Tuskiem. To, co robią. […] Wiesz, na czym polegała operacja ZEN, którą Macierewicz ujawnił? To była operacja, nadzorowałem ją osobiście, zlokalizowania Al-Zawahiriego. Stary komuch. Oczywiście.

R: Oczywiście, ten, Malinowski.

S: Nie… Nie Malinowski, ale podobne […], ten, który tam dla talibów lokował walutę, jakieś szmaragdy, coś, i miał dość. I to była o tyle fajna operacja, że była samoweryfikująca się. My daliśmy tylko kasę na drobne wydatki, 20 tys. dolarów. I to, co oni chcieli od nas, Afgańczycy, że my zaświadczymy, przypilnujemy, że jak oni wystawią Al-Zawahiriego, to Amerykanie na pewno im wypłacą nagrodę. Wszystko było samoweryfikujące się. Bo chodziło tylko o to, żeby podać współrzędne, potem Amerykanie przypierdolili i potem albo jest ZEN, albo nie ma. I tam jedna próba nie wyszła, druga próba nie wyszła i miała być trzecia próba i jakby ta nie wyszła, to OK, kończymy operację. I ten skurwysyn ujawnił operację.

Ile wart jest sojusz Polski z USA?

Wątek afgański płynnie przechodzi w opis stosunków polsko-amerykańskich. Minister spraw zagranicznych nie ma wątpliwości, że polityka prowadzona przez premiera i szefa MON jest błędem. S: Wiesz, że polsko-amerykański sojusz to jest nic niewarty. Jest wręcz szkodliwy, bo stwarza Polsce fałszywe poczucie bezpieczeństwa

Rostowski dopytuje, dlaczego.

S: Bullshit kompletny. Skonfliktujemy się z Niemcami, z Rosją, i będziemy uważali, że wszystko jest super, bo zrobiliśmy laskę Amerykanom. Frajerzy. Kompletni frajerzy.

O mentalności Polaków

S: Problem w Polsce jest, że mamy bardzo płytką dumę i niską samoocenę.

R: Taki sentymentalizm.

S: Taka murzyńskość.

R: Jak, jak?

S: Murzyńskość.

Po tym dialogu następuje zwrot akcji. Sikorski z Rostowskim zaczynają rozmawiać o europejskiej przyszłości premiera Donalda Tuska. Ze swadą omawiają zalety i wady szefa rządu. Zgodnie uznają, że premier bardziej nadaje się na następcę van Rompuya niż Barroso.

Przyszłość Schetyny

R: On może cicho siedzieć. Ale co on może potencjalnie?

S: Wiesz co, ja rozmawiałem o tym z Donaldem. On... znaczy teraz może cicho siedzieć, czekać, aż Donaldowi powinie się noga, czyli dokładnie to, co mógł robić od lat, tylko na niższym poziomie.

R: Dokładnie.

S: No to głupio.

R: Bardzo.

S: W indyjskiej polityce jest takie powiedzenie: jak nie możesz być lwem, to nie znaczy, że musisz być komarem.

R: Ale dygresja piękna, piękne, ale to piękne, piękne, piękne.

S: [śmiech] Głupia decyzja o niekandydowaniu, bo przecież jakby kandydował, toby dostał 40 procent i byłby kimś.

Schetyna byłby kimś, gdyby wystartował w wewnętrznych wyborach przeciwko Tuskowi. Panowie są co do tego zgodni. Zgadzają się również, że były marszałek Sejmu nie ma predyspozycji lidera. – On jest z żulii lwowskiej – podsumowuje Sikorski. Wniosek jest jeden: Schetyna jest ograniczony, a górny pułap jego politycznych możliwości to szefowanie MSWiA. Atmosfera robi się coraz weselsza, a rozmowa coraz głośniejsza. Biesiadnicy zaczynają opowiadać dowcipy.

Burdelowe dowcipy

S: Znasz to? Przychodzi pan Jacek do burdelu.

R: Pan Jacek?

S: Tak.

R: A może pan Radek? [śmiech] No, mówisz.

S: A burdelmama mówi: Panie Jacku, pan już dzisiaj trzeci raz.

R: [śmiech] S: Kurwa, przez tę sklerozę to się zapierdolę na śmierć.

R: Piękne. [śmiech]

S: Słyszałem dziś kawał. Agencja towarzyska, oferta promocyjna, cennik. Szef agencji mówi „Panowie: blow job – 25 złotych. Anal job – 35 zł. To bardzo przystępnie”.

R: To bardzo przystępnie.

S: Klient pyta: a klasyczne pierdolenie? A szef burdelu odpowiada: klasyczne nie jest jeszcze w ofercie, bo niestety jestem jeszcze sam.

R: [śmiech] Ja bym taki właśnie opowiadał, że przychodzi do burdelu facet i prosi o najchudszą dziewczynę. Jedną z najchudszych, wysoką… Gdy dziewczyna się pojawia, klient mówi: proszę jej włożyć obrożę.

S: Obrożę?

R: Obrożę. Reks! [woła psa] A ta cała zdenerwowana. Burdelmama zdenerwowana. Reks, widzisz? Jak nie będziesz jadł, będziesz tak wyglądać.

Panowie jeszcze przez chwilę opowiadają stylowe dowcipy. Śmiejąc się głośno. Potem rozmowa znów zaczyna przypominać niezrozumiałą szeptankę. Po dwóch godzinach spotkanie dobiega końca. – Wiesz, ty i ja mamy podobny problem. Ludzie nie rozumieją, że można być poważnym i dowcipnym. Jak jesteś dowcipny, to znaczy, że nie jesteś poważny. To jest problem. A ja jestem w niektórych sprawach śmiertelnie poważny, a w innych mam poczucie humoru – podsumowuje wieczór minister spraw zagranicznych. – Po tym porto życie jest jeszcze lepsze – kwituje Rostowski.

Źródło: Wprost/Opr. Jas

Powiązane tematy

Komentarze