Informacje

Fot. Fratria
Fot. Fratria

Koniec Wydziałów Promocji Handlu i Inwestycji. Słynęły z bierności i zatrudniania „swoich”

Marek Siudaj

Marek Siudaj

Redaktor zarządzający wGospodarce.pl

  • Opublikowano: 30 czerwca 2017, 17:06

  • 9
  • Powiększ tekst

W środę w Sejmie odbędzie się drugie czytanie ustawy o Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu. Jej uchwalenie będzie oznaczać likwidacje istniejących do tej pory przy ambasadach Wydziałów Promocji Handlu i Inwestycji. – Na przestrzeni lat były już 3 czy 4 próby reformy tych placówek, nam udało się zajść najdalej – powiedział Tomasz Pisula, prezes PAIiH

Od wielu lat część rządów próbowała dokonać zmian w systemie wsparcia polskich firm za granicą. Jednym z elementów, wymagających zmiany, były istniejące przy ambasadach Wydziały Promocji Handlu i Inwestycji. Do tej pory bez rezultatu.

Od lat 90-tych były 3 czy 4 projekty ustaw, reformujące WPHiI, ale wszystkie w jakiś dziwny sposób przepadały w Sejmie. Nam udało się zajść najdalej, w Sejmie jest już projekt ustawy o Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, w którym została zapisana likwidacja tych jednostek. Drugie czytanie ma odbyć się w środę – mówi Tomasz Pisula, prezes PAIiH.

Wydziały były dziwnymi instytucjami, które funkcjonowały na zasadzie porozumienia pomiędzy dawnym Ministerstwem Gospodarki (jego kompetencje przejęło Ministerstwo Rozwoju) a Ministerstwem Spraw Zagranicznych. Pracownicy Wydziałów mieli status dyplomatyczny, ale byli wskazywani przez Ministerstwo Gospodarki. Oficjalnie zajmowali się wspieraniem polskich firm.

Jednym z problemów tych placówek był bardzo słaby nadzór nad nimi. Mieliśmy przypadek osoby z ważnego dla Polski kraju, która informowała nas, że w trakcie pracy obsłużyła aż 4,5 tys. zapytań polskich firm. Kiedy zaczęliśmy to sprawdzać, okazało się, że są ślady zaledwie 120 zapytań, z czego przez pana radcę osobiście obsłużonych zostało tylko 5 – mówi Tomasz Pisula.

Nie tylko bierność pracowników była problemem. Do tego w wielu przypadkach dochodzi brak kompetencji.

To są ludzie, którzy od zawsze pracowali po stronie rządowej, którzy nie mają wiedzy o tym, jak teraz wygląda handel i co to jest na przykład gwarancja kredytowa. Nigdy nie zetknęli się z sytuacją, kiedy kontrahent nie płaci przez 3 miesiące, a zajmowali się przede wszystkim dyplomacją koktajlową, czyli bywaniem na różnego rodzaju rautach. Oczywiście, robili to ci, którzy znali języki, bo kiedy wcześniej nadzorowałem weryfikację tych placówek, przez siedem miesięcy natrafiłem na szereg osób, które nie znały żadnego języka obcego, czy języka kraju, w którym przebywali – dodaje Tomasz Pisula.

Oczywiście, magnesem, który przyciągał chętnych do pracy w takich Wydziałach, były – poza lekką pracą – niezłe pieniądze. Wynagrodzenie pracownika wynosiło od 10 do 20 tys. zł, do tego zwrot kosztów pobytu, państwo płaciło za szkoły dzieci, mieli oni także prawo do zwrotu VAT za towary i usługi kupowane na terenie krajów, w których przebywali. Ale nie każdy miał możliwość „załapania się na taką placówkę”, jako że od wielu lat – mimo zmiany rządów – w Ministerstwie Gospodarki rządzili ludzie z PSL, co wpływało na dobór kandydatów do pracy w WPHiI.

To zwykle byli ludzie blisko związani z PSL. Niekoniecznie członkowie PSL, ale członkowie ich rodzin, znajomi czy nawet sąsiedzi ludzi z tej partii – mówi prezes PAIiH.

Koszty były wysokie – roczny budżet 49 Wydziałów Promocji Handlu i Inwestycji, w których łącznie było zatrudnionych ok. 300 osób, to 100 mln zł. Dla porównania – roczny budżet Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych (poprzednika PAIiH) w roku 2016 wyniósł w 2016 r. tylko 14 mln zł. Agencji, która – co trzeba przypomnieć – ściągnęła ponad 9 mld zł inwestycji zagranicznych. O skuteczności znacznie droższych WPHiI jakoś niewiele słychać.

Ustawa, która jest w Sejmie, pozwoli przejąć budżet WPHiI. Pracownicy wydziałów – poza tymi, którzy są wartościowi dla służby publicznej – w ciągu 36 miesięcy przestaną być pracownikami służb dyplomatycznych. Odchodzimy od tego modelu, pracownicy placówek PAIiH nie powinni być dyplomatami, tylko sprzedawcami. Ich zadaniem jest sprzedawanie polskich towarów i usług i wspomaganie polskich firm - wyjaśnia Tomasz Pisula.

Przyjęcie ustawy i likwidacja Wydziałów Promocji Handlu i Inwestycji oznacza także, że zniknie kolejna pozostałość po PRL. Faktycznie bowiem w spadku po Polsce Ludowej w 1989 r. pozostało aż 200 placówek wywiadu, których pracownicy później przechodzili a to do dyplomacji, a to właśnie do WPHiI, w które część tych „placówek szpiegowskich” została przekształcona. Stąd też dziwne z obecnego punktu widzenia ich umiejscowienie. Są one skoncentrowane w Europie Zachodniej (tam się mieści ponad 30 z 49 placówek), na dodatek w miastach, które nie są centrami życia gospodarczego w danym kraju.

Jesteśmy w kluczowym momencie reformy dyplomacji gospodarczej i hurtowo sprzątamy coś, czego nie dotknął nikt od blisko 30 lat – mówi prezes Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu.

Powiązane tematy

Komentarze