Informacje

Autor: GOORSKY/Faworyt
Autor: GOORSKY/Faworyt

Afera SKOK Wołomin toczy się on-line

Wojciech Surmacz

Wojciech Surmacz

Redaktor naczelny wGospodarce.pl i Gazety Bankowej

  • Opublikowano · 24 czerwca 2015, 07:23

    Aktualizacja · 27 czerwca 2015, 09:45

  • 17
  • Tagi: afera biznes KNF ludzie Platforma Obywatelska polityka prawo SKOK Wołomin Wybory 2015
  • Powiększ tekst

SKOK Wołomin działał pod kuratelą sojuszu oficerów Wojskowych Służb Informacyjnych i wysokich urzędników państwowych z nadania Platformy Obywatelskiej. Wywołując polityczną aferę na potrzeby kampanii wyborczej, prali w Wołominie brudne pieniądze. Robią to nawet teraz, gdy czytacie ten tekst...

Temat malwersacji finansowych w Spółdzielczej Kasie Oszczędnościowo-Kredytowej z Wołomina okazał się dla ekipy rządzącej mieczem obosiecznym. Zmanipulowane informacje o rzekomym udziale w tym przedsięwzięciu polityków Prawa i Sprawiedliwości miały pogrążyć Andrzeja Dudę i otworzyć na oścież drzwi do reelekcji Bronisławowi Komorowskiemu. Tak się jednak złożyło, że te drzwi zatrzasnęły się przed Komorowskim bezpowrotnie gdy wyszło na jaw, że za aferą SKOK Wołomin stoją oficerowie Wojskowych Służb Informacyjnych, z którymi przecież tak bardzo zżyty jest od lat Bronisław Komorowski.

Warto przy tym pamiętać, że w mediach głównego nurtu wymiar polityczny tzw. afery SKOK-ów przedstawiany był, jako drugie dno afery SKOK Wołomin. Na pierwszym planie pojawiał się gigantyczny przekręt finansowy na grube miliardy złotych. Bankowy Fundusz Gwarancyjny (BFG) musiał wypłacić ofiarom ponad 2,2 mld zł, które według informacji Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego (UKNF) wyparowały z wołomińskiej kasy. Zaś 781 depozytariuszom wołomińskiej SKOK, których oszczędności przekraczały 100 tys. euro kasa wciąż jest winna prawie 120 mln zł. Jak do tego doszło? Gdzie są te pieniądze? Odpowiedzi na te pytania mogą się okazać gwoździem do trumny całej Platformy Obywatelskiej.

Koń trojański WSI

Operacja „Wołomin” - takim kryptonimem ochrzcili tę akcję byli oficerowie Wojskowych Służb Informacyjnych. Pierwsze działania rozpoczęła się już w drugiej połowie 2010 roku. Wtedy to w Radzie Nadzorczej SKOK Wołomin pojawił kapitan Piotr P. pseudonim „Bentley”, znany już z afery „Pro Civili”. Z informacji, do których udało nam się dotrzeć wynika, że wprowadził wtedy do wołomińskiej kasy biznesową grupę byłych oficerów WSI. Wśród nich znaleźli się dawni szefowie Piotra P. z czasów służby kontrwywiadowczej w Wojskowej Służbie Wewnętrznej (WSW) – płk Aleksander Lichocki oraz płk Marek Wolny. Celem oddelegowanej do SKOK Wołomin grupy operacyjnej miało być wprowadzenie konia trojańskiego, który zdyskredytuje cały system SKOK-ów i sympatyzującą z nim partię, czyli Prawo i Sprawiedliwość.

Aby akcja była skuteczna biznesowo i medialnie musiała być kwotowo zauważalna i zakończona w odpowiednim czasie - najlepiej tuż przed rozpoczęciem kampanii wyborczej. Operacja miała mieć też swój wymiar społeczny. Na lodzie miała zostać spora grupa zamożnych deponentów z siłą przebicia w mediach, by móc tam odgrywać - całkiem autentyczne zresztą - role ofiar. Cele były dość oczywiste. Po pierwsze, przegrana PiS w wyborach prezydenckich (następnie w parlamentarnych). Po drugie, wypranie brudnych pieniędzy z innych afer z udziałem WSI.

Fenomenalna sprawa

Ze sprawozdań finansowych oraz audytu zewnętrznego firmy BDO, zleconego przez zarząd SKOK Wołomin, wynika, że od roku 2011 kapitan „Bentley” i jego ludzie rozkręcali akcję kredytową, przyrastającą w tempie około 30 – 50 proc. rocznie. W podobnym tempie rosły depozyty. Oficerowie WSI tak rozgrzali wołomińską machinę finansową, że w samym 2013 roku do tamtejszej kasy wpłynęło w formie lokat około 750 mln zł i praktycznie tyle samo wypłynęło w formie kredytów. Tak dużej dynamiki wzrostu nie miał jeszcze w Polsce żaden bank, o kasie kredytowej nie wspominając.

Oficjalnie zarząd SKOK Wołomin tłumaczył swój sukces siłą marketingu, czyli kampanią reklamową prowadzoną w polskich mediach z niespotykanym dotąd rozmachem. Istotnym elementem promocji akcji kredytowej i depozytowej tej instytucji była na przykład realizacja w 2011 r. pierwszej, polskiej superprodukcji filmowej wykonanej w technologii 3D, czyli „Bitwa Warszawska 1920” w reż. Jerzego Hoffmana. Piotr P, członek Rady Nadzorczej i Mariusz G., prezes zarządu SKOK Wołomin ogłosili się producentami tego filmu wykładając około 11 mln zł. Agnieszka Odorowicz, ówczesna dyrektor Polski Instytut Sztuki Filmowej (PISF) przyznała tej produkcji największą w historii tej instytucji dotację - 9 mln zł. We wrześniu 2011 roku w Teatrze Narodowym w Warszawie na premierze „Bitwy Warszawskiej” pojawiło się 1,7 tys. zaproszonych gości. Wśród nich praktycznie cała wierchuszka Platformy Obywatelskiej z Bronisławem Komorowskim na czele. Po tym epizodzie duet producentów filmowych z Wołomina był wręcz hołubiony przez najwyższe organy władzy państwowej, a pieniądze przepływały przez SKOK Wołomin szerokim strumieniem...

Gra na zwłokę

Deponowanie kapitału na lokatach przy założeniu, że pochodzi z nielegalnych źródeł, a potem jego wypłata to najprostsza metoda prania brudnych pieniędzy. Wykonanie tego numeru na tak potężną skalę wymaga dwóch rzeczy: cichego przyzwolenia ze strony zarządu firmy i świadomego puszczania płazem całego procederu ze strony administracji publicznej. Podobnie zresztą jest z udzielaniem kredytów. W żadnej normalnej instytucji finansowej, tak potężne kwoty nie wypływają z kasy w tak szybkim tempie. Wszystkie nieprawidłowości były widoczne gołym okiem. Widziała je Kasa Krajowa SKOK, która już w 2012 roku alarmowała KNF o kosmicznych wynikach Wołomina. Nadzór zareagował jednak dopiero 1,5 roku później, informując o tym prokuraturę. W międzyczasie sprawą zainteresował się też ówczesny szef wywiadu skarbowego – Andrzej Parafianowicz. Ten z kolei zawiadomił prokuratorów o praniu brudnych pieniędzy w Wołominie.

Efekt był taki, że do pierwszych aresztowań członków zarządu SKOK Wołomin w tej sprawie doszło w kwietniu 2014 roku. Wtedy do pudła trafił „Bentley”. W październiku dołączyli do niego Mariusz G. i Mateusz G. (b. prezes i b. wiceprezes SKOK Wołomin). Dopiero miesiąc później KNF wprowadził w wołomińskiej kasie zarząd komisaryczny. Warto nadmienić, że urząd zarządzany przez Andrzeja Jakubiaka, człowieka Platformy Obywatelskiej, wykonał ten krok dopiero kilka tygodni po tym, jak przestał obowiązywać przepis umożliwiający Kasie Krajowej SKOK zaspokajanie roszczeń deponentów – ofiar kas z problemami finansowymi. Dlaczego? Może Jakubiak chciał publicznie upokorzyć Kasę Krajową i wykazać w mediach rzekomą złą wolę KK SKOK w zaspokajaniu roszczeń klientów wołomińskiej kasy. Prawda jest taka, że przez ponad 1,5 roku Kasa Krajowa był gotowa – zgodnie z prawem – partycypować w pokrywaniu strat spółdzielców z Wołomina nawet tych, których depozyty przekraczały równowartość 100 tys. euro. Ale szef KNF tego nie chciał, wolał wywołać „wielką aferę SKOK” i pokazać całej Polsce, że Bankowy Fundusz Gwarancyjny pokrywa gigantyczne straty wygenerowane przez „chory” system spółdzielczych kas. Ale czy wizerunkowa destrukcja systemu SKOK była jedynym celem Jakubiaka? Ano właśnie...

W czasie rzeczywistym

Wydawałoby się przecież, że aresztowanie zarządu kasy z Wołomina, wypłata ponad 2 mld zł przez BFG poszkodowanym klientom i dyskretne wygaszenie sprawy w mediach po sromotnej porażce Komorowskiego, to już koniec afery. Mało kto wie, że w lutym tego roku, po ogłoszeniu upadłości, zaczął się ostatni etap afery SKOK Wołomin, czyli postępowanie upadłościowe, które trwa do dziś.

Zdaniem przedstawicieli Stowarzyszenia Deponentów pokrzywdzonych przez SKOK Wołomin, powołujących się na prawo upadłościowe, pierwszeństwo w procesie zaspakajania wierzytelności mają deponenci, a w następnej kolejności gwarant, czyli BFG. Takie rozwiązanie zakłóca jednak proces przejęcia wierzytelności sprzedawanych przez syndyka z tzw. wolnej ręki. Być może dlatego KNF lansuje z kolei tezę o pierwszeństwie roszczeń BFG przed deponentami. W ten sposób nadzór podlegający Andrzejowi Jakubiakowi naciska na sprzedaż masy upadłości Wołomina w częściach i z wolnej ręki, a nie jak stanowi prawo, w całości i w przetargu. Syndyk złożył już nawet w sądzie wniosek o udzielenie zgody na takie rozwiązanie sprawy. Sąd co prawda odrzucił ten wniosek, ale całkiem niedawno Bankowy Fundusz Gwarancyjny odwołał się od wyroku i sąd poprosił o opinię w tej sprawie KNF, którego szef Andrzej Jakubiak od dawna optuje za poćwiartowaniem majątku SKOK Wołomin. Łatwo się zatem domyśleć jaka będzie opinia KNF. To wszystko dzieje się w czasie rzeczywistym. Można by rzec, że afera SKOK Wołomin toczy się on-line, tu i teraz.

Where is the money?

A zatem „Where is the money?” - jak mawiają gangsterzy w amerykańskich filmach o mafii. Kluczową informacją może być fakt, że syndyk masy upadłościowej wycenił portfel kredytowy SKOK Wołomin wart około 2 mld zł, na zaledwie 180 mln zł. Tymczasem według danych finansowych z akt sądowych sprawy wynika, że realna wartość pozostałego portfela kredytowego może wynieść nawet 1 mld zł (co miesiąc do wołomińskiej kasy wciąż wpływa ok. 17 mln zł). Zakładając, że sąd przychyli się do prośby syndyka, SKOK Wołomin wyceniony na 180 mln zł zostanie sprzedany w kawałkach i bez przetargu. Zatem każdy windykator, któremu trafi się taki kawałek z wolnej ręki zarobi fortunę, bo pół darmo kupi kredyty z Wołomina, które są praktycznie w 100 proc. spłacalne. A przecież z góry można założyć, że nie będą to windykatorzy z przypadku.

Tak, czy inaczej z wołomińskiej kasy może zupełnie niepostrzeżenie (w tle toczącej się kampanii wyborczej) wypłynąć kolejny miliard złotych. Pytanie do czyich kieszeni? Oficerów WSI skupionych wokół SKOK Wołomin, czy grupy interesów stojącej za działaniami KNF? A może jedno drugiego nie wyklucza? Odpowiedzi na te pytania nie poznamy zapewne w najbliższym czasie. Możliwości polityków PiS, którzy jako jedyni autentycznie interesują się wyjaśnieniem całej sprawy do końca, są na razie mocno ograniczone. Sprowadzają się bowiem do interpelacji poselskich, czy oficjalnych wystąpień do organów ścigania o objęcie afery SKOK Wołomin należytym nadzorem. Łatwo się domyśleć jakie są efekty tych działań, biorąc pod uwagę fakt, że mamy do czynienia z wojną służbowo-politycznych gangów i to o grubą kasę. Wojną, która toczy się obok nas – w świecie równoległym, po ciemnej stronie mocy, czyli w samym centrum strefy wpływów Platformy Obywatelskiej.

Komentarze