
Cesarz totolotka - PKOl funduje drogi pobyt w Londynie działaczowi i tnie premie dla olimpijskich medalistów
Wcale nie trzeba wygrać kumulacji w Lotto, by żyć jak król. Wystarczy być... w zarządzie Totalizatora Sportowego.
Wojciech Szpil bawił się tydzień na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie wraz z całą rodziną. Za darmo. Płacił Polski Komitet Olimpijski, który jednocześnie obniżał premie dla medalistów, bo brakowało pieniędzy – donosi „Wprost”.
Jak opisuje tygodnik, obecnego prezesa Totalizatora, a wówczas członka zarządu spółki, traktowano w Londynie – dzięki hojności PKOl - niczym monarchę.
Z żoną i dwojgiem dzieci mieszkał w ekskluzywnym hotelu Hilton Paddington. Cała rodzina Szpilów miała VIP-owskie wejściówki na wszystkie najważniejsze zawody olimpijskie, podobnie jak inni członkowie delegacji Totalizatora – pisze „Wprost”.
Godny odnotowania jest również ekwipunek, w jaki wyposażono oficjeli, by mogli się czuć podczas Igrzysk jak wyczynowcy.
Otrzymali po dwie torby z olimpijska odzieżą. Koszulki, spodnie, buty czapeczki, ręczniki, taki sam komplet jak reprezentanci Polski. Mogli nawet przebrać się w eleganckie białe garnitury lub sukienki w maki, w których nasza reprezentacja defilowała podczas uroczystości otwarcia Igrzysk – relacjonuje tygodnik.
Co ciekawe, wszystkie te luksusy PKOl fundował (na mocy umowy sponsorskiej z Totalizatorem, który jest w całości państwową spółką) w tym samym czasie gdy „z powodu kryzysu” cięto premie dla polskich mistrzów olimpijskich.
Zbiega się to z trudną decyzją władz PKOl o tym, że premie medalistów olimpijskich będą w 2012 roku niższe, niż cztery lata wcześniej w Pekinie – pisze Wprost.
Dla uzupełnienia można przypomnieć w jaki sposób Wojciech Szpil awansował do zarządu Totalizatora. Jak opisywał tygodnik, ojcem chrzestnym jego kariery w TS jest nie kto inny jak słynny bywalec Pędzącego Królika, Marcin Rosół. Gdy po wybuchu afery hazardowej w 2009 r. musiał wycofać kandydaturę Magdaleny Sobiesiak do zarządu Totalizatora, w jej miejsce zaproponował właśnie kandydaturę Szpila. E-maila z jego CV wysłał do ówczesnego wiceministra skarbu Adama Leskiewicza tuż przed zamknięciem procesu rekrutacji.
Teraz widać dlaczego warto było się śpieszyć.
JKUB/"Wprost"