Informacje

Mistrzowie rzemiosła a Facebook / autor: Fratria
Mistrzowie rzemiosła a Facebook / autor: Fratria

Pomysł, Facebook, biznes, czyli pasja nie umiera nigdy

Maksymilian Wysocki

Maksymilian Wysocki

Dziennikarz, publicysta, ekspert w dziedzinie wizerunku i marketingu internetowego, redaktor zarządzający portalu wGospodarce.pl

  • 19 lipca 2019
  • 15:43
  • 0
  • Tagi: Bernatowicz BernOn Table biznes cukiernik DESEO Facebook Gomoła Instagram kowal Kowal Lublin reportaż Smoliński social media stolarz Tasteaway Tomosza Gomoła
  • Powiększ tekst

Jesteśmy świadkami odrodzenia tzw. kraftu, czyli mistrzowskiego rękodzieła – rzeczy robionych z pasją, z sercem, dokładnie, jakościowo, ale nie tak szybko jak w przemyśle. To światowy trend szczególnie widoczny w Polsce. Coraz chętniej kupujemy oryginalne, polskie produkty wykonane przez rzemieślników, o których oni sami opowiadają często przez profil na Facebooku

Rękodzieło w trudach, ale się odradza. Odnalezieni przez nas bohaterowie są młodzi, niesamowicie zdolni i – co najważniejsze – potrafią wykorzystać dobrodziejstwa nowych technologii w promocji swojej działalności i prowadzeniu biznesu. Na to pozwala umiejętne wykorzystanie Facebooka, który globalnym i lokalnym firmom zapewnia podobne szanse w pozyskaniu uwagi potencjalnych klientów.

Na desce

Rafał Bernatowicz, znany w mediach społecznościowych jako BernOnTable, choć skończył szkołę rzemiosła artystycznego, z technologii drewna zaliczając pracę dyplomową na piątkę, z początku nie chciał się zajmować tym, z czego dzisiaj słynie. Jak to w życiu bywa, musiało wiele wody upłynąć w Wiśle, by odnalazło go powołanie, które dzisiaj znów jest jego pasją.

Rafał Bernatowicz, BernOn Table / autor: Fratria
Rafał Bernatowicz, BernOn Table / autor: Fratria

Odwiedzamy go w niepozornym warsztacie stolarskim, którego lokalizacja ma pozostać w tajemnicy. W tym miejscu czas zatrzymał się 30 lat temu. Rafał demonstruje, jak powstaje jeden z jego produktów. Przed nim leży piękna deska z czarnego dębu, która może mieć nawet kilkaset lat. Gdy zabiera się do pracy, pasję widać w każdym jego ruchu. Jak mówi, wszystko wróciło, gdy postanowili z żoną samodzielnie zbudować drewniany dom na wsi, by zamieszkać tam z dziećmi. Wtedy pasja do drewna wróciła. Dostrzegł też rodzącą się modę na oryginalność w ekskluzywnych restauracjach. Na nietypowych eleganckich deskach, w miejsce talerzy, zaczęto serwować jedzenie.

Chciałem zainteresować najlepszego szefa kuchni, żeby zobaczył, czy i jak można „pożenić” gastronomię z drewnem. Mierzyłem wysoko i strzeliłem wysoko. Wojtek Amaro był wtedy pionierem takiej sztuki kulinarnej. Znalazłem go na Facebooku i po prostu do niego napisałem – przyznaje z rozbrajającą szczerością Rafał Bernatowicz z BernOnTable. – Przyjechałem do niego z kilkoma wzornikami drewna i porozmawialiśmy. Momentalnie pojawiła się między nami chemia. Wtedy stwierdziłem już definitywnie: „Wow! To chcę właśnie robić!”. Potem trzeba było tylko zadbać o stronę wizualną i swojego Facebooka i… pyk! Poszło. Ciągle mnie bawi, jak o tym opowiadam – dodaje. Tak było sześć lat temu. Dziś dzięki dbałości także o swój fanpage na Facebooku oraz profil na Instagramie Rafał nie dość, że robi to, co kocha, to jeszcze nie narzeka na brak klientów. Lepiej! Wykorzystując także płatne formy promocji, chce wyjść szerzej w świat ze swoimi produktami, bo w kategorii gastronomii premium, luksusowej, którą stać na takie wyroby, Polska to wciąż nie tak duży rynek.

ZOBACZ CAŁY FILM o BERNONTABLE

Na słodko

W podobnym tonie może wypowiadać się również Łukasz Smoliński z luksusowej, butikowej cukierni Deseo, współprowadzący ze swoją życiową partnerką Natalią Sitarską bardzo popularnego bloga podróżniczo-kulinarnego „Tasteaway”.

Łukasz Smoliński, DESEO, TasteAway / autor: Fratria
Łukasz Smoliński, DESEO, TasteAway / autor: Fratria

Spotykamy się w ich najnowszym, najbardziej reprezentacyjnym lokalu Deseo w Warszawie przy ul. Burakowskiej. Wystawione za szkłem słodkie przysmaki są ważniejsze i… ciekawsze, choć Łukasz ma wiele do opowiedzenia. To małe dzieła sztuki. Łukasz przyznaje, że z pierwszego kryzysu pomogły mu wyjść dwie rzeczy: trudna, ryzykowna decyzja biznesowa oraz jego i Natalii umiejętność działania w mediach społecznościowych. Trudną decyzją było nieoszczędzanie na składnikach. Przeciwnie, zamiast – jak większość producentów w gastronomii – szukać tanich składników, on chciał właśnie tym się wyróżniać. I to się udało. Łukasz uwielbia opowiadać historię każdego ciastka, jego kompozycji oraz dobranych komponentów – wszystko to doświadczenia zebrane podczas podróży kulinarnych opisywanych na blogu „Tasteaway”. Gdy mowa o pasji do jakości składników i finalnych produktów, dla Deseo nie ma kompromisów. Nie trzeba zresztą wierzyć na słowo, wystarczy spróbować. Wielką pasję do profesjonalnej komunikacji widać także na facebookowych fanpage’ach Deseo i „Tasteaway”, które są napędzającą się wzajemnie dobrze prowadzoną machiną.

Traktujemy komunikację w mediach społecznościowych bardzo osobiście, odpowiadamy na wszystko, komentujemy sami, w naszych postach jest dużo nas. Dużo myślę nad tym, jak pisać – mówi Łukasz Smoliński, właściciel marki Deseo. – Bardzo dużo inwestowaliśmy w bloga, który był i jest naszą taką tubą propagandową. Inwestowaliśmy, żeby zwiększać liczbę śledzących na FB. Robiliśmy to inteligentnie, od początku mając dość sprecyzowaną grupę docelową (kobiety 30–40 lat, mieszkańcy dużych miast, zainteresowania kuchnia, kulinaria, podróże, parenting). Dzięki temu urośliśmy szybko z 18 tys. fanów do ponad 200 tys. – dodaje.

ZOBACZ CAŁY FILM O DESEO

Z ogniem

Do Dąbrowicy w gminie Jastków pod Lublinem wjeżdżamy przez malowniczą, bajkową drogę. Wieńczy ją naturalnie uformowany „tunel” z gęstych drzew i krzewów. Ze starej kuźni, która pamięta jeszcze, jak stojący obok XV‑wieczny zamek Firlejów nie był ruiną, wychodzi Tomasz Gomoła, mistrz kowalski, motto z jego strony internetowej: „Zapraszam do mojego świata, zobaczysz tu prace wykute w ogniu”, zaczyna dziwnie rezonować. Wyroby Tomasza zdają się stawiać nas przed uporczywie powracającym pytaniem: „Jak jeden człowiek może tak dowolnie, finezyjnie i oryginalnie wyginać stal?”. Od balustrad, po przepiękne kraftowe noże, miecze, a nawet rycerskie zbroje. Tomasz Gomoła jest nie tylko mistrzem kowalstwa artystycznego, jest też rycerzem, ale nie ratuje księżniczek, nie gromi smoków, za to wraz z resztą drużyny Rycerskiej Reprezentacji Polski skutecznie pognębił reprezentację Niemiec, a nawet Meksyku podczas majowych Mistrzostw Świata Walk Rycerskich na Ukrainie, organizowanych przez Federację IMCF (International Medieval Combat Federation).

Tomasz Gomoła, Koval.Lublin.pl / autor: Fratria
Tomasz Gomoła, Koval.Lublin.pl / autor: Fratria

Tomasz opowiada o tym wszystkim z wielką pasją, kując na pokaz żelazo, które za kilka godzin stanie się pięknym, wyjątkowym nożem, tak ładnym jak element biżuterii.

Gdyby tak się przyjrzeć temu, co robię, jest to nie tylko kowalstwo, lecz także grawerstwo, jubilerstwo, koronkowa robota wymagająca cierpliwości i polotu. To wszystko składa się na takie renesansowe podejście do mojego zawodu. To ogień jest dla mnie jak pomocnik. On daje mi chleb, zawód, współpracujemy razem – mówi właściciel Pracowni Kowalstwa Artystycznego Tomasz Gomoła. – Kiedy stal się nagrzewa, okazuje się, że jest bardzo plastyczna, bardzo miękka, jak glina. Można w niej rzeźbić. Te moje młotki zamieniają się w moje linie papilarne, kiedy potrafię tę stal kształtować, i to się dzieje na moich oczach. A mimo to potem zamienia się w taką twardą bryłę. Może być jeszcze twardsza, mogę ją zahartować, więc panuję nad tym materiałem dzięki żywiołowi. Ogniowi. Jest to bowiem woda, ogień i stal. I nie ma nic lepszego - mówi Tomasz Gomoła, kowal-artysta.

Choć to człowiek skromny i z tego powodu długo przełamywał się, by założyć swój FanPage na Facebooku i choć szczególnie bliskie mu są pojęcia, jak patriotyzm i tradycja, szybko dostrzegł możliwości jakie daje odpowiednie i umiejętne wykorzystanie mediów społecznościowych. W niedługim czasie przerodziło się to nie tylko w sukces krajowy, ale i - bez cienia przesady - globalny.

Co do mojej popularności na Facebooku… można powiedzieć, że już jestem znany w świecie. Widzę, jakich mam klientów i z każdego kraju. Trzeba pamiętać, że Facebook i Instagram to są po prostu narzędzia, które możemy naprawdę dobrze wykorzystać, zwłaszcza jeśli prowadzimy taką działalność jak ja, typowo artystyczną. Tam mogę zaprezentować swoje produkty. Moi klienci już nie są dla mnie anonimowi. Ja też nie jestem anonimowy dla nich. To daje nam duży komfort w dogadywaniu szczegółów. Poza tym dzięki Facebookowi jesteśmy taką globalną społecznością kowali. Uczymy się od siebie, pomagamy sobie, a czasem nawet odwiedzamy się osobiście i wtedy… kujemy sobie nasze dzieła razem – dodaje Gomoła.

CZYTAJ TEŻ: Biznes na Facebooku, rozwój za granicą

CZYTAJ TEŻ: Czego potrzebuje dziś mała firma? Strategii mobilnej

Tam są prawie wszyscy

W pierwszym kwartale 2019 r. z Facebooka korzystało ponad 2,380 mld użytkowników na świecie (przynajmniej raz w miesiącu zainteresowały się tą siecią). Według majowych danych centrum statystyk Statista.com z Facebooka korzysta na podobnej zasadzie 16,9 mln Polaków. Facebook w Polsce najbardziej popularny jest w grupie wiekowej 25–34 lata (28,9 proc.), ogólnie jest to medium ludzi w wieku 18–44. W Polsce Facebook ma 62,3 proc. udziału w rynku mediów społecznościowych, YouTube – 21,6 proc., a Twitter – 8,26 proc. Na polskiej scenie socialmediowej doskonale ma się również inna społeczność należąca do Facebooka, czyli Instagram (mający 27,9 proc. polskiego rynku społecznościówek). Ponad 85 proc. użytkowników młodszych grup wiekowych jest stale obecna na Facebooku, dlatego powiedzenie: „Wszyscy są na Facebooku”, nie jest tak dużą przesadą [źródło: Statista.com].

ZOBACZ CAŁY FILM O TOMASZU GOMOLE, KOWALU-ARTYŚCIE i RYCERZU

Maksymilian Wysocki

Komentarze